Trochę świeżości na nowy rok

Trochę świeżości na nowy rok

Dobrze byłoby znaleźć coś dobrego wokół nas na Nowy Rok. No to zaczynajmy.

Dzięki amerykańskiej dominacji w świecie i chęci pogrożenia jankeskim palcem Rosji, Wenezueli i Iranowi kiepsko opłacani za swą pracę Polacy mogą kupować nieco tańszą benzynę. Ale nie ma nic za darmo. Polski rząd w tym samym czasie wyciąga z budżetu państwa prawie 1 mld zł na zakup 40 amerykańskich pocisków dla F-16. Potrzeby socjalne rodaków – jak widać – mogą zaczekać. Ważniejsze jest jak zwykle prężenie papierowych muskułów i drażnienie Rosji. Nawiasem mówiąc, ciekawi mnie, po jakim czasie takie pociski tracą ważność i co się z nimi dzieje później – w jaki sposób poddaje się recyklingowi śmiercionośny złom wart miliard złotych?

Choć 60% rodaków w minionym roku odwróciło się już tradycyjnie od polskiej polityki i nie poszło na wybory, rozgrywki polityczne trwają i są w nich nawet podobno jacyś liderzy. To prawie jak z polską ligą piłkarską – jej poziom jest kiepski, ale wciąż wyłania się jakiegoś mistrza, który reprezentuje nas na poziomie europejskim i później szybko odnajduje swoje miejsce w szeregu.
Pomimo wielkich starań dostojników w purpurze ich notowania w społeczeństwie polskim ciągle spadają. Podobnie zresztą nie odnoszą sukcesu ci, którzy brzydzą się gejami, a jednocześnie lubią cmokać w biskupie paluchy i pierścienie. Ich niechęć do wszelkich odmienności kulturowych skutkuje już nie tylko jawną czy skrywaną odmiennością seksualną w Sejmie, ale też oddawaniem pola „odmieńcom” na poziomie lokalnym. Zwycięstwo Roberta Biedronia w Słupsku może być symbolem tego procesu.

Pomimo finansowej mizerii istnieje i rozwija się polska kultura. Niektórzy mówią nawet, że im gorzej w kraju, tym lepsze książki, filmy, przedstawienia teatralne i płyty są tworzone. Może to jakaś reguła, że im większe głupoty człowiek widzi na co dzień w polityce czy w telewizji, tym bardziej ma chęć odreagować paranoję unoszącą się nad naszymi głowami. Tak powstają wyjątkowe dzieła.
Wbrew postawie ministra Arłukowicza jeszcze jakoś dyszy w Polsce służba zdrowia. Nie wiadomo, jak długo potrwa ten stan, ale wbrew wszelkim rządowym przeszkodom są ciągle w tym kraju lekarze, którzy naprawdę leczą ludzi. I to wcale nie kościelni egzorcyści, ale osoby niosące prawdziwą pomoc innym.

Choć ministerstwo odebrało dofinansowanie tłumaczeń i niemalże zlikwidowało dotowanie większości wydawnictw naukowych, jakimś cudem wciąż są wydawane w Polsce książki naukowe. W kraju, gdzie nauka i badania są traktowane jak najgorsze zło, nikomu niepotrzebne, fakt ten zasługuje na uznanie. Co prawda, była minister Kudrycka zamieniła życie akademickie w grę o punkty i przetrwanie, ale wciąż można zaobserwować na uczelniach – choć coraz rzadziej – zjawisko zwane niezależnym myśleniem.

Warto odnotować również przemilczany zazwyczaj w polskich mediach i w debatach publicznych fakt, że choć od 25 lat kraj nad Wisłą zalewany jest neoliberalną propagandą i pieśniami pochwalnymi na cześć kapitalizmu, Polacy – jak pokazują badania socjologiczne – wciąż bardziej cenią egalitaryzm niż bezwzględną rywalizację i klapsy od niewidzialnej ręki rynku. Ów cud szczególnie należy docenić, jeśli ma się świadomość, że na te społeczne sympatie nikt za bardzo nie chce odpowiedzieć politycznie.

Z tego m.in. powodu większość obywateli nie ma ochoty uczestniczyć w wyborach, które niczego nie zmieniają w ich życiu. To w sumie racjonalny odruch świadczący o tym, że nie dla wszystkich polityka oznacza wyłącznie medialny spektakl. Sporo Polaków chciałoby, aby była bardziej serio wobec obywatela i jego potrzeb, żeby nie była tylko rytuałem i kolejnym programem w telewizji nieróżniącym się za bardzo od „Tańca z gwiazdami”. Podskórnie wielu czuje, że należałoby zmienić nie tylko styl, ale także skład polskiego życia publicznego. Większość bohaterów toczącej się jeszcze telenoweli politycznej jest w stanie zaprezentować niewiele nowego. Dlatego warto coraz częściej mówić, że zmiana jest nie tylko możliwa, ale i konieczna. Słowo czasem zamienia się w fakt. Inaczej Polska stoczy się zupełnie do poziomu światowych peryferii. Może Nowy Rok przyniesie pierwsze objawy czegoś nowego w życiu publicznym? Warto sobie tego życzyć.

A poza wszystkim Czytelnikom „Przeglądu” życzę dużo zdrowia w Nowym Roku 2015 (szczególnie tego psychicznego, które jest bardzo zagrożone w polskich warunkach) oraz dużego dystansu do rzeczywistości wokół nas. Trochę ironii też nie zaszkodzi, aby przetrwać w dobrej kondycji kolejne wyskoki elit politycznych, kazania hierarchów kościelnych i finansowe zaciskanie pasa.

Wydanie: 1-2/2015

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy