„Kraj nasz i wasz”

„Kraj nasz i wasz”

Trzeba naszym politykom powiedzieć coś uspokajającego, żeby ze strachu przed Lepperem nie narobili wielkich głupstw, szkodliwych dla nich i dla nas. Nie bójcie się Leppera, on wam nie wydrze ani premierostwa, ani prezydentury, przynajmniej po najbliższych wyborach, bo co do dalszej przyszłości, to wszystko w rękach Boga, więc módlcie się na wszelki wypadek.
Po rozmowie przy kawie z mało może reprezentatywną, bo czteroosobową próbką, dochodzę do wniosku, że jeśli partię Leppera w wyborach do Sejmu poprze 20 procent wyborców, będzie to dla niej wielki sukces. (W wyborach do Parlamentu Europejskiego sukcesem będzie 15 procent). Za mało to, żeby sięgać po władzę, zwłaszcza gdy nie ma szans ani ochoty na udział w koalicji. Biorąc zagadnienie od strony sprawiedliwości, można twierdzić, że Lepperowi należy się 25 procent poparcia. Na tyle szacuję tę część narodu, która czy to z powodu ubóstwa, czy ze względów kulturowych nie bierze udziału w życiu społecznym. Nie ma ona reprezentacji partyjnej, nie znajduje wyrazu swoich nastrojów w mediach, nie chce albo nie może przyswoić sobie języka, jakim posługuje się tak zwane społeczeństwo obywatelskie, ani tematów, jakie ono narzuca, i biorąc wszystko razem – doświadcza poczucia wyobcowania w swoim kraju. Ten kraj jest nasz i wasz, nie bijcie nas w twarz itp. Lepper nie zbierze jednak wszystkiego, co mu się należy, ponieważ nie posiada wystarczającego talentu politycznego. Jakiś posiada, ale za mały. Jest w nim pewna prostolinijność, którą stara się przezwyciężyć, i uczy się przebiegłości z książek (z Le Bona na przykład). Nikt się jeszcze za pomocą czytania książek przebiegłym nie stał. Jego cynizm jest tak naiwny i sztuczny, że to już nie jest cynizm. „Krawaty biało-czerwone noście, to świetny socjotechniczny trik” – mówi publicznie do swoich działaczy. Można było pomyśleć, że to szczery patriotyzm zainspirował ich do noszenia tego emblematu, ale przewodniczący śpieszy ze szczerym wyjaśnieniem. Nie tylko o biało-czerwonych krawatach mówił, że to chwyt socjotechniczny. Polityk przebiegły nigdy się przebiegłością, chwytami i trikami nie przechwala, przeciwnie, zarzuca je innym. Wałęsa się przechwalał, ciągle powtarzając: ja gram, ja gram i wszyscy przedwcześnie mieli go dość z jego grami. Nie zacieram różnic między nimi: Wałęsa miał o wiele mniej zdolności uczenia się i utknął na poziomie mówcy wiecowego. Trików miał po kieszeniach nie mniej niż Lepper, ale dając komedię powrotu do pracy w stoczni przed podróżą do Ameryki, nie ogłaszał, że to trik.
Jeden z najgłębiej myślących polskich pisarzy politycznych twierdził z naciskiem: żeby dokonać czegoś wielkiego w polityce, trzeba mieć „dobrą wiarę”, co znaczyło wtedy: być pewnym słuszności swojej sprawy, nie udawać przed sobą, nie grać, czuć tak, jak czują ludzie, którym się przewodzi, wierzyć bezwzględnie w swoją ideę. Świat polskiej polityki jest królestwem złej wiary, wszyscy (wyjątki zawsze się znajdą) są tu graczami, pozorantami, nie chodzą po ziemi, lecz fikają w powietrzu stereotypów i umowności. Przydałby się ktoś, kto by ich sprawdził; niektórzy sądzą, że będzie to Lepper, ale ja w to nie wierzę. On mi się wydaje jednym z nich. O programie Samoobrony nie mówię, bo tak jak inne partyjne programy przedwyborcze jest to zupa, która się gotuje, do jedzenia będzie podana, gdy ostygnie.
Tak więc, panowie politycy, nie lękajcie się, Lepper jeżeli jeszcze nie jest jednym z was, to po wyborach będzie.
Socjaldemokracja Borowskiego oraz Platforma Obywatelska chcą użyć prawa, aby Lepperowi nie pozwolić kandydować do Sejmu. Proponują, aby Sejm ustawowo zakazał kandydowania tym, którzy zostali skazani prawomocnym wyrokiem sądowym. Lepper został skazany za jakieś swoje wybryki, za obrazę głowy państwa i być może za coś jeszcze. Sąd, skazując za przestępstwo, ma prawo pozbawić skazanego praw publicznych. W stosunku do Leppera taki wyrok nie zapadł, ale od czego mamy władzę ustawodawczą jak nie od korygowania orzeczeń sądowych? PO i Socjaldemokracja Polska powołują się na moralną oczywistość, że ludzie o dowiedzionej nieuczciwości nie powinni mieć prawa reprezentowania ludu, nawet jeśli lud ich chce mieć w izbie ustawodawczej. Ta zasada jest słuszna, ale nie dopiero teraz, przed wyborami; była taka już dawniej, ale dopiero teraz ujawniła się jej użyteczność partyjna. Jest wiele oczywistości, których nie wolno negować ani frontalnie, ani pokrętnie. Na przykład: kwestia, co jest prawdą, nie powinna być rozstrzygana większością głosów w Sejmie. A jednak polski Sejm już kilka razy głosował w sprawie, co jest prawdą – historyczną lub aktualną. Ani Platforma Obywatelska ani Socjaldemokracja Borowskiego nie powoływały się na oczywistość, że do prawdy się nie dochodzi drogą głosowania (a miały niedawno okazję), co gorzej, same w tym szalbierstwie ochoczo wzięły udział. Dlatego są niewiarygodne teraz, gdy powołują się na oczywistość, że przestępcy nie powinni kandydować do władzy ustawodawczej. Nic nie jest dla partii oczywiste, słuszne, obowiązujące, jeżeli nie służy pognębieniu przeciwnika.
Nie wyobrażam sobie przyszłego Sejmu z Lepperem jako przywódcą większości, nie wierzę w to, ale czy wy, panowie liberałowie, i wy, panie socjaldemokratki, wyobrażacie sobie ten Sejm bez Leppera? Chcecie moralną zasadę wykorzystać do niemoralnego celu. Tymczasem „ten kraj jest nasz i wasz”, nie tylko wasz.

Wydanie: 25/2004

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy