Co Trump ukradł Clinton

Co Trump ukradł Clinton

Amerykańska kampania prezydencka to przegląd problemów demokratów i republikanów

Połowa czerwca przyniosła koniec wstępnego etapu elekcji prezydenta Stanów Zjednoczonych. Prawybory to wewnętrzne wybory w ramach partii, mające na celu wyłonienie kandydata, który będzie ją reprezentował w wyborach prezydenckich. O nominację obu ugrupowań ubiegało się łącznie ponad 20 kandydatów, a primaries i caucuses, dwie podstawowe formy decydowania o tym, kogo popierają członkowie partii z każdego stanu i terytorium zależnego, przyciągnęły ponad 60 mln Amerykanów. Wybrali oni 2472 delegatów na Krajową Konwencję Republikańską i 4051 delegatów na Krajową Konwencję Demokratyczną, do których dojdzie 714 superdelegatów, tj. osób sprawujących funkcje partyjne lub z partyjnej nominacji, np. senatorów czy gubernatorów. Formalnie to oni w lipcu wybiorą kandydatów na prezydenta i wiceprezydenta. W trakcie konwencji zostanie również przyjęta tzw. platforma wyborcza, czyli program, z jakim partie pójdą do wyborów. Jak przedstawia się sytuacja i czego należy się spodziewać na konwencjach i jesienią przed wyborami?

Problemy Hillary

Prawybory w Partii Demokratycznej trwały od 1 lutego do 14 czerwca i skończyły się wyraźnym zwycięstwem Hillary Clinton – wygrała w 34 z 57 terytoriów, na których były organizowane, zbierając 55,4% głosów. Bernie Sanders, jej jedyny poważny kontrkandydat, wygrał zaledwie w 23 prawyborach, zdobywając poparcie 42,9% głosujących. Jednak to nie zwycięstwo Hillary Clinton zdumiewało – w końcu o tym, że zdobędzie nominację, mówiono, jeszcze zanim ogłosiła, że zamierza o nią się ubiegać – ale fakt, że praktycznie do końca musiała walczyć z Sandersem. Z kolei kampanię tego 74-letniego lewicowca ze stanu Vermont wyróżniały dwie cechy. Po pierwsze, wola walki połączona z uporem. A po drugie – niebywała umiejętność podrywania do działania demokratycznej młodzieży (i sięgania do jej portfeli). Motywami przewodnimi kampanii Sandersa były sprzeciw wobec nierówności społecznych i ograniczenie wpływu korporacji na życie polityczne i społeczne. Chociaż Clinton ostatecznie zwyciężyła, wykorzystując przewagę, jaką dawała jej świetnie przygotowana machina wyborcza, Sandersowi udało się narzucić zdecydowanie bardziej lewicowy ton kampanii.

Sukces, jakim było dla Hillary Clinton zagwarantowanie sobie – jako pierwszej kobiecie w historii – nominacji prezydenckiej, nie przysłania faktu, że musi ona się zmierzyć z kilkoma poważnymi problemami, np. ciągnącym się dochodzeniem w sprawie korzystania przez nią z prywatnego konta poczty elektronicznej do celów służbowych. Jeżeli przez to konto przechodziły tajne lub poufne informacje, czemu Hillary Clinton zaprzecza, stanowiłoby to poważne złamanie reguł bezpieczeństwa i skutkowało postawieniem zarzutów kryminalnych. Nie jest to jedyne dochodzenie dotyczące jej postępowania w czasach, gdy była sekretarzem stanu. Kolejne sprawdza, czy decyzje przez nią podjęte doprowadziły do śmierci amerykańskiego ambasadora i trzech innych dyplomatów w Libii w 2012 r. W dodatku Hillary Clinton nie budzi sympatii wyborców. Taka kombinacja problemów u kandydata demokratycznego właściwie gwarantowałaby zwycięstwo republikaninowi, jednak nie tym razem.

Co powie dziś Donald?

Gdy w 2015 r. rozpoczynała się kampania wyborcza, nikt się nie spodziewał, że to nie Hillary Clinton skupi na sobie uwagę mediów. Tymczasem relacje z amerykańskich prawyborów w skali światowej zdominował Donald Trump. Tyle że spora część czasu antenowego poświęcona była wyrażaniu oburzenia po jego kolejnych niestosownych lub obraźliwych wypowiedziach. Dlatego prymatowi medialnemu nie towarzyszył równie spektakularny sukces wyborczy. W republikańskich prawyborach, które skończyły się 7 czerwca, Trumpowi udało się zdobyć 44,9% głosów. W gruncie rzeczy niewiele, ale w obliczu klęski obfitości pretendentów do republikańskiej nominacji (łącznie nie mniej niż 17) tyle wystarczyło. Dodatkowo na korzyść Trumpa zadziałały jego wyczucie mediów i brak konkurenta obdarzonego charyzmą. Pozostali byli albo nudni (Jeb Bush) i nijacy (John Kasich), albo o fanatycznych poglądach (Ted Cruz), albo leniwi (Marco Rubio), albo po prostu szaleni (Ben Carson). Trump zaś twórczo łączy te cechy, tworząc widowisko medialne. Trump Show zapewnia klikalność i to wystarcza, jak się okazuje, do wygrania prawyborów w dużej partii, zastępując rozbudowane sztaby, precyzyjnie planowane kampanie i milionowe budżety. Po co wydawać pieniądze na reklamy wyborcze, skoro media i tak informują o każdym jego wystąpieniu?

Strony: 1 2

Wydanie: 27/2016

Kategorie: Świat

Komentarze

  1. Juliusz Wnuk
    Juliusz Wnuk 20 sierpnia, 2016, 05:53

    Mr.Donald TRUMP wygra wybory i zostanie PREZYDENTEM a ta cala jego „konkurentka” pòjdzie w zapomnienie – taki gluptas nie moze byc Prezydentem USA…

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na „Juliusz WnukAnuluj pisanie odpowiedzi