TVP na wojnie o słupek

TVP na wojnie o słupek

Równo z odlotem bocianów zaczyna się u nas telewizyjny konkurs piękności. Nadawcy pokazują sobie, gdzie mają konkurencję, a przed publicznością obnoszą wszystkie wdzięki swoich gwiazd. Nazywa się to promocją albo prezentacją nowych ramówek, a w rzeczywistości jest zrutynizowanym jarmarkiem próżności. Już większą atrakcyjność ma ceremonia ważenia zawodowych bokserów przed czekającym ich mordobiciem.

Ostatecznym celem tego wdzięczenia się do widzów jest, jak dobrze wiadomo, jak najwyższy słupek oglądalności. Dla nadawców komercyjnych taki słupek oznacza życie albo śmierć. Dla telewizji publicznej to tylko pokusa ścigania się z konkurencją. Nikt nie może jej nakazać żadnych obowiązkowych kwot widzów, przychodów z reklam ani narzucić wskaźników opłacalności produkcji programowej. Ustawowe zobowiązania antenowe tego nadawcy dotyczą jedynie rzetelności przekazu, zaspokajania potrzeb informacyjnych i edukacyjnych wszystkich grup społecznych, wprowadzania nowych formatów i coraz wyższych standardów w kształtowaniu gustów artystycznych i poziomu kultury odbiorców.

Tak strasznie dużo obowiązków misyjnych ma nadawca publiczny, że nie powinien ani minuty poświęcać na obciachowe zajęcia. Tymczasem nie szuka on nowych form narracji programowej, by zająć odrębną pozycję na rynku telewizyjnym i narzucać konkurentom wysokie standardy warsztatowe i estetyczne. Przeciwnie, zbiera ochłapy porzucone przez konkurencję, zawłaszcza jej pomysły antenowe, podrabia i przedrzeźnia. Krótko mówiąc, nie kreuje. Inna sprawa, czy jest do tego zdolny i czy jest przygotowany do organizowania zespołów twórczych do takiej pracy.

Z każdej propozycji ramówkowej TVP i z każdej przechwałki prezesa tej stacji wynika wyłącznie gotowość do walki, nie do pracy. W ofercie programowej na jesień tego roku nie ma ani jednego nowego tytułu misyjnego z ul. Woronicza.

Fenomenem na naszym rynku pod względem kreowania rzeczy nowych i gotowości do pozytywistycznej roboty jest stacja TTV, malutka przy gigantach. W tym sezonie wchodzi na jej ekran oryginalny reality show „Rinke na krawędzi”. Reżyser i producent telewizyjny Rinke Rooyens będzie w każdym odcinku programu pomagał bezdomnym cierpiącym na chorobę alkoholową.

Inna, może najbardziej godna zauważenia, nowość programowa o charakterze misyjnym to „Wracajcie, skąd przybyliście” – zapowiadane w TVN sprawozdania telewizyjne ekipy reporterów pod dziennikarskim przywództwem Piotra Kraśki, podążającej szlakami uchodźców i w przebraniu uchodźców do brzegów Europy.

To nie jest pierwszy sezon nieobecności TVP na rynku projektów antenowych dotyczących najważniejszych problemów cywilizacyjnych. Ciekawe, czy Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, która od przyszłego roku ma rozdzielać fundusze na programy misyjne, dostrzeże, że więcej misji jest dzisiaj w komercji, w stacjach prywatnych niż w publicznej telewizji. W publicznej tylko się tasuje karty: Norbi za Janowskiego, Pospieszalski do trzeciej ligi, Anna Popek do ozdabiania wiadomości o świcie.

Nowe ramówki otwierają nowe okna transferowe. Personalnym wydarzeniem jest zatrudnienie Joanny Kurskiej w Netii na stanowisku eksperta do spraw marki i mediów. Przed wakacjami pani Kurska, jeszcze pod nazwiskiem Klimek, troszczyła się o markę TVP, a operator kablowy Netia, który teraz powierzył jej opiece swoją markę, rewelacyjnie się sprawdził w liczeniu widzów telewizji publicznej w taki sposób, żeby prezes Kurski był zadowolony. Wspólnie mnożyli widzów tak szybko jak kiedyś Lejzorek Rojtszwaniec króliki w Tule. Wyszło im bowiem, że w pierwszym półroczu 2018 r., po raz pierwszy od 16 lat, TVP 1 i TVP 2 osiągnęły „bezwzględny wzrost oglądalności”. To słowo „bezwzględny” trzeba przede wszystkim odnieść do profesjonalnego pomiaru rzeczywistej oglądalności, którego wyniki mówią co innego.

Zbieżność nazwisk prezesa i nowej ekspertki bynajmniej nie jest przypadkowa. W nowej roli zawodowej Joanny Kurskiej rychło może dojść do konfliktu interesów. Netia, o ile wiem, należy do konkurencyjnej telewizji.

Wydanie: 36/2018

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy