Oikodespota i polskie recepty

Oikodespota i polskie recepty

Pewnie dopiero po latach, kiedy ktoś z Episkopatu oceni, że Polska jest już zbawiona, przyjdzie czas na odpowiedź, jakąż to funkcję w państwie sprawował człowiek, który doprowadził do stanu zbawienia. Nieuchronność nadeszła, kiedy pojawił się problem, co napisać na postumencie bliźniaczego pomnika na placu Piłsudskiego. Toruńska grupa narodowców ciągle nie godzi się na zbawcę. Argumentuje, że nie ma takiego stanowiska w konstytucji, ale i tak wszyscy wiedzą, że Toruń chce zachować tytuł dla własnego salwatora, też już ciosanego w kamieniu specjalnie sprowadzonym z Kalabrii.

Wnuk byłego premiera, teraz poseł klubu Kukiz 66, przypomina, że jego dziadek kiedyś używał terminu gospodarz, włodarz albo jakoś tak, i może to słowo by się nadało na podpis pod figurą. Zaprotestował poseł PSL, domagając się przy okazji powrotu do macierzy obu słów ukradzionych Stronnictwu podczas wojny hybrydowej, która wybuchła na wsi wkrótce po ogłoszeniu przez Jarosława Kaczyńskiego, że PiS jest partią wiejską.

W debacie zauważono, że Kaczyńskiemu zabrakło do kompletu tylko jednego tytułu, jakim zwyczajowo wdzięczne narody obdarzają najukochańszych wodzów i nauczycieli. Niesłusznie nie został Wielkim Językoznawcą, którym w istocie był.

Przez całe lata co miesiąc trafnym słowem obdarzał cykliczną golgotę, która go zaprowadziła do prawdy, od kościoła do pałacu, między szpalerami mord zdradzieckich. Zapobiegł ucieczce z naszego języka ważnych słów o wielkim ładunku emocjonalnym, niezbędnych do siania wzajemnej miłości i potrzebnych do krzepienia wspólnoty narodowej. Najważniejsze z nich: DYFAMACJA, ANIHILACJA i OIKOFOBIA. Kto wie, co znaczą, musi przyznać, że wymagają niezwykłej giętkości języka i twardości kręgosłupa, aby mogły służyć jako instrument do wprowadzania powszechnego dobra w ojczyźnie.

Przypomniał także Kaczyński słynne Vox populi, vox Dei, kiedy posłom obniżył pensje, karząc… członków rządu za przyznanie sobie niemal orlenowskich nagród. Sam Pan Bóg by nie wpadł na tak wyrafinowany koncept, musiał więc go ktoś zastąpić na ziemi. Zdziwi się pan Jarosław na sądzie ostatecznym, kiedy zamiast pochwały za tę wyrękę usłyszy reprymendę, że widocznie czegoś nie doczytał albo był na wagarach na Marymoncie, gdy stosowny materiał przerabiano w jego szkole. Bo Panu Bogu chodziło o coś skrajnie przeciwnego do tego, co mu chciała wmówić duszyczka z Żoliborza, a mianowicie o to, aby nie słuchać tych, którzy mówią, że głos ludu to głos Boga.

Ludzie nie chcieli niczego od niebios, domagali się tylko od najliczniejszego w Europie rządu, żeby oddał pieniądze. W jakim trybie Kaczyński jął przemawiać per procura, w imieniu Boga, wyjaśni dopiero św. Piotr. Dzisiaj nie da się odgadnąć, kiedy przyszły zbawca słucha. Na przykład kiedy lud odzywa się głosem nauczycieli, wiadomo, że Kaczyński nie pomaga Panu Bogu. Zachowuje się jak agnostyk, któremu to wisi i powiewa.

Lepiej niż z łaciną poszło Kaczyńskiemu z greką. Z taką łatwością rozstrzygać, kto nienawidzi ojczyzny (rodzinnego domu), czyli jest oikofobem, potrafi tylko ktoś, kto czuje się prawdziwym oikodespotą, czyli właśnie gospodarzem kraju, jak w zachwyceniu powtarza premier Morawiecki.

I to byłoby najwłaściwsze słowo, jakie współcześnie można zarekomendować przyszłemu twórcy pomnika. Troskliwy oikodespota zapowiedział właśnie NIE dla euro, co ma podziałać jak waleriana na polskie serce Europy. Zostało już niewiele sobót na ozdrowieńcze konwencje przed wyborami do europarlamentu. Pierwszą po Wielkanocy warto poświęcić ogłoszonej wcześniej rechrystianizacji Unii Europejskiej w pięciu prostych krokach. Jedną należałoby też przeznaczyć na lustrację i weryfikację zasad tamtejszego savoir-vivre’u.

W roku 1925 było tak: nasz ambasador napisał do marszałka Macieja Rataja, że uważałby za „wysoce pożądany” przyjazd delegacji Sejmu do Bukaresztu, ale zaznaczył, żeby „ delegacja była nieduża, poważna, obyta towarzysko, żeby ją można zaprosić do króla na śniadanie”. Marszałek Rataj mu tego nie obiecał, ale marszałek Kuchciński nie może zrobić podobnego numeru europosłom PiS, bo oni nie potrzebują jego zgody.

Fot. Wykop.pl

Wydanie: 17-18/2019

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy