Oj, zeby nie ta dziura w desce

Oj, zeby nie ta dziura w desce

Chodzą plotki, że pewna Kasia, dokładnie nie wiadomo która, jest w ciąży z rolnikiem szukającym żony. Ale to nic pewnego i niech Telewizja Polska jeszcze odczeka parę miesięcy, zanim ogłosi sukces w postaci własnego wkładu w rozwój dzietności w naszym kraju.

Żaden reality show nie jest odporny ani na błogosławione, ani na przeklęte skutki uczestnictwa młodych ludzi w telewizyjnej zabawie. Co się działo, kiedy 17 lat temu w Sękocinie rozpoczęła się budowa domu Wielkiego Brata i TVN zapowiedziała emisję „Big Brothera”?! Polska ze wszystkimi wartościami miała natychmiast się zawalić, tymczasem zawaliła się dopiero w roku 2005, kiedy zaczęły się rządy spółki PiS, Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin.

A co się stanie za chwilę, kiedy jakaś stacja ogłosi, że zakupiła od Discovery Networks wypróbowany w Danii format „Ciąża z nieznajomym” i właśnie zaprasza na casting?! W programie eksperci dopasują przyszłych ojców do oczekiwań i wymagań przyszłych matek. Bez przymusu, bez czekania, aż zapłonie miłość, i bez urzędu stanu cywilnego. Chodzi o ciążę zaplanowaną przez singielkę, ciążę upragnioną, chcianą i niemal wykalkulowaną. Kobieta poszukuje nie męża czy partnera na całe życie, tylko ojca do roli sprawcy. Rodzice podzielą się odpowiedzialnością za wychowanie dziecka – tego, można by powiedzieć, nietypowego owocu reality show – ale nie zamieszkają pod jednym dachem, bo rodzicielka sobie nie życzy.

Przeciwnikom in vitro mógłby się nawet spodobać taki eksperyment premiujący użycie naturalnych środków. Dlatego o pierwszeństwo w prawach do zakupu „Ciąży z nieznajomym” powinna się u nas pobić Telewizja Trwam z telewizją z Woronicza. Przypuszczalnie tak nie będzie, bo wcześniej czy później któraś z nich odkryje bolesny feler antenowy projektu. Mianowicie niechcący można się z niego dowiedzieć, skąd się biorą dzieci, bez doktrynalnego uzgodnienia z polskimi podstawami programów nauczania w szkole.

Warto ośmielić przyszłego, poważnego polskiego nabywcę praw do nowego formatu. Nie niesie on dla uczestniczek i uczestników programu skutków dotkliwszych, niż wywoływały i nadal wywołują inne reality shows na polskim rynku. Można nawet powiedzieć, że w odróżnieniu od wszystkich dotychczasowych projektów przyniesie wiele rozległych pożytków. Przede wszystkim podda osądowi publicznemu, a więc także rewizji, modne nowe rozwiązania i tradycyjny model współżycia. Stworzy okazję do głębszej refleksji nad życiem, to prawda, że na cudzym przykładzie, ale nie cudzym kosztem. Po raz pierwszy bowiem w długiej już historii gatunku, jakim jest w telewizji reality show, uczciwie zarysowany i jasny jest cel programu, a środki, jakich telewizja zamierza użyć, nie przekraczają granic obyczajów nie tylko duńskich, ale także polskich.

Tylko jeden tytuł z tego gatunku, mianowicie „Warsaw Shore: Ekipa z Warszawy”, wzorowany na równie zasobnym intelektualnie, amerykańskim shicie z New Jersey, przyjmuje do programu i wydala z niego takich samych ludzi, z tymi samymi deficytami zarówno po, jak i przed. We wszystkich pozostałych programach można w odniesieniu do ich uczestników mówić, że już zawsze i do końca życia będą inni niż przed występem w telewizji, niezależnie od tego, czy czują się ofiarami show, czy żyją w przekonaniu, że zrobili kariery albo jakoś inaczej wyszli na swoje, czy tylko zaistnieli publicznie w zgodzie z własnymi wyobrażeniami o potrzebie zaistnienia.

A publiczność telewizyjna? Rzadko sobie uświadamia, że nawet kiedy mówi, że show jej się nie podoba, doznaje ubogacenia. Nic bowiem złego nie rodzi się z mieszania własnej rzeczywistości z telewizyjną reality. Dlatego polecam „Ciążę z nieznajomym” i będę bronił „Rolnika, który szuka żony”, niezależnie od tego, czy Kasia jest w ciąży i czy jest to wina, czy zasługa TVP.

W góralskiej przyśpiewce, od której zacząłem, tak to dalej leciało: „byłaby Kasia / Kasia by była / byłaby Kasia pannom jesce”.

Wydanie: 45/2017

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy