Czy gargulec da radę

Czy gargulec da radę

Piękne słowo: gargulec. Zaraz zobaczę, co znaczy, ale już je lubię. Wcale nie pochodzi z dzisiejszej literatury pełnej cudownych wyzwisk, ale z książki głęboko ubiegłowiecznej, i to wcale nie napisanej po polsku. Najpierw więc ukłon dla tłumaczki – Ewy Horodyskiej – że szukając polskiego odpowiednika jeszcze bardziej mi nieznanego słowa angielskiego, właśnie postawiła na gargulca.

Miejsce akcji jest jak najbardziej polskie, bo przedwojenny Lwów. I hotel jest nasz, bo oczywiście George, ale autorka amerykańska, z Nowego Jorku. Pisze tak: „W ogromnej, pozbawionej okien jadalni, gdzie zimą żaden powiew świeżego powietrza nie rozpraszał zmieszanych woni jedzenia, dymu i wilgotnych ubrań, stoliki były zajęte przez ludzi, których podstawową rozrywkę stanowiło rozpoznawanie innych gości”. Dalej jest opis pojedynczych modeli zwieńczony zdaniem: „Ogólnie rzecz biorąc, ta parada gargulców, jakkolwiek każdy typ był inny, miała jednorodny charakter”.

Autorka nazywa się Virgilia Sapieha, a we Lwowie bywa przejazdem, w drodze do majątku męża Pawła Sapiehy w Siedliskach, albo przyjeżdża tu na zakupy, kiedy jej osobisty arystokrata udaje się do obowiązków dyrektorskich w browarze. Wspomnienia zatytułowane „Amerykańska księżna. Z Nowego Jorku do Siedlisk” wydał Ośrodek KARTA w serii „Świadectwa”.

Teraz już biegnę do „100 tysięcy potrzebnych słów”. Jest gargulec, ale prof. Bralczyk każe szukać dalej. Odsyła do rzygacza. Słowo już mniej piękne, wszystko jednak się zgadza. Rzygacz pasuje jak ulał do polskiej restauracji. Ale, ale. Takich słów nie używa się w kręgach. Może więc rację miała amerykańska Polonia, która natychmiast obraziła się na księżnę po wydaniu jej polskich wspomnień w roku 1940? Chodzi oczywiście o tę część naszej diaspory w Stanach Zjednoczonych, która czyta ze zrozumieniem tekst w języku angielskim; pierwsze polskie tłumaczenie książki „Polish Profile” to właśnie dzieło KARTY z roku 2019, dlatego na reakcje miejscowych patriotów trzeba chwilę poczekać.

Przygoda z rzygaczem nie daje okazji do poważnej zaczepki. Rzygacz to u Bralczyka po prostu „ozdobne, wystające zakończenie rynny dachowej”. Pozostaje zatem do ustalenia, czy księżna znała to słowo tylko w angielskim, czy posłyszała w Polsce i upodobała sobie gargulca? Czy kiedyś w obu językach używało się go do określania takich samych osobników męskich, prowincjonalnie urodziwych, zarażonych parciem na szkło, zanim wynaleziono telewizor, i na co dzień wydalających z ust potoki słów, jakby to była czynność potrzebna do życia jak oddychanie.

Paweł Sapieha nie był ani pierwszym, ani ostatnim mężem Virgilii Peterson, córki znanego amerykańskiego neurologa i w ogóle kobiety z lekarskiego, inteligenckiego domu, dobrze wykształconej i przystojnej, trochę za chudej jak na kandydatkę na Sapieżynę, która ma powiększać ród. Niedługo obejmie Siedliska w lwowskim powiecie i wejdzie do familii, w której wyłącznie krewni są właścicielami wszystkiego naokoło, a już zwłaszcza pałaców i zamków. Wiosną i jesienią najwięcej jest we wspomnieniach błota, a zimą – mrozu, śniegu i wiatru. Poza tym: ciemnoty, brudu, chorób, strasznej biedy i much oraz, nazwijmy to eufemistycznie, nierówności.

Przeczytałem we wprowadzeniu do książki o spotkaniu Marii Kuncewiczowej z autorką w roku 1956. Powiedziała Amerykance, że syn po lekturze wyrzucił jej książkę za burtę. Virgilia odpowiedziała, że zrobiłaby to samo, „będąc polskim chłopcem w czasie wojny”. Wyrażane i słabo skrywane pretensje Polaków była Sapieżyna skwitowała krótko, że nie napisała nieprawdy, a tylko opisała to, co widziała na własne oczy. Ja osobiście pojąłem, dlaczego pewna prezenterka prowincjonalnej telewizji śniadaniowej w Nebrasce zapytała mnie kiedyś, czy wiem, jakie jest godło Polski (taki polish joke, w którym odpowiedź brzmi: mucha). Przeczytałem, jak Virgilia walczyła ze służbą w Siedliskach, żeby zamiast lepów wiszących nad stołami i oblepionych konającym robactwem montować siatki w oknach. I już wiem.

Ciekawe, co ze wspomnieniami amerykańskiej księżnej zrobi narodowo-kościelna i mitotwórcza prawica, której największa moc objawia się w demolowaniu historii polskiego 20-lecia międzywojennego, powojnia zresztą równie barbarzyńsko. Takiego świadectwa nie przegada byle gargulec.

Fot. ze zbiorów Christiny Sapiehy Fremantle

Wydanie: 24/2019

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy