Twarze protestu kobiet

Twarze protestu kobiet

Skoro nikt nas nie chciał słuchać, teraz trzeba krzyczeć

Na ulice miast wyszły tysiące młodych osób. Dlaczego strajkują? – Boli mnie traktowanie ludzi jak idiotów – tłumaczy dziewczyna, którą spotkałam na proteście. – Boli mnie hipokryzja rządu. Z jednej strony, mówią, że kobiety są mądre i umieją wychowywać dzieci, z drugiej, odbierają nam prawo wyboru, więc traktują nas jak głupie.

Protesty ogarnęły całą Polskę. Czerwone pioruny pojawiły się na balkonach, w oknach i na ulicach. Zwolennicy zakazu aborcji bronią się, jak mogą. Oskarżają protestujących o satanizm, skrajną wulgarność i demoralizację. Czy rzeczywiście tak jest? Kim są protestujący?

Wyszły, bo chcą wyboru

Już po kilku zdaniach zamienionych z grupą osób na warszawskim proteście okazało się, że medialny wizerunek strajkujących odbiega od rzeczywistości. – Na początku nie zgadzałam się z przewodnimi hasłami protestu: j… PiS i wyp… Nie czułam tego sposobu na wyrażenie sprzeciwu. Potem zauważyłam, że to hipokryzja z mojej strony. W codziennych rozmowach ze znajomymi czasem używam takich słów. Dlaczego więc nie chcę wyjść bronić swoich praw z takim hasłem? – mówi Sylwia, uczestniczka demonstracji. Na co dzień pracuje w uniwersyteckim sekretariacie. Tłumaczy, że każdemu prywatnie zdarza się użyć wulgarnego języka, a szczególnie politykom, dlatego krytyka z ich strony jest śmieszna.

– Myślę, że dyskusja publiczna skupia się wokół wulgaryzmów, bo kobiecie nie wypada tak mówić – dodaje Michalina, studentka prawa.

– Znowu zostajemy osądzone z męskiego punktu widzenia. Przypominam, że posłanka Pawłowicz, która zresztą w wydaniu tego wyroku brała udział, krzyczała: sp… do innego polityka. Skoro takie słownictwo jest dopuszczalne w Sejmie, to PiS nie ma prawa atakować protestu za język. To już nie jest moment na racjonalne próby przekonania rządu. Skoro nikt nas nie chciał słuchać, teraz trzeba krzyczeć – puentuje.

Dziewczyny dołączyły do demonstracji, bo chcą wyboru. Uważają, że obecne prawo aborcyjne jest zbyt restrykcyjne. Walczą o godny dostęp do aborcji, o to, by kobieta miała pomoc psychologiczną i mogła świadomie decydować. – Aborcja jest prawem człowieka – dopowiada ich kolega Mateusz. – Nie dotyczy tylko kobiet. Zakaz aborcji dotyka oboje rodziców. Rząd nie pomaga wystarczająco dzieciom, które urodziły się z bardzo poważnymi schorzeniami. Wielu rodzin nie stać, by takie dziecko utrzymać.

Szantaż emocjonalny TVP

Lista postulatów Ogólnopolskiego Strajku Kobiet szybko się wydłużyła. Oprócz prawa do aborcji znalazły się na niej m.in. powołanie nowego Trybunału Konstytucyjnego, nowelizacja budżetu oraz dymisja rządu. – Mój stosunek do obecnej władzy od dawna nie jest pozytywny – mówi Michalina. – Protestuję, bo PiS coraz bardziej szkodzi. W tym momencie nasze strajki są coraz bardziej antyrządowe. Ktoś ostatnio powiedział, że Białorusini nie byliby tak wściekli, gdyby sfałszowane wyniki dotyczyły nie 80% poparcia, tylko np. 60%. Ludzi poraziła bezczelność władzy. Coś podobnego dzieje się u nas. Skala protestu jest uwarunkowana w dużej mierze sposobem i czasem podjęcia decyzji, z pominięciem głosu kobiet. Ten wyrok jest narzucony i bije po oczach, bo jest jawnym ograniczeniem naszych praw. W obecnej sytuacji łatwo można obwinić kobiety o wzrost zachorowań, oczernić je i zakazać zgromadzeń. To już się dzieje – kończy dziewczyna.

Treści prezentowane w mediach rządowych potwierdzają jej słowa. Masowo pojawiają się materiały wideo i artykuły o wymownych tytułach, m.in. „Wykładowca naraża nas na utratę zdrowia i życia” czy „Lempart zebrała już milion złotych”. TVP emituje filmy i reportaże pro-life. – Najgorszym elementem szantażu emocjonalnego przeciwników aborcji jest przywoływanie ludzi z zespołem Downa – podkreśla Michalina. – Ci ludzie są wystawiani w telewizji jak słodkie pieski, by wstrząsnąć odbiorcą, że ktoś chce odebrać im życie. Przedstawia się tylko tych chorych, którzy są w stanie dobrze funkcjonować w społeczeństwie. Nie mówi się o zaburzeniach, które w skrajnych przypadkach powodują śmierć niedługo po porodzie. Nie wspomina się o innych chorobach i deformacjach. Zwolennicy pro-choice są przedstawiani w jak najgorszym świetle. To podjudza kobiety do bardziej radykalnych protestów.

To księża wprowadzili politykę do kościołów

Konflikt aborcyjny zaostrzył się po namalowaniu na fasadach kościołów symboli protestu i manifestowaniu przed ołtarzami. Prawica oskarżyła strajkujących o satanizm i antypolskość. – Kościoły od lat są miejscami politycznymi – tłumaczy Mateusz. – Od długiego czasu księża szerzą tam prawicowe poglądy, czasem mówią wprost o polityce. Dlatego przyklejanie plakatów czy trzymanie kartonu z napisem nie powinno być piętnowane. Oni sami uczynili z kościołów areny polityczne. Namalowanie piorunów na murach parafii było przede wszystkim złym posunięciem PR-owym. Ludzie zobaczyli w protestach zamach na wiarę i polskość.

– To prawda – wtóruje mu Michalina – ale trzeba pamiętać, że malowanie znaków na kościołach to zjawiska marginalne. Sprowadzanie dyskusji wokół protestów do „ataku na tradycję i wiarę” to ruch propagandowy. Kaczyński korzysta z tej retoryki i podsyca konflikt.

Wystąpienie Kaczyńskiego z 27 października skutecznie zachęciło ludzi do ataku na protesty. – Zwyzywała nas starsza pani – przyznaje Sylwia. – Była podenerwowana, zaczepiała wielu protestujących. Mój dziadek też jest oburzony tą sytuacją, całą wiedzę o protestach czerpie z TVP.

Moi rozmówcy otwarcie przyznają, że czują się patriotami, dlatego angażują się w protesty. – Prawo do bycia patriotą zostało zagarnięte przez skrajną prawicę. Wszyscy, którzy mają inne poglądy, są wyzywani od lewaków. Odmawia się nam tytułu Polaka czy Polki, bo nie reprezentujemy wartości chrześcijańskich – wypomina Mateusz. – Wszyscy jesteśmy wychowani w duchu „Wielkiej Polski” – dopowiada Michalina. – My nie świętujemy zwycięstw, my opłakujemy porażki i krew naszych przodków. Jeżeli nadal tak będzie, to niedługo z Kraśnika wyruszy chorągiew na Wilno, odbierać, co nasze – śmieje się dziewczyna.

Humor pomaga przetrwać

Wesoły nastrój udziela się wielu uczestnikom protestów. Kasia trzyma w rękach karton z napisem: „Jedyni faceci w sukienkach, których zdanie mnie obchodzi, to drag queen”. Dlaczego mimo powagi sytuacji żartują? – Wydaje mi się, że to sposób łagodzenia traumy – mówi Sylwia. – Wyśmiewanie jest gorsze niż obelga, ponieważ niweluje autorytet rządu – dorzuca Mateusz. – Skoro oni nie traktują nas poważnie, to my też możemy robić sobie z nich jaja – zgadza się Michalina. – Hasła to forma humoru, do której nasze pokolenie jest przyzwyczajone. My śmiejemy się z memów i screenów z internetu. Ludzie tworzą hasła, robią zdjęcia na protestach i wysyłają do znajomych jako mem. Można powiedzieć: „Jarosław, j… cię”, ale można też napisać: „Jarek, nie chcę od ciebie nic z Avonu”, co nawiązuje do naszej rzeczywistości i bawi. – Ja mam wrażenie, że absurdalny humor już od jakiegoś czasu siedział w Polakach. Teraz np. twórczość Barei przeżywa renesans, ludzie są zachwyceni – wtrąca Sylwia. – Jesteśmy przyzwyczajeni, że rządzący są zaborczy – kontynuuje Michalina. – Nie znamy realiów komuny, bo w niej nie żyliśmy, ale kulturowe nawiązania rozumiemy, wychowaliśmy się z nimi. Teraz żyjemy w innej rzeczywistości, więc mamy inne formy wyrazu. Mówimy to, co chcemy powiedzieć, i robimy to codziennym językiem. Nigdy w moim życiu humor nie odgrywał tak ważnej roli jak teraz. Dzięki niemu rzeczywistość nie przytłacza. A moment jest okropny: boimy się o zdrowie, życie, zarobki, pracę, bliskich, teraz też o wolność. Narosła wokół nas sytuacja, z którą my jako pokolenie stykamy się po raz pierwszy. Urodziliśmy się w wolnym kraju i nigdy nic takiego się nie działo. Po wyroku TK pomyślałam, że 30 lat demokracji nic nie znaczy. W sytuacji powszechnego zagrożenia nie pozostaje nic innego jak tylko się śmiać – tłumaczy. – Wydaje mi się, że ludzie czują, że rząd to kolos na glinianych nogach. PiS, podobnie jak komuniści, przedstawia się bardzo pompatycznie. A być może wystarczy lekko popchnąć i runie. Żart pomaga obnażyć słabość przeciwnika.

A więc „rewolucja jest kobietą”? – Te słowa kojarzą mi się z obrazem „Wolność wiodąca lud na barykady”. Sama rewolucja to rzeczownik rodzaju żeńskiego, dlatego hasło jest bardzo udane – mówi Sylwia. – Wychodzi na to, że rząd wkurzył już wszystkich – dopowiada Michalina. – Po raz pierwszy, odkąd żyję, kobiety tak walczą o swoje prawa. Nigdy wcześniej nie widziałam wśród moich znajomych takiej determinacji. Takiego wzruszenia. Symbole protestów zostaną tu i będą świadczyć o naszym buncie. Nawet jeżeli rząd nie ustąpi. Muszą się z nami liczyć i postępować ostrożnie.

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 48/2020

Kategorie: Kraj