U nóg łóżka

Wygląda na to, że dziennikarze większości gazet uparli się i postanowili śledzić Sojusz Lewicy do ostatniego żywego działacza. Łażą za Huszczą i liczą mu gości, tropią bezustannie Skórkę, który chodził do Sejmu, nie wchodząc, bo go szef klubu znał bliżej, nie znając, czają się za Sokołowską lub czasopismami, a nawet i etyką, teraz dopadli działaczy z Bydgoszczy, którzy przejedli i przepili klub sportowy i jedyną wartościową rzeczą, jaką uczynili, było podarowanie panu premierowi zegarka za trzy tysiące sześćset złotych, bo teraz, kiedy pan premier go odda, klub będzie miał pieniądze na zaległe pensje. Do tego dochodzą jeszcze policjanci z KGP, którzy swojego kolegę, który to wszystko wykrył, postanowili udupić.
A co o tym myśli prezydium Sojuszu? Bo co myśli o tym poseł Dziewulski, to wiem od dnia, kiedy powiedział, że włodarzy Starachowic zamknięto za jakieś pierdoły. Co myśli prezydium? Nie wiemy. Wiemy tylko, że się spotyka.
U nóg łóżka
stoi wierchuszka.
Czy przyniosła pachnidła,
bo szpitalna woń zbrzydła?
Czy kompresik świeży,
by nie było odleżyn.
Lub rosołu garnuszek,
by nasycić nim brzuszek.
I schabowy w panierce,
by radować nim serce,
lub książeczkę ilustrowaną bogato
z serii
POCZYTAJ MI TATO
albo inną ciekawą książeczkę,
by chorego rozbawić troszeczkę,
lub zaśpiewać mu coś do poduszki,
kołysankę czy jakieś czastuszki.
Nie!!!!!
Mężowie ci zwarci i dzielni
radzą, jak tu się pozbyć Jaskierni.

Wydanie: 4/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy