Uciec przed potopem

Uciec przed potopem

Prezydent Malediwów chce kupić nowy kraj dla swych obywateli

Nie chcemy porzucać naszego kraju, ale nie chcemy też zostać uchodźcami klimatycznymi, którzy przez wiele lat żyją w namiotach – oświadczył nowo wybrany prezydent Malediwów, Mohamed „Anni” Naszid. Jego wyspiarska ojczyzna powoli pogrąża się w morzu.
Malediwy to 1192 koralowe wysepki na Oceanie Indyjskim, zgrupowane w 26 atolach. Tylko ok. 200 wysp archipelagu jest zamieszkanych. Najwyższy punkt na Malediwach ma 2,3 m wysokości, jednak przeciętna wysokość sięga niewiele ponad metr. W ciągu ostatnich 100 lat poziom mórz i oceanów podniósł się o 20 cm. Z pomiarów satelitarnych wynika, że wzrost poziomu mórz wynosi obecnie 3 cm na dziesięć lat, jednak, zdaniem ekspertów, na skutek globalnego wzrostu temperatur proces ten może zostać przyspieszony. Według ocen ONZ, w 2100 r. poziom mórz będzie o co najmniej 25 cm, może nawet o 59 cm wyższy od obecnego. Prezydent Naszid ostrzega, że nawet jeśli wzrost poziomu morza będzie niewielki, oznaczać to będzie unicestwienie lub zniszczenie wielu obszarów na wyspach. Już teraz

sztormy i nawałnice

powodują coraz większe spustoszenia. W 1987 r. niezwykle wysoko spiętrzone fale spowodowały wiele szkód w stolicy kraju, Male, w której mieszka jedna trzecia 300-tysięcznej ludności państewka oraz w innych regionach kraju. Straszliwe tsunami, które w grudniu 2004 r. obróciło w perzynę wybrzeża południowej Azji, okazało się jeszcze bardziej zgubne. Fala tsunami, która dosięgła Malediwów, miała już tylko metr wysokości, a jednak zabiła 82 ludzi, pozbawiła dachu nad głową 12 tys. osób i spowodowała straty oceniane na 375 mln dol. To być może tylko przedsmak tego, co przyniesie przyszłość.
Naszid jest pierwszym demokratycznie wybranym prezydentem Malediwów. Obrońca praw człowieka, zwany „azjatyckim Nelsonem Mandelą”, w przeszłości 23 razy trafiał do więzienia, przez 18 miesięcy osadzony był w pojedynczej celi. Ale ta walka i poświęcenie doprowadziły do celu. Poprzedni prezydent, autokrata Maumoon Abdul Gayoom, który rządził w Male przez 30 lat, w końcu musiał się zgodzić na wolne wybory, które przegrał. Gayoom utrzymywał spokój w kraju, pod jego władzą Malediwy stały się jednym z najbogatszych państw Azji Południowej. Roczny dochód na głowę mieszkańca to aż 4,6 tys. dol. 90% dochodów państwa generuje turystyka. Malediwy to prawdziwy tropikalny raj,

słynny z palmowych gajów

i najpiękniejszych plaż na świecie. Cudowny archipelag każdego roku odwiedza 600 tys. zamożnych cudzoziemców, z których każdy przeciętnie wydaje 300 dol. dziennie. Ale prezydent Gayoom nie troszczył się o w miarę sprawiedliwy podział dochodów. Z dobrobytu korzystali przede wszystkim dygnitarze reżimu i ich przyjaciele. Bezrobocie na wyspach sięga 20%, niektóre osady, zniszczone przez tsunami w 2004 r., do dziś nie zostały odbudowane. Mieszkańcy Guraidhoo na atolu Kaafu nadal wegetują w „przewiewnych” chatach bez ścian. Nie pociesza ich widok na luksusowy turystyczny kompleks wypoczynkowy Kandooma.
Prezydent Naszid zamierza przeprowadzić liczne zmiany. Zdaje sobie jednak sprawę, że być może mieszkańcom Malediwów nie pozostało wiele czasu. Postanowił więc odkładać część dochodów z turystyki na czarną lub raczej mokrą godzinę. „Nie możemy powstrzymać zmian klimatycznych, możemy jednak kupić sobie kraj gdzie indziej. To będzie nasza polisa ubezpieczeniowa. W końcu Izraelczycy też zaczynali od kupna ziemi w Palestynie”, oświadczył prezydent. Takie plany przeniesienia całego narodu są bezprecedensowe w dziejach.
Naszid uważa, że obywatele Malediwów mogliby osiedlić się w Indiach lub na Sri Lance, państwach o podobnej kulturze czy nawet kuchni. Rozważana jest też opcja Australii, ogromnego i rzadko zaludnionego kontynentu. Rozmowy z rządem Australii na temat ewentualnego przesiedlenia prowadzą już władze innego wyspiarskiego państewka zagrożonego zatopieniem – Tuvalu na Pacyfiku. Eksperci są jednak sceptyczni wobec planów prezydenta. Owszem, można przesiedlić ludzi. Indie liczące 1,3 mld obywateli mogłyby bez większych kłopotów przyjąć jeszcze 300 tys. Australia walczy od lat z katastrofalną suszą, będącą następstwem globalnego ocieplenia. Premier tego kraju, Kevin Ruud, prowadzi politykę drastycznego ograniczenia imigracji. Ale w razie konieczności z pewnością także Australijczycy pomogliby uchodźcom z Tuvalu. Brytyjski politolog i ekspert od spraw Azji, Graham Price, podkreśla, że

prawdziwy problem

jest natury konstytucyjnej. Państwo nie może stać się gościem innego państwa. Gdyby obywatele Malediwów próbowali odtworzyć swą państwowość na obcej, nawet zakupionej przez siebie ziemi, z pewnością doszłoby do wojny, takiej jak na Sri Lance między Tamilami a Syngalezami.
Prof. Price zwraca uwagę, że ludzie z Malediwów mają tylko turystykę i rybołówstwo. Powinni więc szukać nowego kraju nad morzem, najlepiej na wyspie. Odpowiednim miejscem byłby np. Zanzibar w Afryce. Trudno jednak sobie wyobrazić, że Zanzibarczycy zgodzą się podzielić ojczyzną.
Eksperci, zgrupowani w organizacji Inventory of Conflict and Environment przy uniwersytecie w Waszyngtonie, w sporządzonej analizie doszli do wniosku, że władze Malediwów, a także innych państw zagrożonych przez zmiany klimatyczne, mogłyby zwrócić się o rekompensatę do krajów, które najbardziej zanieczyszczają środowisko i emitują najwięcej gazów cieplarnianych, przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych i Chin. Ale nawet jeśli te skargi w jakiś sposób zostaną uwzględnione, co jest raczej wątpliwe, to państwa odpowiedzialne w największym stopniu za globalne ocieplenie zgodzą się najwyżej wypłacić rekompensatę finansową. Jeśli mieszkańcy Malediwów zażądają od USA miasta Waszyngton jako nowej ojczyzny, oczywiście go nie dostaną.
Biolodzy, m.in. Reinhold Leinfelder, specjalista od raf koralowych i dyrektor Muzeum Przyrodniczego w Berlinie, doszli do wniosku, że koncepcja prezydenta Malediwów jest błędna z innych przyczyn. Władze tego kraju powinny raczej inwestować w ochronę środowiska, przede wszystkim raf koralowych, zamiast oszczędzać na kupno biletów w jedną stronę. Wyspy Malediwy zostały „zbudowane” przez koralowce, które rosną wraz z poziomem morza. Wiele raf zostało jednak zniszczonych przez ludzi – wapień utworzony przez koralowce posłużył do budowy lotniska w Male i innych obiektów. Liczne koralowce uległy także zagładzie w 1998 r., kiedy na skutek niezwykłej zmiany kierunków prądów morskich temperatura oceanu wokół archipelagu wzrosła do prawie 40 stopni. Podwodny świat wprawdzie rozkwitł na nowo, ale to tylko pozory. Miejsce koralowców tworzących wapienne szkielety zajęły glony oraz koralowce miękkie. Te organizmy nie „budują” wysp. Trzeba zadbać o koralowce wapienne, które rosną wraz z poziomem morza.
Jeśli te koralowce, a także nadbrzeżne lasy mangrowe powstrzymujące fale się odrodzą, tropikalny raj, jakim są Malediwy, zostanie uratowany.

 

Wydanie: 49/2008

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy