Uczennice w ciąży

Uczennice w ciąży

11 tysięcy matek w szkolnych ławkach. Czy minister Giertych chce im pomóc, czy je kontrolować?

Magda Błachuta chodzi do pierwszej klasy liceum. Jest bardzo szczuplutka, nikt by nie pomyślał, że miesiąc temu urodziła Wiktorię. Właśnie wraz z mamą i siostrą wykąpały ją. Ola, siostra Magdy, jest w ostatniej klasie gimnazjum, to trzecia mama małej. Smaruje ją oliwką, karmi butelką, usypia, kołysząc na rękach.
– Mam chłopaka, ale pewne rzeczy są jeszcze przed nami – wyznaje – dostałam dzięki Magdzie lekcję życia. Jestem bardziej świadoma, wiem, że gdy nadejdzie czas, będę o wszystko pytać i korzystać z zabezpieczeń.
Magda i jej mama Ewa są wobec siebie bardzo szczere. Ale nie zawsze tak było.
– Gdy nie dostałam okresu, pomyślałam, że jestem w ciąży. Kupiłam test, wyszedł pozytywnie. Pokazałam go chłopakowi. W pierwszej chwili chciałam usunąć, bardzo się bałam, co powiedzą rodzice, wstydziłam się. Ale chłopak wybił mi to z głowy. W tym początkowym okresie pomógł mi psychicznie, rozmawiał ze mną, był opiekuńczy. Potem zwierzyłam się przyjaciółce, która też była w ciąży, a jest trochę młodsza. Zabrała mnie do ginekologa, do którego sama chodziła. Pierwszy raz byłam na badaniu, bardzo się bałam. Mama tyle razy mi mówiła, żebym uważała, dlatego bałam się jej reakcji, tym bardziej że wiele moich koleżanek przeszło w domu piekło. Ta moja przyjaciółka nie ma lekko. Mieszka z rodzicami, ale oni nie akceptują jej dziecka, nie pomagają w niczym, nawet wózka jej nie kupili, dopiero dostała od znajomych. Jest bardzo dzielna. Ja mam dużo łatwiej, rodzina mi pomaga.
– Podejrzewałam, że Magda jest w ciąży, ale nic nie mogłam z niej wyciągnąć. Jest taka chuda, że w ogóle nie było widać brzuszka. Dowiedziałam się pocztą pantoflową – Magda powiedziała kuzynce, ta mojej siostrze, a ona mnie. Nie czułam złości do córki, tylko bardzo się o nią martwiłam. Jestem opiekunką medyczną, zajmuję się starszymi ludźmi i wiem, jakie tragedie i problemy przeżywają. Nigdy nie zostawiłabym swojego dziecka bez pomocy, było mi przykro, że mi nie zaufała, że się nas bała.
Ewa Błachuta bardzo się ucieszyła, że córka przynajmniej regularnie chodziła do lekarza. Chociaż ma pretensje, że nie przyjrzał się dokładniej jej wynikom, bo gdy Magda wylądowała miesiąc przed porodem w szpitalu z powodu skurczów, okazało się, że ma silną anemię i musiała mieć przetaczane cztery litry krwi. Dlatego zatrzymano ją w szpitalu na święta.
– To były trudne chwile, córka czuła się bardzo osamotniona, ledwo wracałam od niej do domu, dzwoniła, żebym przyszła z powrotem. Wszyscy ją odwiedzali, zauważyłam, że jeszcze bardziej zbliżyły się z Olą, ale Magda najbardziej potrzebowała mojej obecności. Czuła się wtedy bezpieczna.
– To było dla mnie straszne przeżycie, czułam się taka słaba psychicznie, mimo że wszyscy byli dla mnie życzliwi. Trochę bałam się lekarzy i położnych, miałam wrażenie, że mnie potępiają, że tak wpadłam. Najgorsze chwile przeżywałam po porodzie, jak wróciłam do domu i uzmysłowiłam sobie, że już nie jestem sama, że koniec z beztroską, dotychczasowym życiem, wolnym czasem. Czuję się bardziej dojrzała, ale czasem konieczność odpowiedzialności przytłacza mnie. Chciałabym spotykać się, chodzić na imprezy, a mam poczucie, że nie powinnam tego robić. Nie umiem tego uczucia nazwać, to takie rozdarcie? A jak jestem w szkole, ciągle myślę, co z Wiktorią, piszę SMS-y, jak ona się czuje – mówi Magda.
Chłopak Magdy interesuje się i nią, i dzieckiem. Ale sam ma trudną sytuację, wychowuje się w domu z licznym rodzeństwem i tylko z mamą. Nie ukończył szkoły, nie ma pracy.
– Nie wiem, czy mamy szansę na wspólne życie. Jak nie będzie odpowiedzialny, nie będzie pracował, to nie mogę się z nim wiązać. Przedtem nie myślałam tymi kategoriami.
Nauczyciele potraktowali ją bardzo ciepło, zresztą nie jest pierwszą młodą mamą w tej szkole. Dostała nawet paczkę z rzeczami dla Wiktorii.
Magda uważa, że przepis ograniczający jej prawa do córki jest nieporozumieniem.
– Wszystko za mnie i Wiktorię musi podpisywać mama. Jutro mamy mieć ustanowioną opiekę, była tu kuratorka obejrzeć mieszkanie, warunki, pytała, czy jesteśmy rodziną patologiczną. To było trochę poniżające. W ogóle nie wiem, jakie mam prawa jako matka i kobieta, wygląda na to, że prawa ma tylko moja mama. Chodzę już do szkoły, bo małą karmiłam piersią niecałe trzy tygodnie. W szkole mamy wychowanie do życia w rodzinie. Największy nacisk kładą tam na narkotyki, mówili też o zabezpieczaniu i tworzeniu rodziny, ale ta lekcja była, jak już zostałam mamą.
– My w gimnazjum w ogóle nie mamy na ten temat zajęć – dodaje Ola.
– Czasem myślę, że Wiktoria jest moja siostrą, a nie córką. To nie znaczy, że jej nie kocham. Po prostu są momenty, które mnie przerastają – wyznaje Magda.

To moje serce

– Dlaczego zaszłam w ciążę? Bo uprawiałam seks – śmieje się lekko wyzywająco 16-letnia Marysia z pierwszej klasy liceum na przedmieściach Łodzi. Mieszka na wsi, kilka kilometrów od miasta. W ósmym miesiącu, wysoka, wygląda na trochę starszą. – Dorosłym też zdarzają się wpadki. Czułam, że może być kłopot, powiedziałam dziewczynom, każda radziła co innego, mówiły, że brały potem arthrotec, postinor, RU486, ale straszyły, że krwawiły, bolało. Zagapiłam się, było za późno i okazało się, że mogę mieć tylko aborcję, ale to kosztuje 1000 zł. Nie mieliśmy tyle, no i tak zostało. Teraz mi trochę głupio chodzić do kościoła, bo nie wiem, czy z tym facetem wezmę ślub.
Facet Marysi ma 18 lat i jeszcze się uczy. A ona chwali sobie, że ma dużo luzu – nie musi jeździć do miasta, to do niej przychodzą nauczyciele na indywidualne lekcje. Co dalej, gdy już urodzi? Jakoś to będzie.
Żadnych wątpliwości, czy urodzić, nie miała 19-letnia Weronika, studentka I roku prywatnej wyższej uczelni. Filigranowa, ładna, wygląda niemal jak dziecko. Ma dwuletniego synka. Pochodzi z artystycznej rodziny, była z rodzicami w Ameryce, tam miała pierwszego chłopaka. Głęboko wierząca, należy do młodzieży oazowej, od razu więc wykluczyła stosowanie prezerwatyw. Nie zaszła jednak w ciążę, a po powrocie na wszelki wypadek zrobiła test na HIV, wynik był negatywny. Wkrótce poznała nowego partnera, starszy o 10 lat, dobrze zarabia. Tak jak w przypadku poprzedniej znajomości, akceptowała, że może zajść w ciążę i urodzić dziecko, więc gdy to się stało, nikt nie przeżywał zaskoczenia, mama towarzyszyła jej przy porodzie. Prawie do końca ciąży chodziła do liceum, po porodzie miała cztery miesiące przerwy, ale całą klasę maturalną przeszła normalnie. Rodzice pomagają, więc godzi opiekę nad dzieckiem z nauką i spokojnie czeka na następną ciążę.
26-letniej Małgorzacie Teodorskiej, znanej z śmiałych nagich zdjęć i rólek w „Plebanii”, szkolna ciąża i córka urodzona w 17. roku życia nie przeszkodziła w karierze. Uważa, że jej pierwsza miłość była głupią miłością, lecz o córce mówi krótko: „Moja córka to moje serce”. Twierdzi że małżeństwo to nie dla niej, więc pozostaje w „związku narzeczeńskim”, jednak na obecnego partnera może liczyć. Wie, że uroda jej pomaga, ale przecież nie tylko dlatego skończyła szkołę i zdobyła wyższe wykształcenie.

Wszystko im wolno

Dziś panuje obyczajowa poprawność, coraz więcej dzieci rodzi się w związkach pozamałżeńskich (w mieście co czwarte, na wsi co siódme), nikt więc nie powie do uczennicy: taka młoda, a już z brzuchem. Młodziutkie mamy nie mają jednak złudzeń: „Miałam 16 lat, jak urodziłam Kamcię, ma osiem lat i jest cudowna, właśnie spodziewam się drugiej fasolki. Nie przejmujcie się dziewczyny, musicie być silne, ze mnie też ludzie robili pannę lekkich obyczajów”, piszą na czatach.
Trudno jednak się nie przejmować, gdy przyszłość nie jest zbyt pogodna.
– Ponad połowa pierwszych stosunków odbywa się bez żadnego zabezpieczenia. Ciąże w młodym wieku dramatycznie rzutują na dalsze życie tych dziewcząt, utrudniają im edukację. Rodziny zakładane pod przymusem okoliczności, w tak młodym wieku, rzadko są szczęśliwe, trudno im przetrwać. Szkolna ciąża to choroba dwojga dzieci – mówi prof. Romuald Dębski, szef kliniki położnictwa i ginekologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie. Wśród młodych dziewczyn zachodzących w ciążę prof. Dębski widzi dwie grupy: – Pierwsza, to rozpuszczone dziewczynki z tzw. dobrych domów, którym wszystko wolno. Nie mają hamulców, uważają, że na wszystko mogą sobie pozwalać. Często rozmawiam z matkami i widzę to przekonanie, że ciąża mogła się zdarzyć innym, ale na pewno nie ich córkom. Czytają „Bravo Girl”, ale o antykoncepcji wiedzą niewiele, bo w „dobrych domach” o tym się nie mówi. Brak czasu, bo rodzice pracują po 18 godzin, a i temat „niezręczny”. W zamożniejszych rodzinach wiele z tych dziewcząt stać na przeprowadzenie aborcji. Druga grupa to dziewczęta z nieco ograniczonym kontaktem, cierpiące na różne schorzenia, takie jak np. psychoza padaczkowa. Rzadko są otoczone należytą opieką, nie ma mowy o antykoncepcji czy kontroli płodności. Mieliśmy np. 16-letnią dziewczynę, która urodziła niedawno drugie dziecko. Po pierwszym porodzie nie została w żaden sposób zabezpieczona i za pół roku znowu była w ciąży.

Z gołym brzuchem

Ewa Szwesta, nauczycielka gimnazjalna z wieloletnim stażem, miała okazje pomagać ciężarnym uczennicom. Nie uważa, by przyczyną ciąż był wyłącznie brak wiedzy o antykoncepcji: – Mam wrażenie, że o antykoncepcji wiedzą niemało. Chodzi raczej o przemiany obyczajowe zachodzące w ostatnich latach. Sądzę, że wiek inicjacji seksualnej się obniża, niemała część gimnazjalistek ma to już za sobą. Po pierwszej klasie gimnazjum wiele dziewcząt się zmienia. Zaczynają się słynne już odsłonięte brzuchy, dekolty, mini, ciało opalone równomiernie w solarium, bo to podobno bardziej sexy, papierosy, czasem narkotyki, lektura pisemek, wedle których seks jest główną formą aktywności młodzieży. W ślad za tym idzie prowokacyjne zachowanie, chęć zwrócenia uwagi starszych chłopców, imprezy.
Owocem imprezy jest córka Agaty, 17-letniej licealistki z Warszawy. Agata zaszła w ciążę dwa lata temu, spokojna, inteligentna, dobrze się uczy: – Zawsze uważałam, żeby chłopak miał prezerwatywę. Jeden raz, na imieninach koleżanki, nie przypilnowałam, może trochę za dużo wypiłam. Potem pierwsza myśl – zabieg, ale zlękłam się bólu i powikłań. Brałam luteinę, nie pomogło. Moja córka to żywy dowód nieskuteczności luteiny – uśmiecha się Agata. Jej przyjaciółka Magda opowiada, że zdążyła w ostatniej chwili:
– Jak się zorientowałam, byłam już w 13. tygodniu, wzięłam arthrotec forte, mocno krwawiłam, spędziłam dwie doby w szpitalu, horror.

ABC czy PPS

Przyszłe szkolne mamy nie zawsze dbają o antykoncepcję, ale potem rozpaczliwie szukają środków wczesnoporonnych: „Błagam, ratujcie, potrzebuję RU 486, jak najszybciej!”, proszą w internecie.
Niejaka Marlena Bielicka w internecie zachwala RU: „Stosowałam RU486, podziałało, wszystko bez bólu i problemu. Niedawno ponownie miałam tę samą sytuację, wzięłam mizoprostal, bolało, ale nie pomogło, zamówiłam kolejną dawkę, ktoś „sympatyczny” przysłał polopirynę S. Co za tupet! Zdążyłam jednak jeszcze zdobyć RU”.
Wiek inicjacji w Polsce wbrew pozorom nie obniża się zbyt szybko, średnio jeden rok na jedno pokolenie, ale zawsze bardziej zwracamy uwagę na to, co odbiega od średniej, jak np. wyzywające stroje uczennic.
– Zmieniają się obyczajowość i sposób wychowania dziewcząt. Rośnie przyzwolenie na większą ekspresję dziewcząt, także seksualną, na wyrażanie przez nie swych pragnień i wychodzenie z propozycjami seksualnymi. Mają jednak sporą świadomość antykoncepcji, umieją sobie radzić, częściej wymagają używania prezerwatyw. Jestem biegłą w sprawach o zgwałcenia i widzę, że gwałciciele również zakładają prezerwatywy. Wśród młodzieży coraz częstsze są kontakty oralno-genitalne i analno-genitalne, te formy aktywności mają dla młodych ludzi znaczenie zdecydowanie antykoncepcyjne. Dzięki temu dziewczęta przestrzegają wymogu zachowania dziewictwa, ale zarazem utrzymują kontakty seksualne. To surogat obcowania płciowego, połączony jednak z wniknięciem do ciała, więc pełniejszy niż petting – tłumaczy prof. Maria Beisert, psycholog i seksuolog. – W wieku 13-15 lat każda ciąża to za dużo i dlatego chciałabym, aby w Polsce wdrożony został zachodnioeuropejski program ABC (abstinence, be faithfull, condom – abstynencja, wierność, prezerwatywa). Seksuolog prof. Zbigniew Izdebski uważa jednak, że wśród młodzieży obowiązuje raczej program PPS: – Czyli picie, palenie, seks. Coraz więcej dziewcząt pije i pali, więc uważają, że do dorosłości brakuje im jeszcze seksu. Alkohol i narkotyki przyśpieszają inicjację, bo wprawdzie nie pobudzają, ale ograniczają kontrolę i zwiększają naturalną wśród młodzieży skłonność do ryzykownych zachowań. A ok. 55% osób poniżej 18. roku życia dopuszcza uprawianie seksu bez miłości.

Dzieci mają dzieci

Ciężarne uczennice nie narzekają na traktowanie w szkole. Sandra Mazur zaczęła podejrzewać, że jest w ciąży, gdy nie dostała miesiączki. Chodziła z chłopakiem od dwóch lat, ale nie brała pod uwagę, że może zajść w ciążę, chociaż mama wielokrotnie mówiła jej i żartem, i na poważnie, aby się zabezpieczała.
– Zawsze odpowiadała, że nie będzie taka głupia jak ja – też ją urodziłam, ledwo skończywszy 17 lat – opowiada Barbara Mazur. – Pamiętam, co wtedy przeżywałam. W szpitalu byłam samotna, mama i tata nie mogli mnie odwiedzać, traktowano mnie wtedy jak przedmiot, jak ladacznicę. Ale pobrałam się z ojcem Sandry, urodziłam drugą córkę. Rzuciłam szkołę i mimo że próbowałam wrócić do nauki, nie udało się. Mąż wybijał mi to z głowy, w końcu i tak nasze małżeństwo nie przetrwało. Przed trzydziestką wykryto u mnie raka, nie mogę mieć więcej dzieci, więc traktuję swą wnuczkę Martę jak trzecią córeczkę.
Barbara pytała Sandrę, czy nie jest w ciąży, ale córka odpowiadała, że to niemożliwe, że pewnie ma jakąś kobiecą chorobę. Nie przyznawała się, że nadal spotyka się ze swoim chłopakiem, bo mama nie przepadała za nim.
– W sierpniu, gdy zaczęłam czuć, że coś się we mnie rusza, a był to już piąty miesiąc, poszłyśmy do ginekologa. To była moja pierwsza wizyta. Mama zachowała się wspaniale. Bardzo jej potrzebowałam, gdyby nie ona, nie wiem, jak bym sobie poradziła. Bałam się porodu, ale mama, jej koleżanki, a i moje koleżanki, które już mają dzieci, pocieszały mnie i mówiły, że to nic takiego.
Gdy trzytygodniowa Marta się budzi, młoda babcia bierze ją na ręce i tuli do siebie.
– Nie wierzę, że jestem babcią. Sandra karmi jeszcze piersią, ale na noc mała dostaje butelkę. Ja też wstaję w nocy, żeby zajrzeć, czy u nich wszystko w porządku.
Sandra bardzo chce wrócić do szkoły i ją ukończyć. Nauczyciele i dyrektorka wszystko jej ułatwiali, a teraz, gdy jest na urlopie macierzyńskim, dyrektorka liceum pozwoliła jej na indywidualne zaliczanie przedmiotów. Ma i tak rok straty, bo chodziła do szkoły zawodowej, ale nie bardzo jej się tam podobało.
– Mamy trudną sytuację finansową – przyznaje Barbara. – Do czasu ukończenia przez Sandrę osiemnastki ja jestem prawnym opiekunem i jej, i Marty. Wszystkie papiery, nawet zgodę na zszywanie krocza, podpisywałam ja. Teraz czekamy na sprawę sądową o przyznanie opieki nad Martą i dopiero wtedy będziemy mogły dostać becikowe. Nie wiem, czy córka ma jakieś uprawnienia do wypłat z ZUS, bo przecież jest uczennicą. Nikt nie udzielał nam takich informacji, a ja nie pytałam. Muszę iść do pracy, bo mamy teraz dużo wydatków. Na szczęście pomaga nam moja teściowa. Bardzo chciałabym, aby Sandra ukończyła szkołę, miała lepsze wykształcenie niż ja, lepszy start, ale nie wiem, jak to wszystko pogodzimy.
Na ojca dziecka dziewczyna nie może liczyć. Był w szpitalu i widział małą Martę, jest dwa lata starszy od Sandry, ale ona nie wiąże z nim przyszłości. Nie wie też, jak uzyskać alimenty na córkę, w końcu nie jest nawet w świetle prawa jej prawną opiekunką i jeszcze przez rok nie będzie mogła decydować o losie Martusi.
– Mimo, że jestem młoda, nie czuję się inna, wyobcowana. Na pewno czuję się dojrzalsza i bardziej odpowiedzialna niż przedtem. Mam wiele koleżanek, które już są mamami. Większość z nich jest w podobnej sytuacji – to znaczy, pomagają im rodzice, czasami także rodzice chłopaka. Znam tylko jedną dziewczynę, która opiekuje się swoim dzieckiem wraz z jego ojcem i tworzą w miarę normalną rodzinę – dodaje Sandra.

Babcia wszystko zrobi

– W 2006 r. urodziło u nas się trzydzieścioro dwoje dzieci mających matki poniżej 18. roku życia, od początku tego roku mamy już siedem takich przypadków – mówi dr Iwona Kozak-Darmas z Kliniki Ginekologii Śląskiej Akademii Medycznej. – Nie robimy statystyk, ale w moim odczuciu zwiększa się liczba matek młodocianych i takich już w wieku dojrzałym, po trzydziestce. Dziewczyny będące jeszcze dziećmi, w większości są bardzo dojrzałe fizycznie, rodzą zdrowe, donoszone i duże dzieci, nie pamiętam poważnych powikłań. Natomiast są w ogóle nieprzygotowane psychicznie i emocjonalnie. Po porodzie są bardzo obolałe, skarżą się na swoje dolegliwości dużo bardziej niż dojrzałe kobiety, pytają stale o mamę i wymagają od niej ciągłej opieki. Mamy tych dziewczyn są w trudnej roli podwójnych opiekunek – i niemowlęcia, i samej położnicy.
– Często wiedza tych dziewczyn na temat cyklu miesiączkowego jest żadna, czasami nawet na podstawie wywiadu nie możemy precyzyjnie określić terminu porodu, bo nie wiedzą, kiedy miały ostatni okres. Te dzieciątka są dziełem przypadku. Rozmawiam też z mamami. Rzadko przyznają, że rozmawiały wcześniej z córkami o ich dojrzewaniu, możliwości ciąży. Nastolatki uprawiają seks w coraz młodszym wieku, na szczęście jak już się ciąża przytrafi, dziadkowie – często młodzi, przed czterdziestką – stają na wysokości zadania. Od lat nie pamiętam przypadku, żeby z takiej ciąży pozostawiono dziecko w szpitalu do adopcji, zazwyczaj też dziewczyny zgłaszają się z pełnymi badaniami ginekologicznymi. Jednak po porodzie większość obowiązków zwalają na mamę. To babcie pielęgnują i maluchy, i swe obolałe córki, które potrzebują ich czułości. I poczucia bezpieczeństwa, w końcu są jeszcze dziewczynkami – mówi położna Wiesława Zielińska, przyjmująca na świat dzieci od 25 lat.
– Wiele tych młodych matek korzysta z naszej opieki w poradni dziecięcej – komentuje Jarosław Groszko, ordynator części noworodkowej kliniki.
– Rzadko się zdarza, aby przychodziły z dzieckiem same, zazwyczaj są ze swoją mamą. Rzadko też karmią piersią dłużej niż trzy miesiące. Przeważnie karmienie naturalne trwa kilka tygodni. Obserwuję mniejszą więź emocjonalną z dzieckiem, składają raczej wszystkie problemy pielęgnacyjne i zdrowotne na barki swoich mam, które często same są matkami małych dzieci. Dobrze, jeśli młoda dziewczyna może liczyć na wsparcie matki i rodziny, gorzej, gdy zostaje sama ze sobą i małym dzieckiem.
Dziewczyny przed osiemnastką przy wypisie ze szpitala mogą dostać tzw. urlop macierzyński. Jednak jak przyznaje administracja szpitala, nie wiadomo, jakie uprawnienia na tym urlopie mają dziewczynki, które nie są prawnymi opiekunkami swoich dzieci. Zaświadczenie o macierzyństwie czasami ułatwia życie w szkole, załatwi przejście do następnej klasy, sprawia, że nauczyciele i dyrekcja szkoły idą uczennicom na rękę. Ale jeśli pedagodzy są wyrozumiali, to papier ze szpitala nie jest nawet potrzebny.

Lekceważone życie w rodzinie

Specjaliści sceptycznie odnoszą się do tłumaczeń resortu edukacji, że spis uczennic w ciąży ma służyć temu, by lepiej im pomagać.
– Jak się nie ma co robić, to się wymyśla różne rzeczy, żeby ludzie myśleli, że jednak coś się robi – mówi Grzegorz Kaszyc, nauczyciel w liceum. Uczennice w ciąży mają indywidualny tok zajęć, nauczyciele przychodzą do ich domów, ustalają terminy zaliczeń w dogodnym dla nich czasie, jest także pomoc rzeczowa. Czy szkoły mogą bardziej pomagać?
Szkoda, że tak dużą uwagą ministerstwa jak obowiązek pomocy ciężarnym uczennicom nie cieszą się niestety te zapisy ustawy o planowaniu rodziny, które przewidują prowadzenie w szkole edukacji na temat seksualności człowieka. Należy to do przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie, ale jest on przez wiele szkół traktowany po macoszemu; kwestie antykoncepcji, jeżeli w ogóle są poruszane, to marginalnie i ogólnikowo, a zajęcia odbywają się nieregularnie. Przykładowo, w woj. podlaskim zaledwie w co trzeciej szkole mają miejsce lekcje wychowania do życia w rodzinie. To przedmiot nieobowiązkowy, konieczna jest zgoda rodziców, polscy rodzice zaś często uważają, że ich dzieci nie wymagają takiego wychowania. W rezultacie np. na Dolnym Śląsku w zajęciach tych uczestniczy zaledwie 55% licealistów i uczniów szkół zawodowych. Wychowanie do życia w rodzinie z reguły nie jest ujęte w szkolnych planach, zajęcia odbywają się wtedy, gdy dyrektorzy przeznaczą na ten cel dodatkowe lekcje ze swej puli. Dyrektorzy rzadko jednak przyznają czas lekcyjny, bo albo uważają, że niektóre elementy tego programu są sprzeczne z ich światopoglądem, albo nie chcą się narazić administracji edukacyjnej i działaczom parafialnym, zwalczającym nauczanie na temat płodności i regulacji urodzin. Coraz częściej więc lekcje wychowania do życia w rodzinie prowadzone są tylko wtedy, gdy któryś nauczyciel zachoruje i potrzebne jest jakieś zastępstwo albo na godzinie wychowawczej, jeśli nie ma pilniejszych spraw.
– Trzeba by jasnowidza, żeby ustalić, do czego potrzebny był spis uczennic w ciąży. Takie liczenie i ewidencjonowanie, nawet anonimowe, narusza sferę intymności – podkreśla prof. Beisert. Pomocy wymagają wszystkie uczennice, które są w ciąży. Trzeba jednak długo z nimi rozmawiać, zrozumieć, czego potrzebują, i starać się odpowiadać na ich indywidualne pragnienia. To najważniejsze.

—————————————————–

Mniej najmłodszych matek
Ogólnopolski spis uczennic w ciąży, przeprowadzony na polecenie wicepremiera Romana Giertycha, wykazał, że w rocznikach 2004-2005 i 2005-2006 było ich w sumie 10.718, w wieku od 12 do 22 lat (uczennice klas maturalnych kończące szkoły z opóźnieniem). Nie są to dane precyzyjne, ponieważ, jak podkreślają kuratoria, nie wszyscy dyrektorzy nadesłali w terminie spisy ze swych szkół, nie zawsze też zdołali wychwycić wszystkie ciężarne. Gdy bowiem ciąża nie była jeszcze wyraźna, tylko od uczennicy zależało, czy wpisze w ankiecie, że jest w odmiennym stanie. Ponadto obowiązek przeprowadzenia spisu dotyczył lat poprzednich, więc część ciężarnych uczennic zdążyła już zakończyć naukę i opuścić szkoły.
Najczęściej zachodzą w ciążę uczennice szkół ponadgimnazjalnych (szkoły zawodowe, technika i licea) – 9069 dziewcząt. Ciężarnych gimnazjalistek było1615, uczennic podstawówek zaś – 34. Prawie 300 uczennic zaszło w ciążę przed 15. rokiem życia, co stanowiło niejednokrotnie wynik przestępstwa. W Polsce obcowanie płciowe z osobami poniżej 15. roku życia jest ścigane z urzędu. Jeśli więc czynu tego dopuścili się mężczyźni mający ukończone 15 lat – a w przypadku najmłodszych uczennic często tak właśnie było – grozi im kara od 2 do 12 lat pozbawienia wolności.
Z relacji części kuratorów, np. z woj. świętokrzyskiego, wynika, iż ciężarnych uczennic przybywa i w ostatnich dwóch latach mamy do czynienia z tendencją rosnącą. Jeżeli tak, to występuje zjawisko zupełnie nowe, całkowicie sprzeczne z procesami demograficznymi zachodzącymi dotychczas w Polsce. Dane GUS (najnowsze są z 2005 r.) mówią bowiem, że liczba matek liczących od 15 do 19 lat stale się zmniejsza. W 1975 r. na tysiąc kobiet od 15. do 19. roku życia matkami zostało 31, w roku 2005 zaś – tylko 14.

Nie trzeba do wieczorówki
Zgodnie z ustawą o planowaniu rodziny ze stycznia 1993 r., szkoła powinna udzielić uczennicy w ciąży urlopu oraz innej pomocy niezbędnej do ukończenia edukacji, by nie powodować opóźnień w nauczaniu. Grażyna Olszewska, szefowa Departamentu Młodzieży i Wychowania MEN, mówi, że jednym z celów zbierania informacji na temat liczby ciężarnych uczennic było zbadanie, jak szkoły ten obowiązek realizują, a przede wszystkim uzyskanie wiedzy o skali zjawiska szkolnych ciąż.
Ministerstwo nie wyjaśniło, dlaczego do sprawdzenia, jak szkoły pomagają ciężarnym uczennicom, konieczna była dokładna znajomość ich liczby. Wiceminister Mirosław Orzechowski tłumaczy, iż należy „przygotować świadomość młodej dziewczyny do tego, by poczekała z inicjacją do czasu, kiedy założy rodzinę. Powinna być przygotowywana do cnoty wierności i cnoty czystości”. Wicepremier Roman Giertych twierdzi, że policzenie ciężarnych uczennic było konieczne do zbudowania rządowego programu pomocy. Chodzi o to, by pomoc ze strony szkoły i państwa była ułatwiona, choćby ze względu na pojawiające się pokusy dokonania aborcji.
– Na razie opracowujemy informacje zbiorcze, uzyskane przez kuratoria dzięki ankietom prowadzonym w szkołach. Pozwolą one na stworzenie wstępnych założeń do programu pomocy. Program będzie mieć charakter międzyresortowy, z udziałem Ministerstw Pracy i Finansów, choć za wcześnie, by przesądzać, czy uczennice w ciąży otrzymają również pomoc finansową – mówi Aneta Woźniak, rzeczniczka MEN, dodając, że nie ma mowy o jakimkolwiek „piętnowaniu” ciężarnych uczennic, bo ankieta jest anonimowa.
Niezależnie jednak od spisu uczennic nakazanego przez wicepremiera, szkoły od wielu lat pomagają podopiecznym, które zaszły w ciążę, z pomocą finansową włącznie. Z informacji szkół i kuratoriów wynika, iż ciężarne uczennice z uboższych rodzin dostają, po konsultacjach z ośrodkami pomocy społecznej, jednorazowe wsparcie w wysokości 200-400 zł bądź artykuły pielęgnacyjne i żywność dla niemowląt. Z przyszłymi matkami kontaktują się psycholodzy szkolni, podpowiadając, jak radzić sobie w nowej sytuacji życiowej. Zdarza się że, tak jak np. w woj. pomorskim czy wielkopolskim, nauczyciele i wychowawcy występują w roli negocjatorów, zawiadamiają srogich rodziców, że ich dziecko będzie miało dziecko (szkoła często dowiaduje się o tym wcześniej niż rodzina), łagodzą konflikty.
Ciężarne uczennice nie są już – jak kilkanaście lat temu i wcześniej – skreślane z list uczniów i przenoszone obowiązkowo do szkół wieczorowych. Mogą dokończyć naukę w szkole, do której aktualnie chodzą. Gdy sobie życzą lub gdy wymaga tego ich stan zdrowia, otrzymują urlopy i zgodę na indywidualny tok nauki. W przypadku uczennic szkół podstawowych i gimnazjalistek jest to niemal reguła. Ciąże w tym wieku często są zagrożone, a poza tym w szkołach z dużą liczbą rozbieganych dzieci przyszłym matkom grozi na przerwach przypadkowe popchnięcie czy upadek. Dziewczęta uczące się w domach pozostają pod opieką pielęgniarek szkolnych. W niektórych przypadkach, gdy chodziło o rodziny patologiczne, zagrażające dobru przyszłej matki i dziecka, szkoły wnioskowały do sądu o umieszczenie uczennic w domach samotnej matki.

 

Wydanie: 7/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy