Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

A propos szczytu polsko-francuskiego w Arras rozgorzały dyskusje, kto będzie nowym ambasadorem RP we Francji. Dotychczasowy, Jan Tombiński, będzie latem zjeżdżał, najwyższa więc pora wyznaczyć jego następcę. W tej dziedzinie sprawy nabrały przyspieszenia. Jeszcze parę tygodni temu mówiono o tym w MSZ niewiele. W ogóle mówiono mało o Francji, a jeżeli już, to w kontekście kłopotów i przeszkód, które Tombiński napotyka w Paryżu. A jest ich sporo. Po pierwsze, ambasador to typ analityka, a nie bon vivanta czy organizatora, tak że wielkich sukcesów towarzyskich w Paryżu nie odniósł. Co gorsza, przyszło mu pracować w okresie oziębienia stosunków polsko-francuskich, co szczególnie odczuła paryska placówka. No i Departament Europy, który nie jest przeciążany pocztą…
Po drugie, plotkuje się też o sprawach lokalowych Tombińskiego. Otóż ma on gromadę dzieci, bodajże ósemkę, nie mógł więc się pomieścić z rodziną w rezydencji ambasadora. Dlatego państwo polskie wynajmuje mu rezydencję na mieście, odpowiednio pojemną, płacąc krocie. Ale widocznie nas na to stać.
A po trzecie, co poniektórzy przebąkują, że będzie on w nowym rozdaniu podsekretarzem stanu. Więc jest śmiech, bo wszyscy wiedzą, że do Paryża na stanowisko ambasadora najlepiej jechać ze stanowiska wiceministra. Na niższe rangi Francuzi kręcą nosem. Ale tym razem będzie odwrotnie. Tombiński wróci, a kto pojedzie na jego miejsce?
Bardzo lansuje się na nowego ambasadora Sławomir Czarlewski, były konsul w Lyonie, emigrant z roku 1982. Jego kandydatura budzi jednak zachwyty tylko wśród paru pracowników ambasady w Paryżu, w Warszawie nikt jej nie rozpatruje. Swego czasu sporo mówiono o Adamie Halamskim, obecnym dyrektorze Departamentu Europy. Ale po eksperymencie z Tombińskim, zdaje się, od tej wersji odstąpiono.
Dziś na giełdzie są tylko dwie kandydatury.
90-procentowym faworytem jest Jan Truszczyński, który po brukselskim niepowodzeniu rozgląda się za odpowiednią placówką. Paryż jest więc w sam raz dla niego – jedzie tam jako ważny wiceminister, no i jest odpowiednio doświadczonym dyplomatą, by przebijać się przez mur francuskiej powściągliwości. Uparty, zna procedury, zna ludzi, jest dobrym organizatorem – postawiłby ambasadę na nogi. Jak się mówi w MSZ, Truszczyński ma poparcie kierownictwa resortu, zdeterminowanego posłać do Paryża człowieka, którego nie można by ominąć. Inną osobą wymienianą jako potencjalny szef placówki jest Waldemar Dąbrowski, obecny minister kultury. No, gdyby on był ambasadorem, praca placówki wyglądałaby zupełnie inaczej niż dziś i zupełnie inaczej niż pod kierownictwem Truszczyńskiego… Tylko nasuwa się pytanie, jak długo to by trwało, skoro politycy PO i PiS zapowiadają, że wszystkich „komunistycznych” ministrów natychmiast z ambasad odwołają… I chyba z tego głównie powodu o kandydaturze Dąbrowskiego jest trochę ciszej.

Wydanie: 9/2005

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy