Ukraina rozdarta na pół

Ukraina rozdarta na pół

Próba otrucia kandydata na prezydenta, ryzyko wyborczych fałszerstw, spór o orientację na Zachód lub Wschód… – to obraz ukraińskiej kampanii wyborczej Jeśli demokracja oznacza polityczną niepewność co do ostatecznego wyniku wyborów, szykująca się do pierwszej tury wyborów prezydenckich Ukraina jest państwem… prawie demokratycznym. Nie tylko zagraniczni obserwatorzy wydarzeń w Kijowie, lecz coraz częściej także sami Ukraińcy mimo rozgorączkowania kampanią wyborczą i rosnącego napięcia politycznego przyznają, że spośród byłych republik ZSRR (nie licząc należących już do Unii Europejskiej państw bałtyckich) kłopot z prognozami wyniku może dziś się zdarzyć albo w Gruzji, albo w ich kraju. Gdyby bowiem ktoś próbował obecnie przesądzić – przed zamknięciem lokali wyborczych wieczorem 31 października – kto zostanie następcą Leonida Kuczmy na stanowisku prezydenta Ukrainy, naraziłby się na ryzyko minięcia się z przewidywaniami. Co prawda, sondaże z początku października (ostatnie, na jakie zezwala ukraińska ordynacja wyborcza) dość jednoznacznie wskazują na zwycięstwo obecnego premiera, Wiktora Janukowycza (patrz: ramka), ale nawet autorzy takich badań są wstrzemięźliwi w ocenie ich adekwatności do ostatecznych wyników głosowania. Nie tylko dlatego, że jeszcze w połowie września badania opinii publicznej wskazywały na zupełnie inny rezultat, zapowiadały bowiem, że w pierwszej turze na Wiktora Janukowycza będzie głosować 25,2% wyborców, a na lidera opozycji, Wiktora Juszczenkę, 33,5%, w drugiej turze zaś, 21 listopada, odpowiednio 31,8 i 40,9%, co dawało tym razem Juszczence bezpieczną, wydawałoby się, 10-procentową przewagę w prezydenckim wyścigu. Sondaże na Ukrainie to jednak wciąż rzecz niezwykle niepewna. Zdaniem Ołeksandra Wyszniaka z Ukraińskiego Serwisu Socjologicznego, dzieje się tak, ponieważ obecna sytuacja w tym kraju pozostaje nadal daleka od w pełni demokratycznych reguł, gdyż wyborcy są zastraszani przez władze i nawet w czasie anonimowych badań opinii publicznej często podają nieprawdziwe odpowiedzi. Potwierdza to także Serhij Taran z kijowskiego Instytutu Masowej Informacji, który powiedział w jednym z wywiadów: „Wiarygodne dane mogą być w państwie demokratycznym, w państwie, w którym struktury siłowe nie biorą udziału w kampanii. Ukraina takim państwem jeszcze nie jest”. W ten sposób odsłonięta zostaje druga – a niektórzy akcentują, że nawet pierwsza – strona ukraińskiej kampanii wyborczej, której symbolem jest bardzo wyraźne opowiedzenie się władz administracyjnych i większości mediów po stronie kandydata obecnego prezydenta Leonida Kuczmy, czyli Wiktora Janukowycza. Przejawy takich działań, odległych od standardów demokratycznych, ukraińska opozycja rejestruje niemal każdego dnia. Największy rozgłos uzyskała bez wątpienia (coraz bardziej prawdopodobna) próba otrucia głównego kandydata opozycji, Wiktora Juszczenki, na początku września, w pełnym toku kampanii wyborczej, za pomocą być może nawet broni biologicznej lub komponentu zakazanej broni chemicznej. Kandydat bloku Nasza Ukraina był w domu zastępcy szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Wołodymyra Saciuka, i jadł z nim kolację. Wkrótce potem zachorował, i to na tyle poważnie, że gdyby nie interwencja lekarzy z kliniki w Wiedniu (gdzie Juszczenkę przetransportowano w trybie awaryjnym), prawdopodobnie by umarł. Do końca października powinny być znane dokładniejsze powody zatrucia, ale austriaccy lekarze właściwie nie mają już wątpliwości, że Juszczence podano trującą substancję w spożywanym z Saciukiem posiłku. Na tym tle normalne szykany, jakim poddawani byli w kampanii wyborczej kandydaci opozycyjni (łącznie w elekcji bierze udział 24 pretendentów do prezydenckiego fotela), wydają się nawet banalne. Wiktor Juszczenko np. w minioną środę nie mógł wylądować na lotnisku w Mariupolu w obwodzie donieckim na wschodzie Ukrainy, gdzie miał zaplanowany wiec wyborczy, bo mimo słonecznej pogody wieża kontrolna uznała, że jest mgła, i zamknęła pas startowy. Kilka dni wcześniej, gdy Juszczenko wracał z wiecu w Ługańsku, zgody na lądowanie jego samolotu odmówiło z kolei lotnisko w Kijowie, a także w Czerniowcach. Ostatecznie maszynę skierowano aż do Lwowa. Opozycja coraz lepiej jednak broni się przed takimi szykanami. Kiedy w połowie października funkcjonariusze milicyjnych oddziałów specjalnych Berkut dokonali rewizji w kijowskim biurze antykuczmowskiej młodzieżowej organizacji Pora (Już Czas), a prokuratura generalna Ukrainy oskarżyła kilku jej członków o „prowadzenie działalności terrorystycznej i (uwaga!) tworzenie nielegalnych formacji zbrojnych”, działacze Pory ogłosili na stronie internetowej swojej organizacji czarną listę

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2004, 44/2004

Kategorie: Świat