Państwo Środka w środku Europy

Państwo Środka w środku Europy

Chińskie inwestycje w naszej części Starego Kontynentu nabierają rozpędu

Międzynarodowa ekspansja Pekinu od lat jest jednym z dominujących procesów geopolitycznych w skali świata. Do tej pory jednak temat ten nie przewijał się w strategiach dyplomatycznych państw południa, środka i wschodu Europy. A nawet jeśli sporadycznie wystrzeliwały w tych krajach inicjatywy partnerstwa z Chinami, najczęściej kończyły się fiaskiem.

Chińczykom przez długie lata nie udawało się odnieść znaczącego sukcesu inwestycyjnego w Europie Środkowo-Wschodniej. Inna sprawa, że jeszcze do niedawna niespecjalnie im na tym zależało. Komisja Europejska i Centrum Studiów nad Polityką Europejską (Centre for European Policy Studies, CEPS) niezależnie od siebie opublikowały raporty wymieniające główne bariery w relacjach inwestycyjnych i handlowych z Państwem Środka. Wnioski z obu opracowań są w dużej mierze spójne. Politykom z Europy Środkowo-Wschodniej brakuje doświadczenia w negocjacjach z chińskimi partnerami. Spore niedociągnięcia widać przede wszystkim wśród oficjeli średniego szczebla, najczęściej bezpośrednio zaangażowanych w negocjacje inwestycyjne.

Autorzy raportu CEPS zwracają uwagę, że w naszej części Europy mizerna jest znajomość chińskiego ustroju i politycznego procesu decyzyjnego, jak również ograniczeń, którymi nierzadko są objęte tamtejsze podmioty gospodarcze. Przykładem niech będzie historia ze spółką Covec zatrudnioną do budowy polskiej autostrady A2. Jedną z przyczyn problemów z płynnością finansową konsorcjum były bowiem restrykcje w transferach kapitału poza granice Chin, jakie narzucił Bank of China i o których istnieniu polscy urzędnicy nie mieli pojęcia.

Eksperci ds. handlu międzynarodowego z firmy doradczej Deloitte dodają, że na drodze do szerszej obecności inwestycyjnej chińskich podmiotów w Europie Środkowo-Wschodniej stały bariery techniczne, takie jak słabo rozwinięta infrastruktura przesyłowa i energetyczna, zbyt płytkie i małe porty (lub całkowity brak dostępu do morza w przypadku Czech, Słowacji i Węgier) czy kłopoty z transportem kolejowym.

Wszystkim tym problemom zaradzić ma Inicjatywa Pasa i Szlaku, czyli najambitniejszy projekt infrastrukturalno-polityczny naszych czasów. Chiny planują za jego pomocą stworzyć niezwykle skomplikowany system połączeń morskich i lądowych, mający radykalnie zwiększyć obecność gospodarczą Pekinu w Europie, Azji i na Bliskim Wschodzie. Łącznie inicjatywą zostaną objęte 64 państwa. Jednak jak zauważają Andreas Grimmel i Susanne My Giang z London School of Economics, Inicjatywa Pasa i Szlaku to nie tylko plan ekspansji ekonomicznej czy narzędzie handlowe. To przede wszystkim instrument polityki zagranicznej i narzędzie wykorzystujące miękką siłę w relacjach międzynarodowych. Dlatego Chińczycy inwestują zarówno w drogi, szlaki kolejowe i pogłębianie portów, jak i w wiedzę swoich kontrahentów o sobie oraz w te sektory gospodarki, na rozwoju których europejskim partnerom zależy najbardziej.

Europa Środkowo-Wschodnia zyskała na znaczeniu w Pekinie właśnie ze względu na położenie – w środku kontynentu. Dlatego takie miasta jak Budapeszt, Belgrad, Praga, Łódź czy Warszawa stały się dla Chin ważne. Wszystkie te miejsca są bowiem bramami do dużo większych rynków: Niemiec, Półwyspu Bałkańskiego, Austrii czy Włoch. Chiński bum inwestycyjny widać w danych statystycznych. Jak wylicza „Financial Times”, od 2012 r. chińskie spółki zainwestowały w 16 krajach Europy Środkowo-Wschodniej łącznie ponad 15 mld dol. Kolejne 3 mld mają się pojawić w regionie do 2020 r. Pekin dowartościował też partnerów politycznie, tworząc specjalny format szczytu dyplomatycznego 16+1, w ramach którego od 2012 r. co roku przywódcy środkowoeuropejscy spotykają się z chińskim premierem. Inicjatywę zainaugurowano w Warszawie, a szczyt gościły już m.in. Budapeszt i Sofia.

Chiny dbają też o relacje bilateralne. W 2016 r. prezydent Xi Jinping przybył do Pragi z oficjalną wizytą jako pierwsza chińska głowa państwa w historii. Co więcej, choć Chińczycy koncentrują się na największych graczach w regionie, nie zapominają o mniejszych krajach. Wprawdzie jak podaje czeski think tank Politics and Society, aż 95% wartości chińskich inwestycji w regionie pochodzi z projektów w sześciu największych krajach szesnastki: w Polsce, w Czechach, na Węgrzech, w Rumunii, na Słowacji i w Bułgarii, pojawia się coraz więcej planów współpracy na innych rynkach. Dowodem jest chociażby niedawna pożyczka w wysokości 613 mln euro udzielona przez chiński Eximbank bośniackiej spółce energetycznej EPBiH na potrzeby sfinansowania nowej elektrowni w mieście Tuzla.

Zainteresowanie Chińczyków tego typu projektami nie jest ani przypadkowe, ani odosobnione. Zdarzają się co prawda inwestycje o znaczeniu wyłącznie prestiżowym czy takie, które mają przynieść lokalne poparcie, jak przejęcie przez CEFC China Energy utytułowanego klubu piłkarskiego Slavia Praga, jednak większość przedsięwzięć, w które Pekin angażuje się w tym regionie, ma ogromne znaczenie strategiczne. Dlatego np. w Bułgarii głównym teatrem chińskich działań jest budowa reaktora nuklearnego w miejscowości Belene. W Czechach CEFC China Energy kontroluje portfolio aktywów energetycznych, mediowych i bankowych o łącznej wartości ponad 1,5 mld euro, a na Węgrzech – stworzenie nowego połączenia kolejowego z Serbią.

Z chińskiej ekspansji w tej części świata nie wszyscy są zadowoleni. Bruksela obawia się uniezależnienia niektórych państw Europy Środkowej od unijnych funduszy i europejskich inwestycji, a także zbudowania frontu zwróconego na Wschód, a nie na Zachód. Jeśli weźmie się pod uwagę słowa Viktora Orbána o „ogromnej rywalizacji i głodzie chińskich inwestycji w regionie” czy deklaracje Miloša Zemana, że Czechy „mogą się stać niezatapialnym lotniskowcem chińskiej obecności w Europie”, obawy te wydają się uzasadnione. Pod nosem mruczą też Amerykanie, coraz mocniej ustępujący pola Chińczykom. Jak pisze Andrew Witthoeft z prestiżowego magazynu „The Diplomat”, romans Bułgarów z China Nuclear Corporation oznacza osłabienie pozycji na tamtejszym rynku amerykańskich spółek AES i ContourGlobal, odpowiedzialnych za 20% produkcji energii w Bułgarii. Wszystko zatem wskazuje, że niebawem Europa Środkowo-Wschodnia stanie się areną kluczowej konfrontacji inwestycyjnej. Z coraz większymi szansami na zwycięstwo Chin.

Fot. AFP/East News

Wydanie: 37/2018

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy