Ukraińskie sądownictwo bez sędziów

Ukraińskie sądownictwo bez sędziów

Overview

W ostatnich trzech latach ponad połowa sędziów przestała piastować urząd

Jednym z głównych postulatów rewolucji na kijowskim Majdanie była reforma wymiaru sprawiedliwości. Prezydent Petro Poroszenko w przemówieniu inauguracyjnym nazwał ją „reformą wszystkich reform”. Sytuacja sądownictwa na Ukrainie jest skomplikowana – wiele spraw administracyjnych i kryminalnych pozostaje zawieszonych z powodu braku kadry sędziowskiej. W ostatnich trzech latach ponad połowa sędziów przestała piastować urząd, tylko w 2016 r. odeszło ze stanu sędziowskiego ponad 1,6 tys. osób, w zasadzie przy braku jakichkolwiek uzupełnień. Według przewodniczącego Wyższej Komisji Kwalifikacyjnej Sędziów Ukrainy Sergija Kozjakowa powodami tego są presja psychiczna i nieustające oskarżenia pod adresem sędziów. Kozjakow dodaje, że wielu sędziów nie jest w stanie potwierdzić kwalifikacji zawodowych ani upublicznić swojego stanu majątkowego.

Sami sędziowie uzasadniają odejścia naciskami władz, zmierzających do podporządkowania sobie środowiska sędziowskiego, a także obawami o bezpieczeństwo swoje i rodzin w związku z groźbami ze strony świata przestępczego. Częstym zjawiskiem na rozprawach stała się obecność weteranów tzw. operacji antyterrorystycznej (ATO) oraz innych „aktywistów” ugrupowań patriotycznych, którzy kierują pod adresem sędziów obelgi i pogróżki, a nawet rzucają w nich butelkami.

Butelką w wysoki sąd

Szczególnie agresywnie wobec sądu, świadków i pokrzywdzonych zachowują się członkowie ochotniczego batalionu „Tornado”, oskarżeni z 15 paragrafów, w tym o tortury, zbiorowe gwałty, porwania dla okupu i zmuszanie do pracy niewolniczej. Tornadowcy obrzucali skład sędziowski i uczestników rozprawy fekaliami, grozili odwetem: „Ile ci zapłacili, ty sędzio w todze? Ździro i prostytutko! Będę j… twojego trupa! Będziesz cierpieć, suko! Będziesz palić się w piekle, ścierwo!”. W sierpniu zeszłego roku pod siedzibą sądu rejonowego w kijowskiej dzielnicy Obołoń, gdzie odbywało się posiedzenie w sprawie członka „Tornada” Mikołaja Cukura, doszło do zamieszek i starć weteranów ATO z policją. Demonstranci żądali, aby posiedzenia sądu odbywały się jawnie. Rozprawy prowadzone były za zamkniętymi drzwiami ze względu na dobro pokrzywdzonych, bo zarzuty dotyczyły m.in. ciężkich przestępstw o charakterze seksualnym, a także tortur. Utajnienie rozpraw zostało uzasadnione koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa świadkom oraz agresywnym zachowaniem oskarżonych.

Batalion „Tornado” utworzono na rozkaz MSW w Kijowie i na Ługańszczyźnie w październiku 2014 r. z członków batalionu „Szachtarsk”, który został rozwiązany ze względu na niesubordynację żołnierzy i dopuszczanie się przez nich przestępstw (m.in. rozbojów i kradzieży). Dowódcą został Rusłan Oniszczenko (poprzednie nazwisko Abalmaz), były zastępca szefa „Szachtarska”, w przeszłości pięciokrotnie karany np. za wymuszanie haraczy, podobnie jak inni członkowie oddziału. Wielu nie miało statusu żołnierzy, byli wśród nich też obcokrajowcy, m.in. trzech Białorusinów.
„Tornado” znajdowało się w strefie ATO przez niecałe pół roku, przy czym bezpośrednio nie uczestniczyło w działaniach wojennych. Krótko przed aresztowaniem tornadowców potwierdził to ówczesny przewodniczący Ługańskiej Obwodowej Administracji Cywilno-Wojskowej, później przeniesiony na stanowisko gubernatora Zakarpacia Giennadij Moskal: „»Tornado« nie chce walczyć, nie bierze i nigdy nie brało udziału w operacjach wojskowych, tylko (…) utworzyło bandę, która dokonuje porwań, morderstw, gwałtów, napadów, grabieży i kradzieży”.

Sprawa „Tornada” zaczęła się od porwania 16 i 17 stycznia 2015 r. dwóch emerytów milicyjnych Sergija Razenkowa i Wołodymyra Bespałowa. Przed emeryturą pracowali w ługańskim powiatowym wydziale do zwalczania przestępczości zorganizowanej. Bespałow zaginął bez śladu, natomiast zwłoki Razenkowa znaleziono latem 2015 r. owinięte prześcieradłem z pieczątką ambulatorium, w którym stacjonowało „Tornado”. Stan ciała uniemożliwił określenie dokładnej przyczyny śmierci, nie można więc było postawić nikomu zarzutu zabójstwa.

Natychmiast po aresztowaniu tornadowców naczelny prokurator wojskowy Ukrainy Anatolij Matios polecił sprawdzić telefony komórkowe członków oddziału w celu potwierdzenia podejrzeń dotyczących zbrodni, jakich mieli się dopuszczać: znęcania się, torturowania i homoseksualnych zgwałceń. W uzasadnieniu decyzji Matios wskazał, że dodatkowo ciąży na nich zarzut zabójstwa jednej z ofiar, wobec której uprzednio stosowali tortury. W toku śledztwa zgromadzono materiał dowodowy niezbicie wskazujący winę oskarżonych. Szczególnie drastyczne w tym kontekście było filmowanie przez nich czynów, jakich się dopuszczali. Nagrania te w niewyjaśniony sposób zniknęły podczas rozprawy sądowej, a nadzorujący sprawę prokurator Rusłan Krawczenko odmawia wszelkich komentarzy na ten temat.

Sąd z kolei nie zareagował na ustne i pisemne zgłoszenia jednego z pokrzywdzonych o niedwuznacznej roli policji miasta Krasnoarmiejska (obecnie Pokrowsk), która według zeznań mężczyzny w grudniu 2014 r. zatrzymała go jako „dezertera”, pobiła i przekazała członkowi „Tornada” Mykycie Swyrydowskiemu, na którym ciąży teraz zarzut bezprawnego pozbawienia wolności.

Obrońcy usiłowali dyskredytować pokrzywdzonych i świadków, nazywając ich separatystami i alkoholikami, podkreślając, że niektórzy byli wcześniej karani, co miałoby podważać ważność ich zeznań. Niezależnie od tego adwokaci zarzucali oskarżeniu brak dowodów rzeczowych, np. paralizatora i telefonu polowego wykorzystywanych jako narzędzia tortur.

Wielu pokrzywdzonych w ogóle nie zgłosiło się do sądu – nie tylko z obawy przed zemstą, lecz przede wszystkim dlatego, że nie mają żadnego zaufania do ukraińskich organów ścigania, które nie potrafią należycie przeprowadzić śledztwa, zapewnić bezpieczeństwa pokrzywdzonym i doprowadzić do skazania winnych. Historie wybranych ofiar zostały przedstawione w dokumentalnym serialu „Przeżyć Tornado” wyemitowanym przez ukraińską telewizję jesienią 2016 r.

Wojna usprawiedliwia bezprawie?

„Tornado” rozwiązano w czerwcu 2015 r. na rozkaz szefa MSW Ukrainy Arsena Awakowa, który skomentował to w sposób następujący: „Ponoszę odpowiedzialność za tych ludzi – mam także obowiązek dzielić z nimi ciężar tych trudnych czasów. Bronić ich przed pomówieniami, wynagrodzić zasługi, pomóc im odnaleźć się w dalszym życiu”. Tornadowcy odmówili złożenia broni, tłumacząc to politycznym charakterem sfabrykowanych zarzutów. Twierdzą, że prawdziwym powodem aresztowania ich kolegów jest zatrzymanie przez członków batalionu transportu z węglem, który jechał z opanowanego przez rebeliantów Ałczewska na terytorium kontrolowane przez ukraińskie władze w miejscowości Switłanowo 16 czerwca 2015 r. Jednak chronologia przestępstw „Tornada” zaprzecza temu, aby powodem ścigania była ich nieprzekupność w handlu z separatystami – tornadowcy kilkakrotnie byli oskarżeni w innych postępowaniach. Po rozwiązaniu batalionu ok. 15 żołnierzy, którzy, jak ustalono, nie popełnili żadnych przestępstw, wcielono do pododdziału MSW „Myrotworec”, a 12 nadal jest poszukiwanych listami gończymi.
Rozprawa sądowa „Tornada” trwała prawie półtora roku. Z 12 oskarżonych ośmiu zostało skazanych na karę od ośmiu do 11 lat więzienia. Dowódcy Rusłanowi Oniszczence wymierzono karę 11 lat pozbawienia wolności, a jego zastępcy Mikołajowi Cukurowi – dziewięć i pół roku, Białorusin Daniił Liaszuk, zwany „Mudżachedinem” dostał 10 lat, czterech tornadowców – wyrok w zawieszeniu. Od początku konfliktu zbrojnego na wschodzie Ukrainy był to pierwszy proces grupy wojskowych z jednego pododdziału oskarżonych o bardzo ciężkie przestępstwa podczas operacji antyterrorystycznej, który zakończył się wydaniem wyroku.

Popełnienie zbrodni tornadowcy tłumaczą okolicznościami wojny, które ich zdaniem automatycznie unieważniają prawo pokoju i wszelkie ograniczenia. Według nich warunki operacji antyterrorystycznej zezwalają na użycie metod i środków niemieszczących się w żadnym porządku prawnym, których jedynym kryterium jest skuteczność. O obowiązującym podczas działań wojennych międzynarodowym prawie humanitarnym bojownicy, sądząc po ich zachowaniu i wypowiedziach, nic nie wiedzą.

Dwa i pół roku za cytaty z Lenina

Przypadek „Tornada” nie jest wyjątkiem na wschodzie Ukrainy. Pod koniec maja pod zarzutem morderstwa zatrzymano dwóch członków pułku gwardii narodowej „Azow”. Naczelny prokurator wojskowy Matios tłumaczył ich zachowanie stresem w warunkach wojny, podkreślając jednocześnie, że zasługi jednostki dla obrony Mariupola są niepodważalne, a dopuszczanie się przez jej żołnierzy przestępstw nie może zatrzeć niezaprzeczalnego bohaterstwa całej formacji.

Znaczna część społeczeństwa, jak również ukraińskich władz, nie tylko toleruje sposób funkcjonowania formacji w rodzaju „Tornada”, lecz nawet skrycie je pochwala. Uważa się, że ze względu na doznane krzywdy Ukraińcy nie muszą się czuć skrępowani żadnymi zasadami prawa czy normami moralnymi w egzekwowaniu swoich roszczeń od każdego, kogo uznają za wroga niepodległej Ukrainy. Wpisuje się to w smutną tradycję ukraińskich organizacji państwowych, poczynając od czasów kozackich, dla której charakterystyczna była niezdolność do kompromisu w obliczu przeważających sił nieprzyjaciela czy w ogóle do jakichś ustępstw.

Warto w tym miejscu zauważyć, że konsekwentnie, bez ustępstw i kompromisów, realizowana jest na Ukrainie ustawa o dekomunizacji. W maju student trzeciego roku Lwowskiego Uniwersytetu im. Iwana Franki został skazany na dwa i pół roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok za to, że „z premedytacją, w celach rozpowszechnienia w szerokim gronie odbiorców ideologii komunistycznej (…) dokonywał publikacji, w tym również na portalach społecznościowych, które (…) zawierają propagandę elementów ideologii komunistycznej”. Jako dowody w sprawie służyły m.in. „Kapitał” Karola Marksa, pięć flag z symbolami ZSRR oraz kilka cytatów z Lenina na profilu studenta na Facebooku.

Kolejnym przykładem jest sprawa 94-letniego Borysa Steklara, byłego pracownika służby bezpieczeństwa ZSRR, oskarżonego o zabójstwo malarza OUN i UPA Niła Chasewicza. Śledztwo zostało wszczęte z inicjatywy Narodowego Centrum Obrony Prawa – organizacji aktywistów z doświadczeniem w zakresie prawa. Jej przewodniczący oznajmił: „Jest to wyjątkowa sprawa. (…). Czyn Steklara, oficera KGB, nie ulega przedawnieniu. Zbrodnia po upływie lat pozostaje zbrodnią. Zabójstwo Chasewicza, walczącego o niepodległość, musi być zbadane i każdy, kto w nim uczestniczył, dostanie wyrok”. W 1952 r. Steklar kierował operacją, której celem było wytropienie i zlikwidowanie Chasewicza; sam rzucił granat do bunkra, gdzie wraz z innymi członkami OUN ukrywał się Chasewicz. Walczący o niepodległość Ukrainy malarz był autorem materiałów agitacyjnych: plakatów, kartek, ilustracji i karykatur, propagujących ideologię UPA. Według źródeł w okresie okupacji niemieckiej pełnił także funkcję sędziego pokoju, a w roku 1944 uczestniczył w egzekucjach Polaków i ocalałych Żydów. Za dokonane 65 lat temu zabójstwo kolaborującego z Niemcami malarza propagandzisty 94-letniemu weteranowi grozi dożywocie.

Tymczasem uważający się za pokrzywdzonych przez prawo ochotnicy ATO ogłaszają: „Skoro system niszczący państwo nie boi się narodu, ludzie, którzy przeszli przez piekło wojny, pokażą im, czym jest strach”. Zaznaczają, że wielu z nich wróciło z ATO, żeby walczyć z wrogiem wewnętrznym, o wiele niebezpieczniejszym od zewnętrznego.
Za wroga wewnętrznego uznano ukraińskiego dziennikarza Rusłana Kotsabę. Kotsaba był uczestnikiem rewolucji na Majdanie, aresztowano go w lutym 2015 r. pod zarzutem zdrady stanu, za publiczne wygłaszanie opinii o sytuacji na wschodzie Ukrainy. Twierdził on, że jako korespondent wojenny miał okazję się przekonać, jak w Donbasie rozgrywa się bratobójcza wojna domowa. W maju 2016 r. Kotsabę skazano na trzy i pół roku więzienia oraz konfiskatę majątku za „przeszkadzanie w działaniach wojennych Siłom Zbrojnym Ukrainy w wyjątkowej sytuacji”. W lipcu po złożeniu apelacji przez jego adwokatkę Tatianę Montian uznano go za niewinnego i uwolniono. Według słów Kotsaby było to ściśle związane z naciskiem ze strony przedstawicieli Europy – jeszcze w lutym 2016 r. Amnesty International wzywała władze Ukrainy do natychmiastowego uwolnienia dziennikarza. W maju Sąd Najwyższy Ukrainy uchylił uniewinnienie Kotsaby, a w jego sprawie na żądanie prokuratury ponownie wszczęto śledztwo.

Wydanie: 24/2017

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy