Uliczne wzmożenie radnego Kosiora

Uliczne wzmożenie radnego Kosiora

Prądnik Biało-Czerwony

Przy takich zagadkach drobiazgiem jest ulica Mrozowa. Nie do końca wiadomo, z czym jej nazwa kojarzy się krakowskim „odnowicielom”, ale chodzą słuchy, że z Pawką Morozowem. Choć pojawiały się domysły, że mogą to być skojarzenia z Dziadkiem Mrozem lub mrozem syberyjskim. Pewności nie ma, ale idąc tropem Pawki, należałoby zdekomunizować również ulicę Stalową (może się kojarzyć ze Stalinem) lub aleję Przyjaźni, bo kto wie, czy nie chodzi o taką przyjaźń, jakiej poświęcono niesłuszną obecnie ulicę Braterstwa Broni. Na razie radni aleję Przyjaźni zostawili w spokoju, ale co będzie dalej – nie wiadomo. Sejm wszak już przyjął ustawę o „zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej”, której celem jest całkowite wymazanie z polskiej przestrzeni publicznej historii innej niż bogoojczyźniana i wszystkiego, co świadczy o tym, że to nie „żołnierze wyklęci” zdobyli Berlin, i nie oni odbudowali Polskę.

Radny Kosior, który do tej pory niczym szczególnym się nie wyróżnił, teraz postanowił być awangardą zmian, a jego propozycja to przykład tego, jak „dekomunizacja” będzie przebiegać gdzie indziej i kto może paść jej ofiarą.

Można się pocieszać, że duch w narodzie nie ginie. Tak jak rozsądek i nieco wisielcze poczucie humoru. Krakowianie proponują m.in., żeby ulicę Czerwone Maki przemianować na Maki Wyklęte, a osiedla Prądnik Biały i Prądnik Czerwony połączyć w jeden, słuszny ideologicznie Prądnik Biało-Czerwony. Ja zaproponowałbym jeszcze przemianowanie ulicy Macieja Słomczyńskiego na brzmiącą z amerykańska ulicę Joego Aleksa.

Alowcy wymazani

Rzecz jednak w tym, że humor niczego nie zmieni. Reakcje krakowskich gazet pokazują, że historia już kilka lat temu przegrała z polityką historyczną. Bo jeśli pojawiają się jakieś wątpliwości (poza kosztami wymiany dokumentów), to dotyczą tego, czy wszyscy wymienieni na pewno byli powiązani z „komuną”. Jeśli byli, to w porządku, można ich wymazać. Niemal nikt poza Michałem Olszewskim z „Gazety Wyborczej” nie stanął w obronie żołnierzy AL. Sama przynależność do Armii Ludowej lub Gwardii Ludowej jest traktowana jako wystarczający powód, by człowieka usunąć z przestrzeni publicznej i – co za tym idzie – z narodowej pamięci historycznej. Chodzi w tym przecież nie o to, by wymienić kilkaset tabliczek oraz tysiące dowodów osobistych, ale o to, by zlikwidować wszystko, co może przypominać o osiągnięciach polskiej lewicy i licznych przecież pięknych kartach, które zapisała ona w historii naszego kraju.

Foto: Cancre, GFDL

Strony: 1 2

Wydanie: 17/2016

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. nana
    nana 26 kwietnia, 2016, 20:11

    “Gdyby na poważnie przyjąć kryteria, którymi kierował się krakowski radny PiS Bolesław Kosior, wyznaczając ulice do „dekomunizacji”,
    – jak można “dekomunizować” jeżeli nie było żadnego komunizmu? Dlaczego Polacy się godzą na takie postawienie sprawy? przecież oni jawnie niszczą dorobek naszego Narodu i opluwają naszą, chlubną przeszłość z czasów Polski Ludowej!

    “Powodem, dla którego radny Kosior tak bardzo nie lubi Słomczyńskiego, jest list w sprawie tzw. procesu krakowskiego podpisany w stalinowskich latach 50. Taki sam zarzut zaciążył na poecie Julianie Przybosiu, który walczył wprawdzie w wojnie polsko-bolszewickiej,”
    – Czy Polska jest prywatnym folwarkiem tegoż radnego Kosiora? Dlaczego jego sympatie i animozje miałyby być dla Polaków istotne?

    ” Taki sam zarzut zaciążył na poecie Julianie Przybosiu, który walczył wprawdzie w wojnie polsko-bolszewickiej,”
    – no właśnie, po co w tej wojnie walczył? I dlaczego Autor pisze “wprawdzie”? Za czasów Polski Ludowej Przyboś był znanym poetą i był wydawany “mimo” udziału w wojnie polsko – bolszewickiej. Czy więc chodzi o “dekomunizację” czy po prostu o zniszczenie śladów polskiej kultury?

    ” Walka w Legionach Polskich nie ocaliła też filozofa i malarza Leona Chwistka,”
    ” Bolesław Roja – oficer Legionów Polskich, generał w II RP, kawaler Virtuti Militari, zamordowany w Sachsenhausen. ”
    – czy oni są usuwani, bo mieli polskie życiorysy?

    ” Sama przynależność do Armii Ludowej lub Gwardii Ludowej jest traktowana jako wystarczający powód, by człowieka usunąć z przestrzeni publicznej i – co za tym idzie – z narodowej pamięci historycznej.”
    – jest “traktowana”???? co to znaczy “traktowana”?!? skąd nagle te nieodpowiedzialne osobniki mają tyle władzy? I dlaczego Polacy tak potulnie się na to zgadzają?

    Odpowiedź może być jedna: Polakom nie zależy na pielęgnowaniu pamięci o własnej historii i w Polsce może byle kto przestawiać Polaków po kątach, dyktować im co mają myśleć i co wolno im mówić. Widać Polakom to pasuje.

    Co do Krakowa, to szkoda, że Armia Czerwona za wszelką cenę chciała ochronić i ochroniła to miasto przed ruiną, poświęcając życie Bohaterskich Żołnierzy Armii Czerwonej w walkach wręcz o każdą ulicę bez zastosowania artylerii. Mogli wtedy obrócić wszystko w perzynę i dziś taki Kosior nie musiał by tak ciężko pracować, bo nic by tam nie było poza kupą gruzów. Polacy nie byli warci tej Ofiary Radzieckich Bohaterów. W ogóle to właśnie dlatego tak wielu Czerwonoarmistów zginęło w trakcie wyzwalania Polski, ponieważ by oszczędzić polską ludność cywilną w miastach Armia Czerwona nie prowadziła tam ostrzałów artyleryjskich.

    I pomyśleć, że za czasów Polski Ludowej I. sekretarz osobiście przybywał natychmiast, gdy obywatele byli z rządów ludowych niezadowoleni.

    Dzielenie ludzi na lewicę i prawicę to jakieś polityczne hokus pokus. Bowiem albo ktoś jest porządnym, uczciwym człowiekiem albo nim nie jest. Przekonania polityczne to tylko zasłona dymna dla osobników chorych na władzę.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. positive
    positive 27 kwietnia, 2016, 07:51

    To jest jakiś cyrk na kółkach. Zamiast zająć się poważnymi sprawami będą zmieniać połowę nazw ulic w Krakowie, ponieważ nie spodobały się radnemu PiS…

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy