Jak wybierano Belkę

Jak wybierano Belkę

Rząd uzyskał wotum zaufania… ale na trzy miesiące

Czwartkowe głosowanie o udzielenie wotum zaufania rządowi Marka Belki skończyło trzymiesięczny chaos na naszej scenie politycznej. – Przypuszczam, że w najbliższym czasie czeka nas względny spokój. Przede wszystkim dlatego, że zbliża się sezon wakacyjny, kiedy ludzie przestają się interesować życiem publicznym – przekonuje prof. Roman Bäcker z Instytutu Politologii na UMK. – Polityczna gorączka wróci jesienią. Tym bardziej że do tego czasu wyniki gospodarcze nie wpłyną na poprawę nastrojów społecznych.
Na uspokojenie nastrojów liczy także prof. Wojciech Łukowski z Uniwersytetu Warszawskiego. – Myślę, że Belka będzie zachowywał się bardzo ostrożnie – unikał tematów kontrowersyjnych dla opozycji i tych, którzy go poparli. W dużej mierze jego rządy będą polegały po prostu na administrowaniu, ale skupi się też na kilku problemach, np. na ustawie zdrowotnej – uważa prof. Łukowski.
Opozycja znalazła się w klinczu. Sukces rządu Belki jest dla nich większym zagrożeniem niż porażka. Z drugiej strony, im bardziej będą atakować na oślep, tym bardziej mogą tracić w oczach wyborców.
– Można powiedzieć, że sukces już jest, bo doszło do radykalnej zmiany jakościowej – do zmiany stylu rządzenia – ocenia prof. Łukowski.
Według politologów problemy mogą nastąpić na linii SLD-SdPl. Ich relacje będą trochę schizofreniczne. Jeśli SdPl – główny sprzymierzeniec rządu Belki – ma przetrwać, musi się odróżniać od SLD. A może to zrobić, tylko krytykując i wyraźnie odcinając się od Sojuszu. Pytanie więc, czy w październiku „borówki” będą jeszcze mogły poprzeć rząd, od którego chcą się odciąć.
Najpierw jednak musiał on dostać wotum zaufania Sejmu, a to prawie do czwartkowego głosowania nie było takie pewne.

Noc z 23 na 24 czerwca

Czy wszystko już jasne? W partyjnych sztabach trwa liczenie głosów. W lewo i w prawo. I wychodzi, że Marek Belka tym razem będzie miał większość. W zasadzie na pewno. Poprą go SLD, UP, Socjaldemokracja, klub Jagielińskiego i część posłów niezależnych, z których większość to byli posłowie Sojuszu. Większość na papierze jest, ale czy jest w rzeczywistości? W SLD i SdPl mamy mobilizację, ściąganie ludzi, nawet obłożnie chorych. Tak jak poseł Czesław Pogoda, który samodzielnie nie jest w stanie chodzić. Wacław Martyniuk, szef dyscypliny w klubie SLD, odhacza kolejne telefony.
Tak jest i w innych partiach. Każdy wie, że o wygranej Marka Belki zadecyduje kilka, kilkanaście głosów. Wystarczy więc, że któryś z klubów sobie odpuści i wynik głosowania może być inny.
Trwają ostatnie podchody.
14 maja Marka Belkę poparł Polski Blok Ludowy Mojzesowicza. Teraz doszło do dealu – Roman Giertych obiecał posłom Bloku czołowe miejsca na listach LPR. Mojzesowicz i jego grupa mają więc głosować przeciw.
Może wyłamią się i inni? Spojrzenia padają na nowych koalicjantów Belki, socjaldemokratów Marka Borowskiego i klub Romana Jagielińskiego.
Pierwsza sensacja – od Jagielińśkiego odchodzą Mariusz Łapiński i Tomasz Mamiński. Deklarują, że nie poprą Belki.
A SdPl?
– W zasadzie gdy Marek Belka przyjął nasze warunki, sprawa została zamknięta – tłumaczy nam Andrzej Celiński. – Sierpniowy termin wyborów byłby najgorszy z możliwych! Owszem, nie była to łatwa dla nas decyzja, zwłaszcza dla tych, którzy byli wcześniej mocno związani z SLD, a teraz, w terenie, są przez aparat Sojuszu w rozmaity sposób szykanowani. Tu napięcia są największe.
Inny rodzaj napięcia panuje w SLD. – Co wymyśli Giertych? Czy ma w zanadrzu jakiś kruczek, którym zerwałby obrady? Nad tym się zastanawiam – opowiada nam jeden z liderów Sojuszu, gdy pytamy go, dlaczego jeszcze nie śpi, chociaż zbliża się północ. Duch Lecha Falandysza dręczy tej nocy SLD. Bo konstytucja jest nieubłagana – Marek Belka musi zostać zatwierdzony do piątku, 25 czerwca. Jeżeli tak się nie stanie, prezydent musi rozpisać wybory.
Równie niespokojna jest ta noc dla Marka Belki. – Sypiam dobrze – odpowiada, pytany w czwartek, jak mu się spało. Tym razem pracował jeszcze nad ostatnią wersją exposé.

Sejm – 24 czerwca
Godzina 8.00
Trwa mobilizacja w klubie Samoobrony, której zależy na wcześniejszych wyborach. Na godzinę przed rozpoczęciem obrad 31 posłów Andrzeja Leppera biegnie na posiedzenie klubu. Biało-czerwone krawaty nie obowiązują, obowiązuje za to stuprocentowa frekwencja. – Wysoka cena skupu żywca sprawia, że chłopi mają teraz pieniądze. Hojniej mogą wesprzeć kampanię wyborczą – tłumaczą posłowie SLD. Po 13 czerwca do Samoobrony nie zapukali ani Belka, ani Janik. Z przewodniczącym skontaktował się za to Roman Giertych. Chciał, aby Samoobrona wyszła z sali podczas głosowania. Do tego samego namawiał też Platformę. Giertych chciał powtórzyć manewr z głosowania nad raportem Ziobry z Komisji Śledczej i zerwać kworum. W ten sposób uniemożliwiono by głosowanie.

Godzina 8.55
Pierwszy plan Giertycha nie wypalił. Nie udało mu się przekonać ugrupowań opozycyjnych do wyjścia z sali. Samoobrona – skłonna wcześniej do przyjęcia propozycji lidera LPR – wycofuje się. – Powiedzieliśmy Giertychowi, że jeśli się dogada z resztą opozycji, to się przyłączamy. Ale wszyscy się stawili, więc my też – mówi jeden z polityków Samoobrony.

Godzina 9.03
Marszałek Józef Oleksy otwiera posiedzenie. Na początku przyjęcie ślubowania ośmiorga nowych posłów, którzy zastąpili parlamentarzystów wybranych do Parlamentu Europejskiego. Potem premier przedstawia exposé. Przypomina główne zadania swojego rządu: zwalczanie biedy i bezrobocia, rozwiązanie najważniejszych problemów w ochronie zdrowia, uporządkowanie polityki prywatyzacyjnej. Dużo miejsca poświęca wydarzeniom w Brukseli i wyrażonej zgodzie na konstytucję europejską. Odpowiada na postulaty SdPl, od spełnienia których partia Marka Borowskiego uzależniała poparcie dla rządu. W sprawach społecznych zapowiada likwidację starego portfela, odstąpienie od nadzwyczajnej weryfikacji rent, a także odejście od dyskusji na temat zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Kiedy skończył, z miejsca zrywa się Roman Giertych. Ku oburzeniu jednych i wesołości drugich domaga się przesunięcia posiedzenia do piątku, do północy. Na sali wrze. Gdyby wniosek Giertycha przeszedł, rządu by nie było, bo właśnie wtedy mija konstytucyjny termin powołania nowego gabinetu. Belka padłby, zanim doszłoby do głosowania.
Ale Oleksy jest tym razem pewny siebie. Szarża Giertycha go nie zaskoczyła. Patrzy na salę. Lewica jest niemal w komplecie. Prawica dopiero się zbiera. Oleksy przejmuje więc inicjatywę i zarządza głosowanie nad wnioskiem Giertycha. Wśród posłów opozycji popłoch. Kilku biegnie do mównicy, aby zabrać głos, ale Oleksy hamuje ich, powtarzając, że nie czas na debatę. Jarosław Kaczyński ignoruje słowa marszałka i bez udzielenia mu głosu prosi w imieniu klubu PiS o 10 minut przerwy. Jako powód podaje, że nie wszyscy mają karty do głosowania. Tak naprawdę jednak dałoby to czas na ściągnięcie tych, którzy na obrady nie przyszli. Wreszcie posłowie głosują. Dochodzi do pierwszej porażki opozycji. Rzut oka na wydruk głosowań wyjaśnia ostatnie wątpliwości. Za wnioskiem Giertycha jest tylko 93 posłów, przeciw 294, trzech się wstrzymało.

Godzina 9.40
Jeżeli Belka ma większość i nic się tu nie ugra, trzeba zmienić taktykę. W klubach pospiesznie przeredagowywane są przygotowane wystąpienia. Teraz posłowie będą mówić już nie do innych posłów, ale do widzów przed telewizorami. Rozpoczyna się debata na temat exposé premiera.
– Brak stabilnego rządu i zdanie się na nowe wybory w sierpniu to prawie pewne kłopoty. To brak możności dopilnowania polskich interesów w UE, to niewykorzystanie atutów ożywienia gospodarczego – mówi Krzysztof Janik, lider SLD. Przypomina sukcesy rządu. – Jest kompromis brukselski, a gospodarka polska przesiadła się do ekspresu. W pierwszym kwartale – 6,9% wzrostu PKB.
Po nim głos ma Zyta Gilowska z PO. Wiadomo, że Platforma nie udzieli Belce wsparcia. – Janik zadzwonił do Rokity i chciał się umówić na spotkanie. Ale Rokita powiedział mu, że jest to możliwe pod dwoma warunkami: Belka przedstawi dokładny plan naprawy państwa i zagwarantuje nam, że ma większość w Sejmie. Na tym kontakt się urwał – opowiada działacz PO.
Gilowska atakuje więc na całego: że Belka poniósł w Brukseli porażkę, że biegał po piętrach i ustępował we wszystkim. 10-minutowe wystąpienie Gilowskiej co i raz przerywa poseł Ryszard Zbrzyzny (SLD), komentując napastliwe słowa posłanki. Kiedy Gilowska schodzi z mównicy, jego partyjny kolega, Stanisław Kurpiewski, nie może się powstrzymać: – Wstyd, pani profesor, wstyd. Inni politycy SLD złośliwie się uśmiechają. – Platforma wpadła w pułapkę – tłumaczy później Krzysztof Janik, pytany, dlaczego był taki zadowolony. – Oni w sprawach Europy idą niemal ramię w ramię z Giertychem. Tego swojemu elektoratowi nie wytłumaczą – mówi.
Liderzy lewicy mają więc to, na co czekali: Belka był za Brukselę chwalony i przez media, i przez abp. Życińskiego. On to wygrał, więc podział na Europejczyków i antyeuropejczyków jest dla nich wygodny i topi partię Rokity.
Na mównicę wbiega lider PiS, Jarosław Kaczyński. Mówi dużo, ale nie daje żadnych merytorycznych argumentów przeciwko rządowi. Powtarza tylko w kółko, że „celem tego rządu jest obrona polskiego postkomunizmu”.

Godzina 10.25
Na mównicę wchodzi Waldemar Pawlak. Zarzeka się, że PSL rządu nie poprze. Rozmowy między nim a Janikiem nic nie dały, bo SLD nie mógł oddać ludowcom kluczowego dla nich Ministerstwa Rolnictwa, no i MSWiA. Ale podczas gdy Pawlak przemawiał na sejmowej mównicy, w kuluarach powtarzano, że w jego klubie nie będzie stuprocentowej frekwencji. Nie to, że chłopom podoba się nowy gabinet, ale nie palą się do wyborów. – Wybory do PE mocno zamieszały w PSL. Do gry ostro wraca Pawlak, ale nie ma jeszcze wystarczająco silnej pozycji. 45 dni to dla niego za mało – powtarza się w sejmowych kuluarach.

Godzina 10.40
Kiedy do głosu dochodzi Marek Borowski, lider SdPl, sala milknie. Wprawdzie SLD miał zapewnienia o poparciu „borówek”, ale do samego końca nie byli go pewni. Borowski rozwiewa jednak wszelkie wątpliwości. – Są ugrupowania, które przebierają nogami do wyborów w sierpniu, bo sprawdziły, że przy niskiej frekwencji mogą uzyskać lepszy wynik. Myślę jednak, że niekoniecznie trzeba robić im ten prezent.

Godzina 11.30
Roman Jagieliński, szef FKP, przekonuje, że nawet ci, którzy oficjalnie chcą wyborów, po cichu liczą, że ich nie będzie. I popiera Belkę. – Za co? – syczy jeden z posłów LPR. – Jagieliński nie ma już kart przetargowych. Weźmiemy jego głosy, ale nic nie dostanie – mówi jeden z polityków Sojuszu.
Jagielińskiego szczęście ostatnio opuściło. Niepowodzeniem skończyła się próba podczepienia się pod silną w sondażach Samoobronę. Szef FKP w maju podpisał umowę programową z liderem Samoobrony, ale stosunki obu ugrupowań szybko się ochłodziły. Samoobrona chętnie przejęłaby zwolenników Jagielińskiego, bo wśród nich są przede wszystkim bogaci właściciele ogromnych gospodarstw rolnych i firm przetwórstwa rolnego. Jagieliński nie był przekonany, czy Lepper umieści go na listach wyborczych. Bardziej pewny wydał mu się sojusz z SLD, z którego już raz startował do parlamentu. – Kiedy Jagieliński wydał oświadczenie, że jego klub poprze rząd Belki, Lepper uznał porozumienie za zerwane – mówią w Samoobronie.
Od Jagielińskiego odwróciło się także dwóch posłów z jego klubu – Łapiński i Mamiński – którzy nie chcieli poprzeć gabinetu Belki.
Na mównicę wychodzi kolejny poseł, który zdecydował się poprzeć Belkę. Artur Balazs (koło SKL) bije w opozycję: – Źle by się stało, gdyby syndrom posłów dietetycznych został zastąpiony syndromem polityków, którzy się boją, że Belce się powiedzie.
– Balazs ma głosować za. Na spotkaniu z Belką obiecał mu poparcie. Ale nie uzgodnił tego z nami. Teraz Balazs nie może i nie chce się wycofać, bo ma swoje osobiste interesy – komentuje jeden z SKL-owców.

Godzina 12.50
Roman Giertych wpada na kolejny pomysł odwleczenia głosowania. Zgodnie z procedurą po wystąpieniach klubowych i kół poselskich jest czas przeznaczony na zadawanie pytań. Każdy poseł z klubu LPR dostaje polecenie zadania przynajmniej jednego pytania. Mamy więc festiwal wydumanych pytań: jak premier Belka wpłynie na wzrost liczby urodzeń w Polsce, co z opłacalnością uprawy wikliny.
Przychodzi czas na kuluarową wymianę zdań. – Wyborów nie będzie w sierpniu i całe szczęście – analizuje Andrzej Celiński. – A kiedy będą? Ich termin trzeba tak ustalić, żeby LPR zdobyła jak najmniej głosów. Bo tak naprawdę w Polsce mamy spór między modernizacją a zaściankowością. Rozczarowaniem jest dla mnie PO i jej stanowisko w sprawie konstytucji europejskiej. Moim zdaniem, Platforma przeżywa kryzys przywództwa. Rokita jest płytki i wpatrzony w siebie, a Gilowska stara się być frywolna, ale jej przemówienie nie było ani mądre, ani dowcipne.

Godzina 13.30
90 posłów i trzy godziny pytań zanudzają nie tylko dziennikarzy, lecz także samych polityków. Z sali wychodzą kolejni posłowie. Za Janem Rokitą rusza tłum dziennikarzy. Odprawia ich i zamyka się w pokoju. Po kilkunastu minutach wraca do dziennikarskiego stolika. Już przygotowany, udziela wywiadów.
Na sali zostali głównie ci, którzy czekają w kolejce do zabrania głosu i Renata Beger flirtująca z ministrem rolnictwa, Wojciechem Olejniczakiem. Tymczasem sejmowa restauracja zapełnia się posłami. Przy jednym stoliku siedzą profesorowie Zyta Gilowska i Jerzy Hausner, przy drugim – Zbigniew Kuźmiuk (PSL) z Jarosławem Kaczyńskim.
Przy stolikach trwa partyzancka wojna na plotki. – Pękły dwie posłanki. Jedna ma męża z ośmioma sprawami w sądzie i myśli, że jak poprze rząd, to coś jej to da. Drugiej złapali syna na handlu narkotykami. Teraz też ma głosować za Belką.
Jeden z posłów dzieli się z dziennikarzami wieścią, że do walki o poparcie dla premiera Belki włączyła się nawet… Kancelaria Sejmu. – Wszyscy posłowie dostali pismo, że jeśli obecna kadencja zostanie skrócona, to parlamentarzyści nie otrzymają odpraw, bo takiej pozycji nie ma w tegorocznym budżecie kancelarii – opowiada.
Posłanka Dorota Kwaśniewska (niezrzeszona) oburzona opowiada, że Giertych chciał ją przekupić, oferując miejsce na liście.

Godzina 15.55
Marek Belka powoli kończy odpowiadać na pytania. Sala obrad znów się zapełnia. Prezydent Aleksander Kwaśniewski zajmuje honorowe miejsce. Wita go marszałek Oleksy. Posłowie lewicy wstają z miejsc. Prawa strona siedzi.
Na galerię dla obserwatorów przychodzą europosłowie, byli parlamentarzyści z PSL – Janusz Wojciechowski i Zdzisław Podkański. To dla nich wyraźnie nowa sytuacja. Kłopoty z dotarciem ma poseł niezrzeszony – wcześniej w SLD – Mieczysław Czerniawski, ale w ostatniej chwili wpada na salę. Wszyscy zastanawiają się, dlaczego nie pojawiła się posłanka Sojuszu, Ewa Janik.
Napięcie znów rośnie. Posłowie zamiast słuchać Belki, rozmawiają. Marszałek Oleksy, wyraźnie rozluźniony, stara się ich uciszyć, ale premier spokojnie mówi, że jest do tego przyzwyczajony, bo staje przed Sejmem drugi raz.

16.10
Oleksy zarządza przerwę do 16.30. Wtedy ma się odbyć głosowanie. Zrywa się poseł Marek Jurek i zdenerwowany mówi, że większość klubów wysłała do posłów zawiadomienia, że głosowanie będzie o 17. Padają zarzuty o manipulowanie frekwencją. Wreszcie marszałek daje się przekonać i ogłasza przerwę do godziny 17.

17.01
Tym razem wszystko idzie sprawnie. Głosowanie. Mamy wakacje czy nie mamy? – padają pytania w loży dziennikarskiej, w której zabrakło nawet miejsc stojących. 236 za, 215 przeciw, wstrzymał się jeden. Dziennikarze mają wakacje. Na sali sejmowej po prawej stronie pełne rozczarowania milczenie. Po lewej – burza oklasków.

17.05
Pierwsze głosowanie nowego rządu i wymowny prztyczek w nos. Sejm – głosami SdPl – odrzuca informację rządu o sytuacji w PKP. – Niech SLD nie myśli, że ma u nas abonament poparcia – ostrzega po wyjściu z sali jeden z liderów SdPl, Tomasz Nałęcz. – Nasze stosunki z SLD będą takie same jak do tej pory, tzn. jak małżonków po kulturalnym rozwodzie – zapowiada.
– Nie boicie się, że SLD was wykorzysta, a potem kopnie? – pyta jeden z dziennikarzy. – Nie zbliżymy się do nich na odległość kopnięcia – odpowiada Nałęcz. – Myślę, że wybory i tak będą na jesieni. Oczekujemy od SLD pewnej postawy, ale tygrysa nie nauczy się jeść trawy.
Te uwagi kwaśno przyjmują politycy SLD. – Dlaczego SdPl poparła Belkę? Bo zorientowali się, jak bardzo są słabi – mówią niektórzy posłowie Sojuszu, podczas gdy jego lider, Krzysztof Janik, odbiera gratulacje. Bo ten wynik to także jego sukces.

17.25
– Powstanie tego rządu to dobra wiadomość dla Polski – komentuje zadowolony Aleksander Kwaśniewski. Kiedy wybory? – zagadują dziennikarze – Jeśli rząd będzie pracował źle, jeśli w każdej sprawie natrafi na opór Sejmu, będziemy mieli szybkie wybory. Ale nie przewiduję, by w październiku rząd był skazany na porażkę.
Prezydent zaprzecza, że powstanie rządu to rychła zapowiedź zjednoczenia lewicy. – Wierzę, że lewica może stworzyć koalicję programową. Dzisiejsza sytuacja to dobry krok, by zaczął się dialog na lewicy. Nie wiem, jak to wszystko się skończy, wiem, że dobrze się zaczyna – kończy prezydent.

17.55
Pod sejmowym pokojem prezydenta czekają dziennikarze i fotoreporterzy. Premier Belka, miast świętować zwycięstwo, odbywa pierwsze rozmowy. Wraz z Aleksandrem Kwaśniewskim i ministrami obrony oraz spraw zagranicznych omawiają sytuację w Iraku.

19.10
Z gmachu Sejmu wychodzą ostatni politycy.

23.00
Na Wiejskiej gasną światła.


Co powinien zrobić Marek Belka, aby osiągnąć sukces?

Waldemar Pawlak, przewodniczący klubu parlamentarnego PSL
Gdybym wiedział, co powinien zrobić, pewnie do tej pory byłbym jeszcze premierem. Jednak mówiąc serio, prof. Belka wykazał się w wyciskaniu z najuboższych, a był bezradny wobec możnych. Przy poparciu Marka Borowskiego proporcje się odwróciły. Pytanie, czy ten rząd będzie zdolny zmienić mentalność na bardziej prospołeczną, a nie tylko liberalną. Na pewno rozwojowi nie będą służyć restrykcyjne oszczędności dokonywane na najuboższych.

Andrzej Celiński, poseł SdPl
Pokazać, że rząd polski organizuje pracę i kontroluje obszar państwa według hierarchii ważności spraw, tj. przed partykularnym interesem jakiegoś ugrupowania, zgodnie z interesem Polski, przed interesami poszczególnych polityków. To bardzo łatwe zadanie w sytuacji tego rządu, przy tej dekompozycji i kompromitacji sensu sprawowania władzy przez SLD. Chodzi o to, że na skutek rozkładu sympatii politycznych nie ma żadnej szansy, aby ktokolwiek mógł przeszkodzić nowemu rządowi w jego decyzjach administracyjnych. Ani prezydent, ani SLD, ani opozycja. Co innego w działaniu ustawodawczym. Tu rząd nie zrobi prawie nic, zresztą lepszy czas na reformy prawa jest w pierwszym i drugim roku kadencji parlamentu, a nie w trzecim czy czwartym.
Rząd Belki to taki refleks nadziei dla Polaków – złożony z porządnych ludzi, skoncentruje się na sprawach kraju dla wspólnego dobra. Jego decyzje będą miały także wagę symboliczną, mogą dotyczyć funkcjonowania państwa, np. odpartyjnienia rad nadzorczych spółek skarbu państwa. Trzeba więc zwołać zgromadzenia akcjonariuszy i wynaleźć dobrych kandydatów na miejsce przedstawicieli młodzieżówki SLD lub osób wytypowanych przez baronów wojewódzkich. Myślę tu również o decyzjach związanych z ustawą regulującą funkcjonowanie publicznej opieki zdrowotnej. Tu wielkich sukcesów nie oczekuję, ale należałoby zebrać przywódców opozycji lub wytypowanych przez nich rzeczników spraw zdrowotnych, dać swoich i spotkać się z obecnym ministrem finansów, ministrem zdrowia, i ustalić jakieś prowizorium, które zaakceptowałyby wszystkie siły polityczne. Ustalić zasady, na jakie można się zgodzić, aby służba zdrowia dotrwała do 1 stycznia, bo rzeczywistą reformę służby zdrowia przeprowadzi się później. Trzeba się koncentrować na przyjęciu wszystkich instrumentów koniecznych w Unii Europejskiej, zwłaszcza w części gospodarczej. Jest szansa na modernizację aparatu wytwórczego polskiej wsi, zwłaszcza że UE otwiera się na polski rynek, daje szansę polskiemu rolnictwu i należy to wykorzystać do najszybszej modernizacji wysokotowarowych gospodarstw rolnych. Rząd Belki to nowa szansa w świadomości społecznej. Tego też nie wolno ignorować, ale sprawnie wykorzystać.

Jerzy Głuszyński, dyrektor Instytutu Badania Opinii i Rynku Pentor
Rząd powinien starać się być najbardziej nietypowym rządem i wykorzystać tę nietypowość w zależności od sytuacji i koniunktury. Owa nienormalność polega na tym, że wbrew temu, co się sądzi, nie ma on silnego poparcia. W sumie poparły go partie, które same są słabe, więc niewiele mogą wymagać od rządu, muszą go popierać, bo kiedy upadnie, będzie jeszcze gorzej. Ten rząd ma luz jak mało który. Konstytucja jest taka, że premiera trudno się powołuje, ale jeszcze trudniej odwołuje. Dodatkowo ten rząd ma atuty np. w tak ważnym obszarze jak komunikacja ze społeczeństwem, a nie z politykami. Tutaj Marek Belka ma szansę. Może podchodzić do polityki w sposób racjonalny, za bardzo się nie przejmować. Ten rząd powinien mieć luksus w działaniu, jeżeli nie będzie miał ambicji budowania elektoratu partii, jeżeli będzie tylko pracować dla historii, jak kiedyś rząd Grabskiego. Przez kilka czy kilkanaście miesięcy wiele się nie zrobi. Ale władza dla ludzi, a nie dla partii zmieni wizerunek władzy w społeczeństwie. Potencjalnie szanse są niebywałe. Jeśli uda się coś zrobić, to rząd może pracować dość długo i później być pozytywnie wspominany.

Krzysztof Janik, przewodniczący SLD
Powinien robić wszystko z myślą, że ten czas jest bardzo trudny i nie ma powodów do żadnych ruchów doraźnych. Trzeba działać w sposób przemyślany, prowadzić politykę, która zmieni wizerunek rządu, a więc być aktywniejszym społecznie i jaśniej wykładać swoje zamiary. Trzeba stworzyć jakiś plan działania, przynajmniej do kwietnia przyszłego roku.

Prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog
Może zrobić bardzo niewiele, ponieważ ciągle jest rządem mniejszościowym, przy dwuznacznym stanowisku partii Borowskiego. Takim rządem pozostanie przez rok, gdyż niskie notowania partii popierających będą osłabiały jego pozycję i utrudniały konsekwentną europeizację państwa.
Należy wyciągnąć wnioski z tego, co przyjęto w obecnej wersji konstytucji europejskiej, a więc utworzyć w administracji państwowej ciągi stanowisk odpowiadających obowiązującym standardom i podporządkowanych poszczególnym procedurom. Na razie negocjujący poszczególne procedury, np. standardy funduszy emerytalnych lub wykorzystanie środków publicznych są pozostawieni sami sobie, a powinni być zewnętrznym interfejsem państwa. Ludzie ci nie wiedzą, jakie są warunki brzegowe naszego stanowiska w poszczególnych procedurach, nie mają możliwości kontroli, są samotni, bez zaplecza eksperckiego, nie wiedzą, jak połączyć unijne wizje w sposób odpowiadający naszym interesom. Konieczne są profesjonalizacja samorządów, przebudowanie marnotrawnych struktur, z powiatami na czele, reforma finansów publicznych. Na to rząd jest za słaby, co odnosi się również do radykalnego uporządkowania sprawy offsetu i zakupów dla naszego wojska, zwłaszcza że istnieje podejrzenie pewnych zachowań korupcyjnych.
Chodzi wreszcie o kontynuowanie dobrych doświadczeń zebranych przez ministra Olejniczaka, któremu udało się to, że 80% rolników złożyło wnioski o dopłaty. Powinien jeszcze próbować stworzyć na terenach wiejskich struktury, podmioty zagospodarowania pieniędzy z funduszy strukturalnych. Z kolei minister Socha zapowiedział wielkie prywatyzacje przez giełdę, co może stworzyć nowe możliwości dla funduszy emerytalnych, lecz także przynieść silne starcie z układem oligarchicznym i układami międzynarodowymi, gdzie są inne interesy. Pytanie, czy rząd Belki będzie miał wystarczająco dużo siły, by nie iść na rękę wszystkim tym układom, łącznie z układem prezydenckim, ale konsekwentnie realizować założone cele.

Prof. Janusz Reykowski, psycholog społeczny, PAN
Mam dla gabinetu Marka Belki jedno ostrzeżenie. Fakt, że rządy w Polsce sprawują przez cały czas przedstawiciele klas średnich lub dobrze sytuowanych, sprawia, że spoglądają one na sytuację warstw upośledzonych w określony sposób. Skłonne są twierdzić, że te warstwy przejawiają nieuzasadnioną roszczeniowość i nie doceniają wielkich osiągnięć transformacji. Choć wiele dobrego można powiedzieć o osiągnięciach transformacji, złe jest lekceważenie tak wielkiej rzeszy ludzi, którzy znaleźli się w sytuacji upośledzenia. To może być nawet zagrożeniem dla ładu demokratycznego w Polsce. Lokowanie tego zagrożenia tylko w obrębie pewnych formacji politycznych jest mieszaniem skutków z przyczynami. Głównym ostrzeżeniem dla tego rządu jest, aby nie popełniać błędów poprzedników i nie lekceważyć sytuacji tych warstw. Realizując jeden zbożny cel, dalszy rozwój ekonomiczny, nie zapominać o innym zbożnym celu – przełożenia tego rozwoju na sytuację grup społecznych, które na transformacji skorzystały niewiele lub wcale.

Józef Pinior, eurodeputowany SdPl
Rząd powinien skutecznie rządzić, tj. wprowadzić w życie ustawy niezbędne dla funkcjonowania całego społeczeństwa, w tym zwłaszcza dotyczące finansowania służby zdrowia. To pierwszy i podstawowy problem. Jeśli sobie z tym poradzimy, rząd ma już 80% sukcesu. Nie dał sobie rady rząd AWS, który doprowadził do tego kryzysu, ani rząd SLD, więc załagodzenie tego problemu natychmiast przełoży się na nastroje społeczne, bo to będzie zauważalne. Prócz tego rząd powinien być skuteczny w sferze europejskiej, ponieważ tutaj otwiera się przed nami wiele możliwości. Fundusze europejskie dają spore szanse, można zdyscyplinować administrację, zmobilizować samorząd. Wykorzystanie większości funduszy europejskich też będzie zauważalne, np. na polskiej wsi po zadziałaniu dopłat dla rolników natychmiast poprawią się nastroje. Trzecim problemem, być może najważniejszym, jest udowodnienie, iż gabinet premiera Belki nie jest rządem kolesiów. Należy pokazać, że obowiązuje w nim kryterium fachowości i uczciwości. Taki sygnał powinien płynąć także od poszczególnych ministrów. Ważne dla skutecznego działania i korzystnego wizerunku rządu jest likwidowanie wszelkich afer w zarodku. Koniec republiki kolesiów powinien być natychmiast odnotowany w społeczeństwie i uzyskać akceptację.

Prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny
Ten rząd nie ma specjalnie długiego pasa startowego, by przeforsować nowe ustawy umacniające reformę finansów państwa – i państwa w ogóle – ale sądzę, że nie będzie ubijać koteryjnych interesów, a to już bardzo dużo. Sprawna administracja przywróci Polakom wiarę w uczciwych polityków, zwłaszcza polityków ekonomów. Cieszę się, ale moja radość nie jest wybuchowa. Po pierwszym odrzuceniu przez Sejm tej kandydatury mówiłem już, że ten rząd powstanie i powstał. Mam ogromną satysfakcję, że pozostał w nim Jerzy Hausner. Nie jest moim kolegą, reprezentuje inny zawód, ale to naprawdę diament w tym gronie. To nie tylko sama pracowitość, on wie, o co chodzi. Ważne, by miał to, co mu się należało także w rządzie Millera – polityczny parasol ochronny.

Bronisław Tumiłowicz

Wydanie: 27/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy