W korytarzu

W korytarzu

Jeżdżę po Polsce i nigdzie nie spotykam zwolenników PiS, za to wszędzie ludzi tą partią przerażonych. Wnoszę, że poruszam się jakimś korytarzem, a „tamci” innym, nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć. Zdumiewające. Tylko w korytarzu pociągu TLK słyszę, jak dwóch krzykliwych osobników rozważa ochrypłymi głosami, jak to Europę zjedzą muzułmanie, którzy nie mają nic kultury. Potem idą do toalety, zamykają się tam obaj i palą papierosy, a popiół strącają do umywalki.

Nowa Sól była po roku 1990 w upadku, zdechły zakłady pracy. A teraz się podniosła. Słabością tego miasta jest ruchliwa ulica, która przecina centrum na pół. Powinno się stamtąd wyrzucić samochody i zrobić deptak. Usunięcie pojazdów z centrum, plus jakaś oprawa estetyczna, daje od razu miastu duszę. Dużo ludzi na spotkaniu w bibliotece, stary, zadbany budynek, wokół piękny park. Mam wykład o Leśmianie. Ten rok miał być rokiem Leśmiana, ale nic z tego, poeta okazał się za mało patriotyczny jak na potrzeby nowego Ministerstwa Kultury.

Po latach wróciłem do poezji Leśmiana. Dla mnie to największy polski poeta XX w. W 1971 r. wycinano mi migdałki, na szpitalnym korytarzu spotkałem znanego poetę Adama Ważyka („Poemat dla dorosłych”). Siedział na krzesełku podobny do Leśmiana, maleńki skrzacik. Powiedziałem mu, że piszę pracę magisterską o Leśmianie, on, tracąc oddech – chorował na płuca – zapytał: „Czy nie robi się panu tak duszno, jak pan go czyta?”. Nie rozumiałem go wtedy, teraz rozumiem. Ktoś ze znajomych Leśmiana powiedział mu: „W każdym wierszu powinien być jakiś rodzynek, a pana wiersze składają się z samych rodzynków”. Tak, ale to są genialne wady genialnego poety. Dramat poetów z Leśmianem polega na tym, że on zniechęca ich do pisania wierszy – na jego tle każdy jest żałośnie niewystarczający.

Franciszek Fiszer nie napisał literackiego słowa, tylko gadał – i wygadał masę świetnych powiedzeń. Był wielki i gruby, Leśmian znikomy, a trzymali się razem, co wyglądało groteskowo. Fiszer powiedział kiedyś: „Zajechała pusta dorożka i wysiadł z niej Leśmian”. Trudno o lepsze określenie Leśmiana i jego poezji. Poeta zmarł w roku 1937, szczęśliwie, inaczej zginąłby w getcie. Nie starczyło dla niego miejsca w alei zasłużonych. Uderza polskość jego sztuki, mimo żydowskiego pochodzenia, a może właśnie dlatego. Te motywy ludowe, talent do tworzenia nowych słów, które nie brzmią sztucznie, i gra językiem tak naturalna, jakby rymem i rytmem oddychał. Chyba tylko Mickiewicz tak potrafił. Słonimski powiedział o Tuwimie, że „tak wgryzł się w polski język, że przegryzł się na drugą stronę”. To jeszcze bardziej pasuje do Leśmiana. Po tamtej stronie poeta znalazł swoje zaświaty, czas widziany od spodu.

Potem w Głogowie – zwiedzanie miasta z dyrektorką biblioteki. Żywa jak srebro, serdeczna jak serce. Tacy ludzie przywracają mi wiarę w Polskę. Opowiada o posiedzeniach rady miejskiej. Wszędzie to samo, ludzie PiS zajadli i niekompetentni.

Miasto było zupełnie zniszczone przez wojnę. Starą część odbudowano w latach 80. i 90. Okropnie. Tamten czas był fatalny w architekturze, nie tylko w Polsce. Wygląda to nowe „stare miasto” jak maska, która udaje twarz. Jest w tym coś szpetnie nienaturalnego. Ale to, co wzniesiono w tym rejonie po roku 2000, już jest ładne. Wychodzę z hotelu, by coś kupić w pobliskiej Żabce. Widzę stertę gazet, najwięcej „Warszawskiej Gazety”. Kupuję to prawicowe pisemko. Bardzo sympatyczne. Tytuł na pierwszej stronie krzyczy: „Andrzej Duda ma rację. Pochodzenie ma znaczenie”, inny tytuł: „Żydowskie świadectwa”. Wstyd, że coś takiego ma ogólnopolski kolportaż. Tak się jednak namnożyło teraz wstydów, że ten ginie w tłoku.

Dowiaduję się o różnych nadużyciach PO z czasów, gdy rządziła. Nie są one małe, ale maleją przy tym, co teraz robi PiS. I to prawda, błędy polityków PO skłoniły wyborców, by podjęli złą decyzję. Są więc współwinni. Ale nie czas na tym się skupiać, czas gasić pożar. I trzeba pamiętać, że po PiS nie ma powrotu do dawnych obyczajów. Już należy tworzyć opowieść o przyszłości, a nie tylko reagować panicznie na to, co PiS robi. Rozumiem, że PiS tak zręcznie gra na polskich słabościach i lękach, że trudno z nim się ścigać. Dlatego Platforma ściga się w populizmie z prawicą, też w sprawie uchodźców. Schetyna robi to jednak bez wyczucia. Już rozumiem Tuska, że go odsunął i wytarmosił. A polskie „gość w dom, Bóg w dom” brzmi teraz ironicznie. Ani gościa, ani Boga nie ma w naszym domu. Premier Szydło oświadcza swoim głosikiem, że Polska nie przyjmie garstki uchodźców. Polska ma swoją dumę i ta zasrana Europa nie będzie nam narzucać jakichś obcych. Zastanawiałem się nieraz, na czym polega fenomen głosu pani premier. Chyba już wiem – to ciągłe zawodzenie pod kontrolą.

Wydanie: 21/2017

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy