Walcząca z gniewem

Walcząca z gniewem

Rozmowa z Katarzyną Nosowską, wokalistką, duszą i sercem grupy Hey

Kiedy piszę: „dom to nie miejsce, lecz stan”, naprawdę w to wierzę

– Fani dobrej piosenki z tekstem smakują wciąż twój album „Osiecka”. Odnoszę wrażenie, że symbioza dusz w tym przypadku wydała owoc w postaci tekstów do albumu „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”.
– Rzeczywiście, tak intensywne obcowanie z twórczością bodaj najlepszej polskiej tekściarki zobowiązuje. Poprzeczka automatycznie zostaje umieszczona wyżej. To bardzo mobilizujące.

– Trudno pisać teksty czy wiersze, wiedząc, że prawie wszystko już zostało powiedziane. Pozostają tylko odcienie?
– Świadomie dokonałam wyboru polegającego na penetrowaniu tematów związanych z tym, co skrywa cielesna powłoka. Faktycznie po tylu latach pisanie sprowadza się do rozpaczliwych prób ujęcia…

– Zdecydowanie uciekasz w swoich tekstach od publicystyki, komentarzy szarości, która nas otacza. Z całym tym tuwimowskim „chamstwem na wyżynach władzy”. Czy to oznacza, że nic cię nie denerwuje ani nie wkurza?
– Denerwuje mnie wiele rzeczy. Poświęcam dużo czasu na walkę z gniewem, który czasem mnie opanowuje. To jedna z wyjątkowo destrukcyjnych emocji.

– W piosenkach z nowej płyty każdy słuchacz znajdzie jakąś cząstkę siebie. Dlaczego boimy się miłości, ciepła i pozytywnych relacji, choć każdy o tym marzy? Czy ty sama odnalazłaś receptę na udany związek i rozpisanie siebie w życiu?
– Boimy się, ponieważ przeczuwamy trudność, która się pojawi z całą pewnością, gdy zdecydujemy się wejść w prawdziwie głęboką relację z drugim człowiekiem. Zagrożone jest głównie nasze ego, przyzwyczajone do sprawowania władzy, a które musi oddać tron w obliczu miłości, która jest dawaniem. Dla mnie miłość to wyzwanie, które warto podjąć, które przepięknie rozwija.

– Stąd tytuł płyty „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”? Nieco przewrotnie…
– Tytuł musi być. Nie trzeba do tytułu dorabiać rozbudowanej ideologii.

– Mnóstwo emocji, z których wyziera smutek. Czasem rezygnacja. Dlaczego?
– Czekam na moment, w którym będę w stanie zmierzyć się z materią pisania w oparciu o szczęśliwą odsłonę egzystencji. Obecnie jest to niemożliwe, ponieważ to zadanie dla najwybitniejszych mistrzów pióra. Ja szczęśliwe momenty po prostu przeżywam, a opisuję te przykre. Ta płyta „MURP” stwarza możliwość, by rozliczyć się z emocjami, przyjrzeć im bardziej wnikliwie i spróbować je z siebie zrzucić.

– Czy gwiazdy sceny powinny zabierać głos w sprawach społecznych lub politycznych? Od wielu lat młode pokolenia Polaków narzekają na brak autorytetów. Jak myślisz, z czego to wynika? Z lęku przed zaszufladkowaniem czy z przekonania, że sztuka to nieskażona enklawa?
– Gwiazdy z reguły wiedzą, czy zabieranie głosu w sprawach ważnych społecznie leży w ich naturze. Jeśli tak, dają temu wyraz w swojej sztuce. Ja świadomie unikam wykorzystywania przestrzeni, jaką jest sztuka, do komentowania rzeczywistości wykraczającej poza sferę emocji, poza jednostkę.

– Myślałaś kiedykolwiek o emigracji? Czy były takie chwile, kiedy mówiłaś w duchu: Dość, czas na zmiany?
– Myślę, że mogłabym zamieszkać w wielu miejscach na świecie i nie dlatego, że w Polsce mam czegoś dość. Kiedy piszę: „dom to nie miejsce, lecz stan”, naprawdę w to wierzę.
n Katarzyna Nosowska – gwiazda (choć nie lubisz tego określenia), ale mama, pani domu, kucharka… Masz sztab ludzi, który pomaga ci w domowych zajęciach?
– Wszystkim zajmuję się sama. I bardzo to lubię.

– Panicznie boisz się pochwał. Mało tego, takie wypowiedzi zamykają cię… Ale gdy chwali cię twój syn, to…
– Jestem prawdziwie szczęśliwa.

– Muzycznie na nowej płycie dzieje się wiele nowych rzeczy. Ortodoksyjni fani z czasów „Fire” czy „?” twierdzą, że to już nie Hey.
– Ortodoksja w żadnej dziedzinie nie jest dobra. Myślę, że gdybyśmy grali wciąż tak samo jak na „Fire” czy „Ho”, byłoby to niestrawne nie tylko dla nas, ale również dla nich. Hey zawsze był zespołem, który nagrywa płyty takie, jakie chce. Cały czas się rozwijamy, poszukujemy nowych rzeczy i „MURP” jest właśnie efektem rozwoju muzycznego, poszukiwań i – mam nadzieję – dojrzałości muzycznej.

– Z faktury utworów może wynikać to, że kompozycje na nowy krążek powstawały na instrumentach klawiszowych, a nie na gitarze. Elementy taneczne, sporo elektroniki najnowszej, ale i poczciwe dźwięki z Mooga czy Wurlitzera.
– Utwory powstawały zarówno na instrumentach klawiszowych, jak i na gitarze. Instrumenty, na których powstają kompozycje, nie są aż tak istotne. Ważny jest pomysł oraz późniejsza jego aranżacja. Tak się akurat złożyło, że zarówno Wurlitzer, jak i Moog świetnie wpisały się w płytę i bardzo dobrze współbrzmią z naszym dotychczasowym instrumentarium.

– Marcin Bors – wasz producent – odblokował was na swój sposób. Po raz pierwszy Hey brzmi soczyściej, płynnie, dźwięki płyną łagodnie jak rzeka.
– Myślę, że tak. Współpraca z Marcinem Borsem układała nam się bardzo dobrze. Marcin ma dużą wiedzę i talent, a jednocześnie umie rozładowywać stres. Zrobiłam z nim dwie płyty i wiem, że on dysponuje jakimś tajemniczym zaklęciem, które potrafi wycisnąć ze mnie więcej, niż wydaje mi się, że potrafię. Praca z nim to czysta przyjemność. Muszę jednak dodać, że efekt finalny jest również zasługą moich kolegów z zespołu, którzy włożyli w tę płytę wiele serca i ogrom pracy.

– Niemal u progu nowego roku czego życzyć tobie i rodzinie?
– Spokoju. W tym słowie mieści się wszystko.

_____________________________

Katarzyna Nosowska – jedna z najważniejszych polskich wokalistek rockowych, która podbiła serca słuchaczy barwą głosu oraz poruszającymi tekstami. Od 1992 r. nieprzerwanie w Hey, który jest najczęściej nominowanym zespołem w historii nagród Fryderyk. Podczas ostatniej ceremonii płyta „Hey MTV Unplugged” została nagrodzona trzykrotnie. Katarzyna zaś została m.in. autorką i wokalistką roku.
Hey nagrał dotychczas dziewięć płyt studyjnych i trzy koncertowe. Od kilku tygodni znakomicie sprzedaje się dziewiąty krążek zespołu „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”. Kiedy Hey nabierał sił do nowych wyzwań artystycznych, ukazywały się solowe płyty Katarzyny Nosowskiej: „Puk puk” (1996), „Milena” (1998), „Sushi” (2000), „UniSexBlues” (2007), „Osiecka” (2008). W latach 2002-2004 wspomagała wokalnie punkową legendę, grupę Dezerter. Zaśpiewała także m.in. na albumach Świetlików, Voo Voo, Pidżamy Porno, Ścianki czy Michała Żebrowskiego.

Wydanie: 47/2009

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy