Nie walczę z przemysłem tytoniowym, walczę o zdrowie Polaków

Nie walczę z przemysłem tytoniowym, walczę o zdrowie Polaków

Od lat 90. wartość sprzedaży papierosów ze 100 mld rocznie obniżyła się do 40 mld w 2016 r. O połowę też spadła zachorowalność na raka płuc

Prof. Witold Zatoński – lekarz internista, epidemiolog, inicjator kampanii antynikotynowych

Każdy dziś powinien wiedzieć, że niemal wyłączną przyczyną raka płuc i zgonów z tego powodu jest palenie papierosów. Nie walczę z przemysłem tytoniowym, moim celem jest zdrowie Polaków. W latach 80. byliśmy w ścisłej czołówce światowej umieralności na raka płuc.

Lubimy słuchać, że jesteśmy w jakiejś dziedzinie najlepsi. Ale że najgorsi – nie.
– Ale tak było. W latach 1950-1980 sprzedaż papierosów wzrosła z 20 mld do 100 mld sztuk rocznie. W przeliczeniu na jednego mieszkańca stanowiliśmy światową czołówkę, a zdrowotnie była katastrofa, bo proporcjonalnie wzrastała liczba zachorowań Polaków na raka płuc. Podobna sytuacja była na Węgrzech. Dla mnie oznaczało to ciężką pracę edukacyjną i walkę o wprowadzenie przepisów antynikotynowych przez 10-15 lat. I wreszcie zaczęliśmy obserwować efekty. Od lat 90. sprzedaż papierosów ze 100 mld rocznie obniżyła się do 40 mld w 2016 r. Różnica 60 mld papierosów każdego roku miała wyraz w tym, że o połowę spadła zachorowalność na raka płuc. Największy mój sukces polega na tym, że udało się wygrać walkę ze śmiertelną chorobą występującą prawie wyłącznie u palaczy papierosów. Jestem z tego dumny i to uważam za swoje spełnienie zawodowe.

Czy również polska młodzież skorzystała na „efekcie Zatońskiego”, bo tak określano sukces Polski w dziedzinie promocji zdrowia w publikacjach zagranicznych?
– Moja działalność, powtarzam, nie była skierowana bezpośrednio do młodzieży, lecz do dorosłych. Rzecz w tym, że fakt, iż dorośli przestawali palić, wpływał także z poślizgiem na młode pokolenie. Na przełomie lat 90. i nowego wieku władza rodzicielska stawała się słabsza, a wolność nastolatków połączona z buntem młodości sprawiła, że palących dziewcząt ubyło mniej niż chłopców. Zapewne trzeba teraz będzie używać innych metod przekonywania.

A jak się udało panu osiągnąć obniżenie zachorowalności na raka płuc?
– Prowadziłem wieloletnią, uporczywą kampanię prozdrowotną i antytytoniową, walczyłem o zmianę przepisów prawnych, o wprowadzenie ograniczeń, o edukację i informację. W niemal wszystkich tych działaniach, akcjach, kampaniach jest ślad mojej ręki. Na przykład wprowadzenie dużych ostrzeżeń na pudełkach od papierosów spowodowało, że 300 tys. osób tylko z tego powodu rzuciło palenie.

Cały świat stara się ograniczyć to zagrożenie zdrowotne. Na opakowaniach papierosów wszędzie są ostrzeżenia. W Europie w pomieszczeniach publicznych są wydzielone strefy dla palaczy itd.
– Najbardziej restrykcyjne metody ograniczania palenia wprowadzono w Wielkiej Brytanii i w USA. W USA zaczęły prężnie działać ruchy przeciwko rakowi płuc. Na walkę z chorobą wydawano miliardy dolarów, nie tylko z kasy państwowej. Wielki biznes też się przyłączył. Stworzono bardzo skuteczne metody działania. Skorzystałem z wielu z nich, ale naśladując Zachód, trzeba było się dostosować do polskiej specyfiki. Naszym spécialité de la maison w latach 90. stało się włączenie do akcji Kościoła katolickiego. Przez ponad 10 lat tworzyliśmy wielki happening pod nazwą „Rzuć palenie razem z nami”. Finał następował co roku w listopadzie, a jego najważniejszym elementem była losowana publicznie nagroda w postaci wyjazdu do Rzymu i prywatna audiencja u Jana Pawła II. Tak wyglądała największa polska akcja w dziedzinie zdrowia publicznego i zarazem najtańsza skuteczna metoda antynikotynowa mająca znakomity odbiór w skali świata. Oczywiście towarzyszyły temu media, prasa, radio, telewizja. Papież, choć początkowo nieco zdziwiony, bardzo zaangażował się w całą sprawę.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 29/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 29/2017

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy