Możesz ocalić nogę

Polska jest jedynym krajem w Europie, w którym wciąż rośnie liczba amputacji

Ze statystyk Polskiego Towarzystwa Chirurgii Naczyniowej (PTChN) wynika, że w polskich szpitalach co roku tylko z powodu niedokrwienia wykonuje się ok. 9 tys. amputacji nóg. Według specjalistów, 75% operacji można by uniknąć, gdyby lekarze i pacjenci nie lekceważyli objawów choroby niedokrwiennej kończyn dolnych, a NFZ przeznaczył więcej pieniędzy na jej skuteczne leczenie i profilaktykę.
Główną przyczyną choroby niedokrwiennej nóg jest miażdżyca. Przez zatkane tętnice krew nie dopływa do nóg, co powoduje ból. Zdarza się, że chory już po przejściu kilkudziesięciu metrów musi się zatrzymać i odpocząć. Miażdżycy bardzo często towarzyszy cukrzyca, a jednym z jej powikłań jest tzw. stopa cukrzycowa. Wprawdzie nie odczuwa się w niej bólu, ale jest ona gorzej ukrwiona i unerwiona, przez co dochodzi do zaburzeń czucia. Nie obserwując codziennie stóp, można nie zauważyć, że obtarł nas but albo że skaleczyliśmy się podczas obcinania paznokci. Nie będzie bolało, nawet jeśli rana jest głęboka, owrzodzona i wdało się w nią zakażenie. W obu przypadkach powinniśmy czym prędzej udać się do lekarza. Lekceważąc niegroźne z pozoru objawy, skazujemy się na martwicę, gangrenę i amputację, najpierw palców, potem stopy, a w końcu całej nogi.
Przewlekła choroba niedokrwienna nóg dotyka ok. 2-3% dorosłych, przy czym z wiekiem ten odsetek wzrasta – do 7% po 70. roku życia. Spośród 400 tys. chorych z przewlekłym niedokrwieniem, którzy – jak wynika z danych NFZ – co roku zgłaszają się do lekarzy pierwszego kontaktu i specjalistów, 90% nie wymaga żadnej operacji. Wystarczą im leki i fizykoterapia. Jednak co dziesiąty powinien zostać poddany zabiegowi przywracającemu właściwe ukrwienie. Liczy się czas, bo im później pacjent trafi na salę operacyjną, tym gorsze mogą być wyniki jego leczenia.
– Zgodnie ze standardami europejskimi, chory, u którego rozpoznano krytyczne niedokrwienie kończyn dolnych, powinien mieć natychmiast włączone leczenie przywracające ukrwienie – mówi prof. Wacław Kuczmik, prezes Polskiego Towarzystwa Chirurgii Naczyniowej. – Niestety, w naszych realiach obowiązywania limitów czas oczekiwania na przyjęcie do szpitala to czasami wiele tygodni, co oczywiście musi się skończyć amputacją.
Polska jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, w którym z roku na rok przeprowadza się coraz więcej takich okaleczających zabiegów. W 2012 r., wliczając amputacje z powodu miażdżycy i urazów, ich liczba przekroczyła już 12 tys. W innych krajach unijnych utrzymuje się na stałym poziomie lub maleje, np. w Szkocji na przestrzeni pięciu lat spadła o jedną trzecią, a w Szwecji i Holandii o 40-80%.
– Amputacja niedokrwionej kończyny to wielki dramat dla chorego i lekarza – przekonuje prof. Marek Maruszyński, kierownik Kliniki Chirurgii Naczyniowej i Endowaskularnej w warszawskim Wojskowym Instytucie Medycznym.
Szukając odpowiedzi na pytanie, dlaczego tylko z powodu niedokrwienia aż 9 tys. Polaków straciło w zeszłym roku nogę, odkryliśmy, że NFZ bardziej opłaca się wydać na amputację 6 tys. zł, niż sfinansować zabieg udrażniania tętnic, który kosztuje średnio ok. 10 tys. zł. Tyle że to złudne oszczędności, bo pacjent po amputacji wymaga dłuższej hospitalizacji, rehabilitacji i zaopatrzenia ortopedycznego. Żyje na koszt państwa, które musi mu płacić rentę, chociaż wolałby pracować.
W opinii chirurgów naczyniowych można zmienić tę absurdalną sytuację. Nie obejdzie się jednak bez zwiększenia nakładów finansowych. Brakuje specjalistycznych przychodni leczenia przewlekłych ran, w których chory mógłby skorzystać z pomocy chirurga naczyniowego, chirurga plastycznego, diabetologa, ortopedy, podiatry (lekarza specjalizującego się w profilaktyce i leczeniu schorzeń stóp) oraz pielęgniarki naczyniowej. Skróciłby się wtedy czas oczekiwania na wizytę u specjalisty i szybciej można by rozpocząć leczenie.
Przede wszystkim jednak trzeba zwiększyć świadomość społeczeństwa na temat objawów, profilaktyki i metod leczenia chorób naczyniowych.
– Tak się już utarło, że najpierw leczy się mózg, serce, a dopiero na końcu obwód – mówi prof. Krzysztof Ziaja, konsultant krajowy w dziedzinie angiologii. Osoba z „czarnym palcem” nie jest traktowana jak chory w stanie zagrożenia życia, chociaż może to być ktoś z krytycznym niedokrwieniem kończyn grożącym śmiercią.
W najlepszej sytuacji, zdaniem profesora, są chorzy z ostrym niedokrwieniem, ponieważ muszą zostać przyjęci do szpitala natychmiast. Ci z przewlekłym niedokrwieniem mogą się ustawić w kolejce do przyjęcia, ale z krytycznym niedokrwieniem nie mogą czekać. – To chorzy, którzy zwykle już od kilku tygodni nie śpią albo śpią wyłącznie w pozycji stojącej. Nie działają na nich żadne leki przeciwbólowe – wyjaśnia prof. Ziaja.
Polskie Towarzystwo Chirurgii Naczyniowej zainicjowało w czerwcu kampanię prozdrowotną pod hasłem: „Co godzinę ktoś z nas traci nogę” (www.ocalnoge.pl). – Kluczem jest edukacja. Chcemy przekonać społeczeństwo, że mimo iż amputacja jest jedną z metod leczenia w chirurgii naczyniowej, to w 75% przypadków można jej uniknąć – informuje prof. Grzegorz Oszkinis, prezes elekt PTChN. U 80% chorych, którym amputowano nogę, nie wykonano wcześniej tomografii komputerowej, co oznacza, że nikt nie ocenił, czy można było przywrócić prawidłowe ukrwienie! – alarmują chirurdzy naczyniowi.


Co sprzyja chorobie niedokrwiennej
• wiek
• cukrzyca
• otyłość
• zbyt wysoki poziom cholesterolu i trójglicerydów
• mała aktywność fizyczna
• palenie tytoniu
• predyspozycje genetyczne


Niezbędne badania
Żeby postawić prawidłową diagnozę w niedokrwieniu kończyn, lekarz powinien:
• zbadać pacjentowi tętno
• osłuchać go stetoskopem
• wykonać test kostka-ramię
• skierować na tomografię komputerową

Wydanie: 29/2013

Kategorie: Zdrowie

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 3 października, 2020, 13:14

    To chory ma cierpieć lub obcinać palec?

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy