Walka każdego dnia

Walka każdego dnia

archiwum prywatne

Każda rodzina z osobą niepełnosprawną to osobna historia W Wałbrzychu Elwira Zawadzka jest znana w środowisku osób niepełnosprawnych. Organizuje akcje propagujące wiedzę o ich problemach, szczególnie o trudnościach życia ludzi z autyzmem. Bo ten dramat dotknął ją osobiście. Zbierała też podpisy w akcji „Ratujmy kobiety” i zachęcona przez wałbrzyską działaczkę „Strajku kobiet” zorganizowała pikietę poparcia dla protestujących w Sejmie rodziców i ich niepełnosprawnych dzieci. Odbyła się 5 maja, w sobotnie południe, w centrum osiedla Piaskowa Góra. Jest to miejsce tłumnie o tej porze odwiedzane przez mieszkańców. Każda rodzina z osobą niepełnosprawną to osobna historia. Może ją też opowiedzieć Elwira. Autyzm, a raczej spektrum autystyczne, obejmuje różne typy zaburzeń rozwoju u osób ze znacznymi zaburzeniami komunikacji, interakcji społecznych, a także powtarzalnymi zachowaniami i ograniczonymi zainteresowaniami – mówią definicje. Świeżo upieczonej mamie z Wałbrzycha Elwirze Zawadzkiej nie przyszło na myśl, że ta wiedza tak boleśnie stanie się dla niej potrzebna. Od specjalisty do specjalisty Początkowo Damian rozwijał się tak jak inne dzieci. Ale kiedy był jeszcze niemowlęciem, Elwira poczuła niepokój. Wyczuwała coś matczynym sercem. Naprawdę zaniepokoiła się, kiedy Damian miał dwa i pół roku. Nie wiedziała, że autyzm najczęściej objawia się w tym wieku. Damian jakby się cofał w rozwoju. W przypadku mowy było to aż nadto wyraźne. Kolejne przedszkola to był koszmar. Ciągle słyszała: dziecko jest niegrzeczne, nie umie się zachować. Wtedy pracowała, rodzina była jeszcze w komplecie, więc mogli sobie pozwolić na placówkę prywatną, a tam było trochę lepiej. Nie poddawała się. Chciała wiedzieć, dlaczego jej syn jest taki i jak można z tym walczyć. Wędrowali więc po specjalistach, wciąż słysząc diagnozę – nieokreślone zaburzenia rozwoju. Teraz autyzm diagnozuje się znacznie szybciej. Kilkanaście lat temu, do tego jeszcze w nie największym ośrodku, trzeba było przejść drogę przez mękę. Damian nie miał jeszcze sześciu lat, kiedy na kolejnej wizycie, tym razem u znanej w Wałbrzychu doktor psychiatrii, dowiedzieli się o autyzmie chłopca. Wysokie tony w mowie, krzyki, charakterystyczne gesty – to książkowe objawy autyzmu, podkreślała lekarka. Elwira próbowała się bronić: przecież Damian się przytula, patrzy na mnie. Później dowiedziała się, że nie wszystkie objawy autyzmu muszą występować w konkretnym przypadku. Damian musi się uczyć Życie Elwiry to ciągła walka. Skąd ma na nią siłę? Chciała mieć większą rodzinę i zdecydowała się na drugie dziecko. Michał, młodszy syn, chodzi już do muzycznej szkoły podstawowej, gra na pianinie. Jest zdrowy. Elwira wychowuje chłopców samotnie, bo mąż najpierw uciekał w pracę, a potem oddalił się od nich ostatecznie. Prawdziwa walka toczy się o Damiana, o jego życie. Jeżeli przegrają, czeka go wcześniej czy później pobyt w szpitalu psychiatrycznym i wegetacja w lekowym otumanieniu. Dlatego z takim zaangażowaniem przedstawiała podczas pikiety petycję „Chcemy całego życia”. Czytała o dramatach osób przypinanych pasami i bitych w zakładach psychiatrycznych, o pogryzionych nadgarstkach, wypijanych detergentach, o faszerowaniu dzieci środkami uspokajającymi. O wzywaniu do nich policji. O matkach, które się boją własnych synów… Nie, nigdy nie pozwoli, żeby Damian tam się znalazł, będzie walczyć o jego życie. Zrozumiała to już wtedy, kiedy chłopiec nie miał jeszcze sześciu lat. Przed laty pomyślała, że większy ośrodek to większe możliwości. Zaczęła więc z synem dojeżdżać do Wrocławia. Państwo fundowało dzieciom autystycznym 15 minut zajęć z logopedą raz w tygodniu. Elwira załatwiła pół godziny co dwa tygodnie. I dojeżdżali, regularnie, co dwa tygodnie. Z perspektywy widzi, jak niewiele dawały te zajęcia, bo Damian trafiał na nie umęczony prawie dwugodzinną podróżą. Wkrótce i tak zajęcia się skończyły, bo wrocławski ośrodek nie mógł przyjmować wałbrzyskich dzieci. Damian musi się uczyć. Jako ośmiolatek rozpoczął naukę w pierwszej klasie, w szkole integracyjnej. Gdyby poszedł tam razem ze swoją przedszkolną grupą, pewnie byłoby to korzystniejsze dla wszystkich. Tymczasem środowisko szkolne było zupełnie nowe i obce. Elwira nie chce mówić o okrucieństwie dzieci. Cofa słowa, które niebacznie jej się wyrwą. Pobyt w szkole był porażką, przyznano mu więc nauczanie indywidualne. Czy było to dobre rozwiązanie? Elwira uważa,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 20/2018, 2018

Kategorie: Kraj