Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Witold Waszczykowski wrócił do MSZ i natychmiast został zwolniony. I słusznie, bo to dziś bardziej polityk niż dyplomata. Przy swoim temperamencie, mniemaniu o sobie, a przede wszystkim – nazwijmy to dyplomatycznie – otwartości wobec mediów, ściągałby na MSZ kłopoty. Nikt by tego nie wytrzymał.
Wstyd tylko, że pozbyto się go w tak prymitywny sposób. Otóż stwierdzono, że ABW cofnęła mu certyfikat dostępu do wiadomości niejawnych. A w związku z tym nie może pełnić w MSZ żadnych istotnych funkcji.
To okropne. Bo de facto pokazuje, że MSZ-etowskimi kadrami rządzi ABW. Że panowie z Rakowieckiej mogą utrącić każdego, bo jak ktoś im się nie spodoba, cofną mu dopuszczenie. Ta władza ABW nad MSZ ma znaczenie praktyczne. I nawet nie trzeba jechać na placówkę zagraniczną, by się przekonać, jak ludzie MSZ są mili wobec tych z Rakowieckiej i z okolic stadionu Gwardii.
Dlatego też minister Sikorski, jeżeli zależy mu na budowaniu esprit de corps w służbie zagranicznej, jak ognia powinien wystrzegać się załatwiania spraw poprzez ABW. W tym przypadku Waszczykowskiego powinien był wziąć na swoje barki. Przyjąć go (bądź co bądź to były wiceszef MSZ i wiceszef BBN), powiedzieć, dlaczego do MSZ się nie nadaje, wręczyć wypowiedzenie i to ogłosić. Wtedy byłby mężczyzną.
Zresztą historia ostatniego
20-lecia zna przykłady, kiedy ministrowie zlekceważyli zalecenia służb specjalnych i człowieka, którego służby chciały „zakopać”, obdarzali zaufaniem. Swego czasu w MSZ popularna była opowieść o pewnym ambasadorze, któremu cofnięto dopuszczenie. Radził więc sobie w ten sposób, że tajne depesze czytała mu sekretarka (która dopuszczenie miała), a on, także na tej podstawie, pisał analizy i notatki.
W dzisiejszym MSZ czegoś takiego nie ma. Raczej jest zwyczaj, że ludzi, którzy nie mają dopuszczenia, kieruje się do rezerwy kadrowej, przesuwa do tzw. dyspozycji ministra. To wygląda tak, że siedzą w sobie w domach i tylko raz w miesiącu pojawiają się w centrali, by podpisać listę, odebrać pieniądze i dowiedzieć się, czy coś w ich sprawie się zmienia.
System pozostawania w dyspozycji pierwotnie pomyślany był jako krótka przechowalnia dla powracających z placówek dyplomatów, dla których akurat nie było w centrali stanowiska odpowiedniego do ich wiedzy i umiejętności. Ale wiadomo było, że za dwa, trzy, cztery miesiące takie stanowisko się zwolni.
Sęk w tym, że słuszna idea uległa zwyrodnieniu. I w dyspozycji ministra pozostaje cała grupa dobrych ambasadorów, których MSZ nie potrafi zagospodarować. Taki los spotkał Piotra Ogrodzińskiego, byłego ambasadora w Kanadzie i byłego dyrektora Departamentu Ameryki, Adama Halamskiego, byłego ambasadora w Danii i byłego dyrektora Departamentu Europy, Michała Radlickiego (były ambasador w Rzymie, były dyrektor generalny i były dyrektor Biura Finansowego) czy też Krzysztofa Kasprzyka, byłego konsula generalnego w Nowym Jorku.
Jest zresztą więcej tego typu dyplomatów.
Do tej pory najmocniejszym intelektualnie departamentem w MSZ było Archiwum. Teraz, zdaje się, palmę pierwszeństwa w tej klasyfikacji chce mu wyrwać grupa tych z dyspozycji…
Attaché

Wydanie: 36/2010

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy