Człowiek i gospodarka (13) Przywrócenie silnej dynamiki polskiej gospodarki jest możliwe także w obecnych warunkach Nadeszły ciężkie czasy. Nie musiały, ale nadeszły. To, przed czym tak często przestrzegałem, stało się. Na jesieni roku 2001 mamy do czynienia z niezwykle niekorzystnym zbiegiem negatywnych okoliczności i procesów zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. I o ile na świat zewnętrzny my jako Polska mamy wpływ znikomy, a najczęściej żaden, o tyle na procesy wewnętrzne mogliśmy mieć wpływ jeśli nie decydujący, to jednakże bardzo wielki. Jeśli zatem obecnie sprzęgają się złe tendencje w gospodarce światowej z niekorzystnymi procesami w naszym własnym kraju, to pretensje o to trzeba mieć przede wszystkim do rodzimej polityki, a nie do świata zewnętrznego. Wiemy (albo też kto wie, ten wie), że polityka gospodarcza – zresztą tak jak każda inna – jest sztuką wykorzystywania istniejących okoliczności dla realizacji zamierzonych celów. Oczywiście, chodzić powinno o cele ogólne (narodowe, państwowe, społeczne), a nie partykularne (osobiste, grupowe, partyjne). W krótkim okresie okoliczności towarzyszące działaniom i ograniczające pole wyboru są obiektywnie dane. Tak jest i teraz. W dłuższej zaś perspektywie – a kto nie potrafi jej postrzegać, nie jest też w stanie w pełni zrozumieć skomplikowanej teraźniejszości – okoliczności te można kształtować. Oczywiście, tak kształtować, aby ułatwiać sobie rozwiązywanie doraźnych problemów, które się nieustannie wokół nas piętrzą. Z tej perspektywy ocena strategii gospodarczej lat 1998-2001 – jeśli w ogóle polityka z tego okresu zasługuje na określenie „strategia” – musi być druzgocąca. Długa lista, krótka lista Wyłoniony w wyniku wyborów rządzący układ polityczny staje w obliczu niezwykle złożonej sytuacji gospodarczej, zwłaszcza finansowej, oraz społecznej i w konsekwencji politycznej. Ten punkt startu musi być dobrze zdiagnozowany, gdyż warunkuje on działania na przyszłość. Ponadto jest to punkt końcowy czteroletniej kadencji i jakże nieudanych rządów koalicji AWS-UW. Trzeba pamiętać, że chociaż Unia Wolności opuściła rząd 15 miesięcy temu, uprzednio narobiwszy swoją polityką ekonomiczną szkód co nie miara, to w całej rozciągłości ponosi odpowiedzialność za obecną marną kondycję finansów publicznych i gospodarki. Nie tylko przyczyniła się do aktualnego, bez mała kryzysowego stanu własnymi działaniami – przede wszystkim psuciem koniunktury gospodarczej poprzez jej niepotrzebne schładzanie wtedy, kiedy należało ją akurat podtrzymywać i stymulować – ale i ze względów czysto politycznych, źle przy tym definiując i błędnie interpretując narodowe interesy, podtrzymywała aż do końca kadencji poprzedni układ polityczny. Wyzwania rzeczywistości wszakże zupełnie go przerosły, za co teraz przychodzi nam wszystkim płacić wysoką cenę. Tę cenę trzeba zmniejszyć, a okres kwarantanny maksymalnie skrócić. Udało się po 1993 roku, może udać się i po roku 2001. Międzynarodowy prestiż Polski, w dużym stopniu oparty o polityczne osiągnięcia początkowego okresu transformacji oraz sukces gospodarczy lat 1994-97, uległ zauważalnemu obniżeniu. Produkcja, po kilkuletnim okresie szybkiego wzrostu, wykazuje tendencje prawie stagnacyjne. Standard życia znakomitej części społeczeństwa przestał się poprawiać, a w wielu rodzinach wręcz się pogorszył. Nierówności społeczne narosły ponad akceptowaną miarę, co nie tylko jest politycznie konfliktogenne, ale dodatkowo obraca się przeciwko wzrostowi gospodarczemu, erodując motywację do pracy i skłonność do oszczędzania. Klimat aktywności i przedsiębiorczości został zatruty panoszącą się korupcją i niewydolnością polityki finansowej, a klasa średnia pesymistycznie zapatruje się na własną przyszłość, o cudzą tym bardziej mniej się martwiąc. Zdolności akumulacyjne gospodarki zostały zawężone, a narodowe instytucje pośrednictwa finansowego radykalnie okrojone i zepchnięte na pozycje marginesowe. Przy okazji stopień uzależnienia polskiej gospodarki od interesów i kaprysów zagranicy – w tym zwłaszcza międzynarodowego kapitału spekulacyjnego – wzrósł do największych w historii rozmiarów. Ta enumeracja bynajmniej nie wyczerpuje listy wszystkich schorzeń, patologii i słabości. Łatwo można by ją jeszcze wydłużyć. Ale polska gospodarka to przecież nie tylko obraz nędzy i rozpaczy, jak twierdzili to niektórzy podczas kampanii wyborczej. Przy wszystkich słusznych uwagach krytycznych pod kątem polityki gospodarczej lat 1998-2001 trzeba także dostrzec jej osiągnięcia, choć – jakaż szkoda – jest to o wiele trudniejsze niż wskazywanie na ułomności. Dokonany został jednak pewien postęp w odniesieniu do reform strukturalnych i dalszej integracji
Tagi:
Grzegorz W. Kołodko







