Warzecha ofiarą czytania

Warzecha ofiarą czytania

Tabloidowy komentator, co samo w sobie jest takim samym kuriozum jak np. tańcząca kaczka, zajął się Markiem Kondratem. Aktorowi dostało się od Łukasza Warzechy. A za co? Za niewłaściwe poglądy. Wybitny aktor niestety nie wie, kogo ma kochać, by nie podpaść Warzesze. A przecież Warzecha to nie byle kto. To ho ho ho. No po prostu to całą gębą, nomen omen, twarz „Faktu”.
Tak się biedny Warzecha zdenerwował poglądami Kondrata, że ani chybi ogłosi bojkot jego filmów. I po co to Warzesze było? Po co sięgał po „Przekrój”, pismo nie z jego półki? Stało się nieszczęście, bo zbyt wielka dawka wiedzy może powalić nawet tak tęgą głowę jak Warzecha. A wystarczyło czytać tylko swoje teksty, bo te jeszcze jakoś się rozumie, i nie byłoby kłopotu.

Wydanie: 47/2009

Kategorie: Przebłyski
Tagi: Przegląd