Wczesne lato z Gretkowską

Wczesne lato z Gretkowską

WIECZORY Z PATARAFKĄ

Niekiedy podejrzewam, że są na świecie dwa różne gatunki: kobiety i mężczyźni, a “ludzi” nie ma w ogóle. Podejrzenie to powróciło do mnie z nową siłą, po przeczytaniu zbioru felietonów i wywiadów Manueli Gretkowskiej pt. “Silikon”. Mężczyźni, naturalnie, myślą o seksie wyłącznie albo co najwyżej o rzeczach z nim związanych. Takie przynajmniej wrażenie powstaje po przeczytaniu pierwszej, felietonowej części zbioru Gretkowskiej. Nie przeszkadza to naturalnie temu, że czytelnik śmieje się serdecznie, bo autorka jest czupurna czy nawet zadziorna i czy to w “Elle”, czy we “Wprost”, czy w “Playboyu” pisze właściwie tylko o vaginie i penisie, zresztą o wiele dosadniej niż mogę to zrobić ja, wstydliwy mężczyzna. Można by zacytować stareńki dowcip: “Wszyscy się obracamy w wąskim kółku jednej pani”.
Jest rzeczywiście pomysłowa i błyskotliwa, nie cofa się prawie przed niczym i w sumie “Silikon” jest rzeczywiście wart lektury. Choć wreszcie czytelnika dopada znużenie – ciągle o tym jednym? Gretkowska zasłynęła jako twórca bohaterki o podwójnej łechtaczce i tę renomę skandalistki pielęgnuje nadal. Jest zresztą typową autorką New Age, chociaż sama zżyma się na takie określenie. I jak to w New Age, resztę tekstów zajmuje groch z kapustą, ze szczególnym uwzględnieniem religii. Zresztą, jak słusznie zauważa, duchowości współczesnej nie da się utożsamić z jakąkolwiek religią. Wychodzi z tego jednak mieszanina kabały z buddyzmem, a chasydyzmu z feminizmem. I tu już zaczynają ogarniać mnie wątpliwości. Po prostu nie sposób wiedzieć wszystkiego o wszystkim, a Gretkowska prezentuje typowe besserwiserstwo, czyli po prostu się mądrzy. I to z jaką bezwzględną pewnością siebie, z jaką pogardą i szyderstwem, szczególnie wobec Polski i jej kultury. Zna się na wszystkim, poucza nawet, co się powinno czytać w szkole. A nie zna się na tym całkowicie i wygaduje androny, jak kiedyś młoda Nałkowska czy Zapolska, dla których Kartezjusz był “ojcem scholastyki”. Z tego wszystkiego wychodzi jej, że jedyni intelektualni pisarze polscy to Gombrowicz i Stachura. O, Jezu.
Zarzucano niejednokrotnie Gretkowskiej, że jest powierzchowna – nie bardzo chciałem w to wierzyć. Ale przekonała mnie sama tą swoją niebotyczną pewnością siebie. Ktoś rzeczywiście dobrze wyedukowany wie, jak wszystko jest niepewne i względne. Im więcej wiedzy zdobywamy, tym mniej wiemy, co się popularnie wyobraża w kształcie stożka, gdzie powiększający się obwód jest miarą naszej nieznajomości rzeczy. Gretkowska w tym wszystkim nie wygląda na sumienną absolwentkę dwu uniwersytetów, ale raczej na bystrą obserwatorkę prasy kobiecej. Co prawda, taka jest właśnie poetyka felietonu, ale… Odrobinę za wiele tej dezynwoltury.
Ale Gretkowska nie robi wrażenia, że się odmieni. A zresztą po co? New Age rzeczywiście jest szukaniem czegoś nowego, lecz za nowością goniła ludzkość prawie w każdym momencie swoich dziejów, natomiast religie ze swoją koncepcją “czasu kolistego” były z reguły zachowawcze. Autorka chyba wie i czuje, o co w istocie chodzi, ale sama bierze stronę gigantycznego śmietnika, bo przecież z czegoś żyć musi. Zresztą taka właśnie jest natura kultury masowej, że żyje wszelkiego rodzaju nietrwałą modą. I czymś tych ludzi trzeba zbawić, skoro tradycyjne religie wątleją. Piszę wyraźnie: zbawić, nie zabawić. A można to zrobić wyłącznie za pomocą środków “globalnej wioski”, bo zbawienie (czy to, co ja zbawieniem nazywam) jest potrzebne każdej istocie. Zresztą klasycznym bohaterem mediów jest sam Jan Paweł II, a cel pisarza jest w istocie rzeczy podobny. Tyle że w dzisiejszej rzeczywistości, na razie nie polskiej, to na dalszą metę raczej Gretkowska ma rację. Więc czytajcie ją i śmiejcie się, bo świat zapewne potrwa dłużej niż dwa tygodnie…

Wydanie: 25/2000

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy