Mistrz i uczeń

Mistrz i uczeń

Dlaczego Kaczyński nie może sobie poradzić z Ziobrą? Nie chce? Nie umie? Nie musi?

Wojna na prawicy trwa. Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości przecież, już otwarcie wchodzi w buty ministra spraw zagranicznych i ministra spraw wewnętrznych, wypowiadając się na temat naszych kontaktów z Unią i o policji. Poucza premiera i pyta, czy ten jest „miękiszonem”, bo będzie nim, jeśli nie zawetuje budżetu Unii.

Te występy nie tylko są upokarzające dla premiera. W kiepskim świetle stawiają także Jarosława Kaczyńskiego, który jako wicepremier jest zwierzchnikiem Ziobry w rządzie. I aż narzuca się pytanie, dlaczego Kaczyński na to pozwala.

Przecież jeszcze we wrześniu, gdy kończyła się tzw. rekonstrukcja rządu, wydawało się, że prezes Prawa i Sprawiedliwości ma Ziobrę pod butem. Wiele mówiła sytuacja po głosowaniu nad „piątką dla zwierząt”, gdy przeciw propozycji prezesa oprócz 15 posłów PiS były Solidarna Polska i Porozumienie Gowina. Kaczyński zaraz po tym zwołał posiedzenie klubu PiS i ogłosił, że „negocjacje dotyczące rekonstrukcji rządu nie mają sensu, skoro »dotychczasowi koalicjanci« (czyli Ziobro i Gowin) występują z innym programem, z innymi wskazaniami do głosowań niż cały klub”.

Mówił też, że jeśli sytuacja do tego zmusi, rekonstrukcja rządu nastąpi bez uzgodnień z Solidarną Polską i Porozumieniem. Jednocześnie wykluczył opcję rządu mniejszościowego. „Jeżeli zajdzie taka sytuacja, to pójdziemy na wybory. Oczywiście sami”, dodawał z kolei szef klubu PiS Ryszard Terlecki.

Potem mieliśmy serię sondaży, z których wynikało, że ziobrowcy nie mają szans, by przekroczyć barierę 5%. Dlatego Ziobro wywiesił białą flagę, został w rządzie. Ale nie minęło kilka tygodni, a znów ruszył do boju. Tym razem popierając decyzję Trybunału w sprawie ustawy antyaborcyjnej, no i żądając zawetowania unijnego budżetu.

Skąd ten przypływ odwagi? Dlaczego Kaczyński nie potrafi Ziobry powstrzymać? Jest kilka teorii, które to tłumaczą. Przyjrzyjmy się im.

Teoria I: Kaczyńskiemu to się podoba.

Jeśli popatrzymy na kadrowe wybory Kaczyńskiego, to zdecydowanie chętniej stawiał na radykałów niż na osoby umiarkowane. Macierewicz w Ministerstwie Obrony Narodowej, Czarnek w Ministerstwie Edukacji Narodowej, Kamiński w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. No i Ziobro w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Poza tym, jeżeli przypomnimy sobie deklaracje Kaczyńskiego, to widać, jak mu blisko do Ziobry. O tym, że trzeba „reformować” sądy, prezes PiS mówi od pierwszych dni swoich rządów. Dodając, że tylko „odważne” reformy mają szansę. Podobnie jest w sprawach europejskich. Tu Kaczyński jako pierwszy powiedział, że w wypadku wprowadzenia mechanizmu ochrony praworządności polski rząd będzie wetował budżet Unii. Ziobro nic więc nadzwyczajnego nie robi, powtarza tylko to, co Kaczyński powiedział wcześniej.

Można powiedzieć: realizuje jego politykę. Dlaczego zatem prezes miałby temu się sprzeciwiać? A że Ziobro tym sposobem wchodzi w jego buty? No, to już jest inna sprawa.

Teoria II: Ziobro ma haki.

Jest też teoria, która mówi, że ministra sprawiedliwości nikt nie rusza ze strachu. Ponieważ ma on na każdego haki. To, że je ma, a przynajmniej zbiera – jest bardzo prawdopodobne. Za rządów pierwszego PiS (jeszcze w koalicji z Giertychem i Lepperem) ujawniono, że Ziobro zwracał się do prokuratur, by przesyłały mu informacje o śledztwach, w których „przewijali się” politycy. Zapewne ten zwyczaj mu został.

Zwróćmy poza tym uwagę, jak prokuratura działa. Wobec „swoich” jest bardzo łagodna. Przykładem niech będzie sprawa „dwóch wież” w Warszawie, czyli konfliktu austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera i Jarosława Kaczyńskiego. Birgfellner złożył na Kaczyńskiego doniesienie do prokuratury – a ta odmówiła wszczęcia jakiegokolwiek postępowania.

Na taki luksus nie mogą liczyć politycy opozycji. Czego ostatnim przykładem są losy Romana Giertycha. Zatrzymanego, potem, po odrzuceniu przez sąd wniosku o zatrzymanie, wypuszczonego. Być może nie na długo, bo prokurator krajowy Bogdan Święczkowski zdążył w mediach powiedzieć, że są nowe dowody przeciwko Romanowi G., więc…

Ale w działaniach prokuratury chodzi nie tylko o ściganie opozycji. Spójrzmy na jeszcze jeden przykład. Pod koniec października do sądu wpłynął akt oskarżenia w sprawie afery GetBack. Obejmuje on 16 osób, w tym prezesa firmy, Konrada K. Zarzuty dotyczą oszustw i wyprowadzania pieniędzy na łączną kwotę ok. 3 mld zł! GetBack emitował nic niewarte obligacje, które kupiło ponad 9 tys. osób, inwestując w nie ponad 2,5 mld zł. To afera zdecydowanie większa niż Amber Gold. A śledztwo trwa! I dotyczyć może jeszcze ok. 70 osób.

Prokuratura może iść różnymi ścieżkami. Może stawiać zarzuty Leszkowi Czarneckiemu, którego Idea Bank sprzedawał śmieciowe obligacje, ale może też dociekać powodów, dla których GetBackowi udało się tak długo funkcjonować na rynku. Skąd wzięła się ta bezkarność? A tu tropy prowadzą do ludzi władzy. Obecnej władzy. I można przypomnieć, że już od grudnia 2017 r. instytucje państwowe, takie jak Komisja Nadzoru Finansowego, wiedziały, że GetBack jest niewypłacalny i sprzedaje obligacje, ale milczały. Dlaczego? Czy tylko dlatego, że GetBack sponsorował imprezę 25-lecia „Gazety Polskiej”, a jego prezes chwalił się, że jest sponsorem „obozu niepodległościowego”?

Innymi słowy, afera może być bardzo niewygodna dla PiS, no i dla Mateusza Morawieckiego, bo to jego ludzie odpowiadali za kontakty z Konradem K. i prowadzili z nim rozmowy. Można zatem to wszystko w różnych kierunkach zwinąć i rozwinąć. I to jest siłą Zbigniewa Ziobry.

Teoria III: Kaczyński nie ma już siły, by uspokoić Ziobrę, bo ten jest popularny w PiS i wśród wyborców prawicy.

Gdy prześledzimy sondaże CBOS badające poziom zaufania i nieufności do polityków, zauważymy, że Ziobro w obu notowaniach jest w czołówce. Ufa mu ok. 45% ankietowanych, nie ufa – ok. 36%. A gdy rozbijemy te liczby na elektoraty, okaże się, że ma on jeden z najwyższych wskaźników zaufania w elektoracie prawicy, nieufności zaś – w elektoracie anty-PiS. Idealnie więc polaryzuje scenę.

Kaczyński nie może już tak łatwo go odsunąć, bo wyborcy prawicy by tego nie zrozumieli. Poza tym, jak dowodzą różne bunty na prawicy – bunt Banasia, bunt Gowina, bunt przeciw „piątce dla zwierząt” – prezes PiS przestał być w swoim obozie wszechmocny. Można mu się sprzeciwić i wygrać.

Ziobro to wie i testuje, na ile może sobie pozwolić. Zwłaszcza że w tej chwili Jarosław Kaczyński dysponuje wobec niego tylko jedną bronią – opcją atomową. Czyli wcześniejszymi wyborami. Solidarna Polska ma 19 posłów, więc ich wyjście z koalicji natychmiast czyni rząd Morawieckiego rządem mniejszościowym. A tego Kaczyński chce uniknąć. Owszem, może wtedy doprowadzić (co nie jest proste) do przyśpieszonych wyborów i w ten sposób wypchnąć Ziobrę i ziobrystów poza parlament. Ale to tylko teoria. W praktyce byłaby to operacja bardzo trudna i długa. Poza tym w ten sposób Kaczyński być może pozbyłby się Ziobry z parlamentu, ale czy wyeliminowałby go z polityki? Raczej nie. Bardziej prawdopodobne, że w ten sposób uczyniłby z niego swojego naturalnego następcę, w przypadku kłopotów PiS męża opatrznościowego prawicy, w dodatku skrzywdzonego. No i jeszcze jedno – wcale nie jest przesądzone, że PiS te wybory by wygrało.

Teoria IV: W poszukiwaniu równowagi.

Może tego nie zauważamy, ale polska prawica jest mocno podzielona, są tam różne grupy i koterie, a każda gra o swoje. Siła Kaczyńskiego polega na tym, że znakomicie tymi grupami administruje, umiejętnie zachowując równowagę sił. Wie też, że może, owszem, Ziobrę gdzieś zepchnąć, ale nie rozwiąże mu to wielu problemów, bo natychmiast pojawią się kolejni pretendenci, którzy będą budować własną pozycję. Klasycznym tego przykładem jest Andrzej Duda, który już oświadczył, że nie poprze „piątki dla zwierząt”, zachęcał natomiast Morawieckiego do wetowania unijnego budżetu. Zwróćmy uwagę – na prawicy coraz rzadziej mówią jednym głosem.

Swoje grają również inni i ewidentnie widać, że ofensywa Ziobry nie jest im obojętna. Bo część jednoczy się przeciw niemu, część na niego stawia. Być może więc taka pozycja Ziobry ułatwia prezesowi PiS rządzenie prawicą, pomaga zachować wewnętrzną równowagę po tej stronie.

Pewnie przychodzi mu to tym łatwiej, że lista jego skalpów, czyli polityków z własnego obozu, których odstrzelił, jest długa. Co na pewno wzmacnia jego pewność siebie.

Teoria V: Teoria roweru.

Zwróćmy uwagę, jak Kaczyński reaguje na kolejne kłopoty. Raczej nie próbuje uciszać awantury, lecz przykrywa ją kolejną, mocniejszą. Polityka to dla niego ciągły konflikt, walka. W takich sytuacjach czuje się najlepiej. I co tu się rozwodzić – w ten sposób prowadzi polską politykę od pięciu lat. Bo od ponad pięciu lat mamy permanentną „wojnę na górze”.

Wojnę, w której to on wyznacza pole kolejnych bitew, narzuca dyskurs i społeczne zainteresowanie, a opozycja jest reaktywna. Ta wojna, jak widać po wynikach kolejnych wyborów, ani Kaczyńskiemu, ani PiS nie zaszkodziła. Dlaczego więc miałby porzucać coś, co lubi i co przynosi mu korzyść?

Owszem, dla wielu ważnych polityków PiS nieustająca wojna jest męcząca. Chcieliby w spokoju spożywać owoce zwycięstwa. Ale Kaczyński wie, że oznaczałoby to koniec jego formacji, bo to „spożywanie owoców” jest w Polsce rozumiane zbyt dosłownie. We wszystkich partiach.

Dlatego, aby zachować rewolucyjną czujność, trzymać partię w jakiej takiej dyscyplinie, kontrolować debatę publiczną i mieć swoich zwolenników, swój elektorat pod parą, Kaczyński utrzymuje Polskę w stanie ciągłego napięcia, niby-wojny. Polsce może mało to służy, ale jego władzy – jak najbardziej.

Różne zatem mogą być przyczyny tego, że Kaczyński pobłaża Ziobrze, że raczej mu ustępuje, niż go grilluje. Widocznie nie chce, nie może, nie musi… Choć jedno jest pewne – w tych zapasach to on jest faworytem, on jest silniejszy i określa warunki gry. Jeszcze.

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Fot. Jacek Domiński/REPORTER

Wydanie: 49/2020

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy