Węgiel bez wizji

Węgiel bez wizji

Za brak perspektywicznej polityki energetycznej zapłacą górnicy

Czy Ewa Kopacz i jej rząd liczyli się z takim oporem, gdy ogłaszali plan restrukturyzacji górnictwa? Znając dotychczasową waleczność i solidaryzowanie się górników i związkowców z branży, musieli się liczyć. Dlatego rząd w nocy z czwartku na piątek w ekspresowym tempie przepchnął przez Sejm ustawę o funkcjonowaniu górnictwa kamiennego. Ma ona regulować restrukturyzację kontrolowanej przez skarb państwa Kompanii Węglowej (KW), skupiającej dotychczas 14 kopalń i zatrudniającej ok. 49 tys. osób.

Taktyka faktów dokonanych

Sednem planów jest jednak nie restrukturyzacja, tylko likwidacja w dotychczasowej formie czterech z tych 14 kopalń węgla kamiennego: Brzeszcze w małopolskiej miejscowości o tej samej nazwie, Bobrek-Centrum w Bytomiu, Sośnica-Makoszowy w Gliwicach i Zabrzu oraz Pokój w Rudzie Śląskiej. Dzięki nowelizacji ustawy Spółka Restrukturyzacji Kopalń (SRK) może je przejąć i otrzymać dofinansowanie z budżetu państwa. To najważniejszy zapis w ustawie, która skierowana została do Senatu, ten zaś może zgłosić poprawki.
Z ponad 11 tys. zatrudnionych w przeznaczonych do likwidacji kopalniach Kompanii Węglowej:
• 3 tys. straci pracę. Odchodząc, mają otrzymać odprawy sięgające od trzykrotności do 24-krotności miesięcznych zarobków. 400 to pracownicy dołowi, pozostali pracują w przeróbce i na powierzchni;
• 2 tys. osób w wieku przedemerytalnym ma skorzystać z płatnych urlopów, na których przez maksymalnie cztery lata otrzymają 75% wynagrodzenia;
• 6 tys. zostanie przeniesionych do dziewięciu kopalń skupionych w nowej spółce, która ma przejąć schedę po zadłużonej po uszy Kompanii Węglowej.
W obliczu nasilających się protestów rząd stosuje taktykę faktów dokonanych. Po cichu liczy na to, że opór będzie ostry, ale niezbyt długi i ograniczy się do górników oraz ich bliskich, że nie rozleje się na inne grupy społeczne i regiony. I że w narodzie ostatecznie górę weźmie przekonanie o „roszczeniowych górnikach z wygórowanymi pensjami”.
Spór o górnictwo na Śląsku stał się jednak błyskawicznie sporem ogólnokrajowym i może sprawić rządowi ogromny kłopot – z sondaży wynika, że dwie trzecie Polaków popiera postulaty górników, a zaledwie 15% plany rządu. Sondaże to jedno,  ważniejsze są ulice. Protesty górników przy zakładach, w centrach miast, na zablokowanych drogach nie ustają od półtora tygodnia. Przyłączają się do nich koledzy z innych kopalń KW, Katowickiego Holdingu Węglowego (KHW) i Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW), ludzie niezwiązani z górnictwem.
– Cały kraj powinien być z górnikami, nie z Kopaczową! – wołał Bogusław Ziętek, szef WZZ Sierpień ‘80, do ponad 400 protestujących pod bramą kopalni Sośnica-Makoszowy w Gliwicach w ubiegłym tygodniu. – Jeśli rząd chce kogoś zrestrukturyzować, to tam, w Katowicach, jest taki gmach, który nazywa się zarządem Kompanii Węglowej, gdzie pracuje 1000 ludzi! Zgromadzeni skandują: – Złodzieje, złodzieje!
Po przegłosowaniu ustawy protesty, dotychczas prowadzone z utrzymywaniem produkcji, rozleją się – związkowcy zapowiadają strajki i akcje nie tylko na Śląsku. Jednocześnie przedstawiciele związków i rządu prowadzą negocjacje w Katowicach.
Górnikom wtóruje opozycja, z przekonania czy też z zimnej kalkulacji, ze słupkami sondażowymi w tle. – Górnicy stali się ofiarą rozgrywek PR-owych rządu, Ewa Kopacz chce pokazać, że potrafi podejmować odważne decyzje – mówi Marcin Mastalerek, rzecznik PiS. Dlatego jego partia obiecuje ponowne otwarcie zamkniętych przez obecny rząd zakładów, jak zapewniała Beata Szydło, wiceprezes PiS, w ubiegłym tygodniu w Rudzie Śląskiej.
Także SLD, którego poprawki do nowelizacji ustawy o górnictwie zostały odrzucone przez komisję sejmową, popiera protestujących górników. Wylicza przy tym dochody państwa z podatków i opłat, rzędu 7 mld zł rocznie. – Opodatkowanie tony węgla w Polsce w 2000 r. wynosiło 35 zł i 45 gr, a w 2013 r. było to już 95 zł i 15 gr (dla ceny na poziomie 300 zł) – mówił w Sejmie poseł Ryszard Zbrzyzny. – Dlaczego tona węgla kosztująca na składzie kopalni 250-350 zł po dotarciu do klienta końcowego kosztuje już 800-950 zł? Przecież za taką różnicę nie odpowiadają związki zawodowe i pracownicy kopalń!
SLD wytyka rządowi koszty społeczne. – W Bytomiu, mieście, które w ostatnich latach straciło 60 tys. mieszkańców i w którym w dalszym ciągu mieszka 160 tys., państwo chcą zlikwidować ostatnią kopalnię – argumentował poseł Zbyszek Zaborowski.

Kosztowny zarząd

Kompania Węglowa, największa w Europie spółka górnicza, jest w ogromnych tarapatach finansowych, jej długi urosły do ponad 4 mld zł. Według zarządu spółki, już w lutym zabraknie pieniędzy na wypłaty, a rząd grozi scenariuszem niekontrolowanego upadku całej grupy, jeśli przedstawiony plan naprawczy nie zostanie zrealizowany.
Głównym, choć niejedynym problemem KW, są niskie światowe ceny surowca. Między 2011 a 2015 r. spadły one ze 170 do mniej niż 60 dol. za tonę. Jak mówi Zbigniew Grudziński, ekspert Instytutu Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią (IGSMiE) w Krakowie, ten okres niskich cen należałoby jednak przetrwać. – Dotychczas najdłuższy permanentny spadek cen trwał cztery lata, ten aktualny utrzymuje się od 44 miesięcy. Jest zatem nadzieja, że ceny znów się odbiją.
A co, jeśli tak się nie stanie? Węgiel śląski ze względów technicznych – z powodu głęboko leżących pokładów i wysokiego stężenia metanu – jest już droższy w wydobyciu niż ten importowany z Rosji i kilku innych krajów. Chociaż pod względem kosztów wydobycia każda śląska kopalnia jest inna. Rentowność zależy od wielu czynników: jakości zasobów, warunków geologicznych, ale także mniej lub bardziej rozbudowanej administracji kopalni. Ten ostatni czynnik sprawia, że Sośnica-Makoszowy to najbardziej nierentowna kopalnia KW, bo po połączeniu dwóch wcześniej odrębnych struktur nie zmniejszono tego zaplecza, jak wyjaśnia pracujący tam inżynier. W pierwszym półroczu 2014 r. tylko trzy spośród 14 kopalń KW pracowały z zyskiem – najbardziej rentowna była kopalnia Marcel.
Nie ulega także wątpliwości, że KW i inne spółki węglowe skarbu państwa, choćby Katowicki Holding Węglowy, mają problemy natury strukturalnej. O KHW głośno było pod koniec września ub.r., gdy ujawniono plany zamknięcia należącej do holdingu kopalni Kazimierz-Juliusz w Sosnowcu. W odpowiedzi na związane z tym protesty premier Ewa Kopacz zapewniała górników, że będzie dalej stawiać na polski węgiel, jednocześnie nie ukrywając niezbędnego według niej warunku – rentowności.
A z tą jest różnie. Gdy w pierwszej dekadzie XXI w. cena węgla wzrosła, polskie górnictwo przez kilka dobrych lat było bardzo opłacalne. Jednak cena węgla to nie wszystko. Część ekspertów przypisuje problemy państwowych spółek górniczych silnej pozycji związków zawodowych oraz wysokim i sztywnym wynagrodzeniom górników. Według danych GUS, średnie wynagrodzenie w górnictwie wynosi 6743 zł brutto miesięcznie (2013 r.). Zdaniem krytyków także zapisy Karty górnika z 1981 r. są powodem nierentowności kopalń KW. Karta reguluje dodatki płacowe: barbórki, deputaty węglowe, 14. pensję, czy odprawy emerytalno-rentowe. Ci, którzy oburzają się na dochody górników, często jednak przemilczają fakt, że nie ma drugiej gałęzi gospodarki o tak wysokim zagrożeniu życia. Z danych nadzoru górniczego wynika, że w minionych 25 latach w wypadkach przy pracy zginęło ok. 1,5 tys. ludzi. Górnicy, którzy żyją z tym ryzykiem na co dzień, przekonują w dodatku, że zarobki na poziomie podawanym przez GUS to fikcja. Na ich paskach miesięczne dochody wahają się zwykle między 2 tys. a 3 tys. zł na rękę. Przy czym zmianowość i nocki to standard, a jeśli chce się zarabiać więcej, trzeba pracować w weekendy.
Sami górnicy największe obciążenia widzą głównie na poziomie zarządzania, które cechuje się marnotrawstwem, ułożonymi przetargami na usługi i produkty do kopalń. Między 2003 a 2013 r. koszty zarządu ogólnego KW według danych spółki wzrosły z 1 mld zł do prawie 2,5 mld zł, co stanowi ponad jedną czwartą przychodów. Zatrudnienie w katowickiej centrali KW wzrosło według różnych źródeł z 370 do ponad 1000 osób.
– Tutaj wszyscy robią swoje geszefty: zarząd, inżynierowie, a także działacze związkowi zakładają spółki i zdobywają za pomocą układów kontrakty kilkakrotnie zawyżone cenowo – mówi górnik jednej z kopalń przeznaczonych do likwidacji. – Na dodatek teraz jeszcze sztucznie wstrzymuje się sprzedaż węgla z ich kopalni.
Jacek Wrażeń, pracownik kopalni Sośnica-Makoszowy, precyzuje, na czym polega marnotrawstwo. – Za niezbędne materiały, takie jak gwoździe, kable, narzędzia, kopalnia płaci kilka razy więcej, niż kosztują one w handlu. Tylko dlatego, że muszą one mieć pieczątkę Wyższego Urzędu Górniczego.

Rząd jak strażak

Energetyka to segment strategiczny, dotyczący bezpieczeństwa kraju – podkreślają politycy wszystkich opcji, szczególnie w obliczu krwawego konfliktu na Ukrainie. Dlatego państwo kontroluje nie tylko koncerny energetyczne, takie jak PGE, Tauron czy Energa, ale także większość przemysłu wydobywczego. Polskie kopalnie węgla kamiennego, zatrudniające ponad 100 tys. osób, skarb państwa kontroluje za pomocą spółek całkowicie.
Problem tkwi w tym, że choć kolejni premierzy zapewniają, jak ważnym sektorem jest górnictwo i jak niezwykle szanują górniczy trud, to gdy przychodzi do działania, rząd odgrywa rolę strażaka gaszącego pożar. A ten wybuchł również dlatego, że dotychczas nie opracowano wiążącej, dalekowzrocznej strategii dla całej branży, czyli planu, jak ma wyglądać wydobycie węgla za 20 czy 30 lat. – Stany Zjednoczone mają strategię na 100 lat, Unia Europejska generalnie na 40 lat – mówi Jerzy Markowski, w 1997 r. wiceminister przemysłu i handlu z ramienia SLD, który ma opinię jednego z nielicznych państwowych urzędników znających się na górnictwie.
– W Polsce natomiast panuje wstręt do planowania i przewidywania.
Zdaniem Markowskiego, polska gospodarka i energetyka przez najbliższe 50 lat będą oparte na węglu – kraj będzie zatem ogromnym rynkiem zbytu. Dowodem na to są choćby planowane i realizowane bloki energetyczne, które w większości będą wykorzystywały węgiel. A istniejące spalają głównie ten surowiec.
Jerzy Markowski zwraca również uwagę na fakt, że dziś importujemy 12 mln ton węgla, co jest równoznaczne z utrzymywaniem 20 tys. miejsc pracy w górnictwie poza granicami kraju. Stać nas na to, ale likwidujemy 8 tys. miejsc pracy w Polsce. – Od ośmiu lat polskim górnictwem zajmują się osoby, które nie mają o nim zielonego pojęcia – podsumowuje.
Trudno zresztą mówić o kierowaniu polskim górnictwem, skoro na stanowisku dyrektora Departamentu Górnictwa w Ministerstwie Gospodarki jest wakat.
Pogląd, że brak strategii rządu to nie tylko interpretacje krytycznych ekspertów i z zasady kontrującej opozycji, ilustrują fakty. W cztery kopalnie, które mają zostać zlikwidowane, zainwestowano w ciągu ostatnich trzech lat, także w 2014 r., ok. 700 mln zł. Takie działanie można nazwać co najmniej niebywałą krótkowzrocznością. Nie wynika ona jednak z braku wyobraźni czy z codziennej walki politycznej. Krótkowzroczność rządów w kwestiach polityki gospodarczej i energetycznej w Polsce wydaje się skutkiem ideologicznej dominacji kapitalizmu w jego neoliberalnej wersji, w której ingerencja państwa w gospodarkę to co najwyżej zło konieczne.
Tomasz Chmal daleki jest od generalnego odrzucania prywatyzacji jako jednego z możliwych rozwiązań. Według tego eksperta ds. energetyki, do niedawna związanego z Instytutem Sobieskiego, prywatyzacja jest „drugim najlepszym rozwiązaniem”. Pierwszym jest restrukturyzacja w ramach spółek skarbu państwa. Chmal nie powołuje się na ideologiczne pobudki, tylko na to, że prywatyzacja może mieć poważne konsekwencje – zarówno dla bezpieczeństwa energetycznego państwa, jak i dla jego dochodów. – Prywatny inwestor na pewno usprawni zarządzanie, ale jednocześnie „zoptymalizuje” choćby wysokość podatków przekazanych do budżetu – mówi Chmal.
Co ważniejsze jednak, polska energetyka, w ponad 80% oparta na węglu, może się stać kartą przetargową, jeśli będzie kontrolowana przez prywatne podmioty. – Mogą one wówczas stawiać rządowi warunki, grozić upadłością i masowymi zwolnieniami, skazując gospodarkę na import. Prywatni inwestorzy, którzy zdominują rynek, mogliby zatem reagować tak, jak zrobiły to banki amerykańskie, szantażując rząd federalny USA. Ten w trakcie kryzysu od 2008 r. masowo dotował zagrożone banki ze względów strategicznych. Jeżeli strategiczna gałąź gospodarki jest pod kontrolą prywatnego kapitału, właściciel prywatny zachowa się w ten sam sposób jak państwowy i będzie się domagał wsparcia – argumentuje Chmal.
Czyli nowy król w starych szatach, ale okrojone płace załóg, państwo zaś z mniejszymi dochodami, brakiem wpływu i pola manewru w tej kluczowej branży? Związkowcy nie tylko kategorycznie odrzucają zamknięcie jakiejkolwiek kopalni, ale także krytykują dyskusje o sprzedaży kopalń prywatnym inwestorom. – Jeśli już zakład miałby zostać zrestrukturyzowany, to opowiadamy się za przekazaniem nas do koncernów paliwowo-energetycznych, do energetyki krajowej, tam gdzie węgiel jest spalany, nie zaś byle jakim inwestorom – mówi Andrzej Twardowski, przewodniczący NSZZ Solidarność Sośnica-Makoszowy.
Wraz z pierwszymi prywatnymi podmiotami, które deklarują chęć przejęcia kopalń, pojawiają się zarzuty o niejasne układy i publiczno-prywatne interesy. Bo dlaczego państwowe spółki inwestują setki milionów w modernizację, aby kilkanaście miesięcy później odsprzedać zakłady, określając je jako godne zaledwie likwidacji?
Marian Studencki przez 30 lat pracował jako główny mechanik w kopalni Brzeszcze. Od niedawna jest na emeryturze. Studencki wskazuje kilka zadziwiających faktów. Według niego, w 2012 r. na poziomie zarządu Kompanii Węglowej podjęto kilka decyzji, które znacząco wpłynęły na pogorszenie się sytuacji wszystkich kopalń grupy. – Od czerwca 2012 r. kopalnie miały fedrować na zwały, co jest nietypowe, gdyż w tym czasie zazwyczaj prowadzi się prace przygotowawcze – zauważa. – Jakość węgla na zwałach jednak się degraduje, a jego cena spada, równocześnie generując koszty. Dodatkowo w tym samym roku nastąpiła centralizacja sprzedaży przy jednoczesnym zakazie bezpośredniej sprzedaży, także indywidualnej, przez kopalnie.
Studencki wspomina również o dużych inwestycjach w kopalni Brzeszcze poczynionych w ostatnich latach. Jego wniosek jest jeden: – Kopalnie są celowo niszczone, aby je później odsprzedać.

Upadek kopalni – Śmierć miasta

To daleko idące zarzuty, które zapewne w kolejnych miesiącach będą się nasilać. Obok kwestii marnotrawstwa, rentowności czy wąsko pojętej ekonomii problem górnictwa jest znacznie szerszy, a na Śląsku wręcz strukturalny. W ciągu ostatnich 25 lat, gdy bezpośrednie zatrudnienie w górnictwie spadło o prawie 300 tys., wiele miast i gmin nie poradziło sobie z sytuacją po zamknięciach kolejnych kopalń. W Bytomiu likwidacja kopalń zniszczyła gospodarczą podstawę egzystencji dziesiątek tysięcy mieszkańców i pozostawiła lukę, której do dziś nie udało się wypełnić nowymi miejscami pracy. Bezrobocie w mieście sięga 20%, a przeznaczona do likwidacji kopalnia Bobrek-Centrum, dziś największy pracodawca, jest już ostatnią kopalnią. Dlatego prezydent miasta Damian Bartyla napisał list do Ewy Kopacz. – Zwróciłem się z apelem o szczególne pochylenie się nad sytuacją Bytomia, który nie będzie w stanie udźwignąć ciężaru tej decyzji – mówi.
20 km od Bytomia położone są Gliwice. Dziś bezrobocie w mieście wynosi zaledwie 7%, a teren po jednej z kopalń przekształcono w centrum biznesu i nauki, które nieźle sobie radzi. Jednak Sośnica, dzielnica Gliwic z jedną z przeznaczonych do likwidacji kopalń, leży daleko od centrum. To typowy ośrodek górniczy, kopalnia działa tutaj już od początku XX w. Niektóre ulice zamieszkują niemal wyłącznie pracownicy kopalni. – Jeśli ją zamkną, tutaj będzie jedno wielkie getto – martwią się mieszkańcy.
Paweł Strzelecki, ślusarz z sześcioletnim stażem, nie ma zamiaru pogodzić się z zamknięciem swojego zakładu, kopalni Sośnica-Makoszowy. – Ciężko pracujemy i chcemy dalej pracować, nie chcemy żadnej jałmużny – mówi gniewnie. – My się nie damy, mówimy nie. Nie dla likwidacji!
Podobnie myśli i mówi tysiące innych górników. Mają o co walczyć. I będą.


Władza Kompanii Węglowej
Prezesi
Jarosław Klima (2003), Maksymilian Klank (2003-2006), Grzegorz Pawłaszek (2006-2008), Mirosław Kugiel (2008-2010), Joanna Strzelec-Łobodzińska (2011-2013), Mirosław Taras (2014), Piotr Rykola (1014), Krzysztof Sędzikowski (od 13 grudnia 2014 r.)

Obecny Zarząd
Prezes – Krzysztof Sędzikowski, wiceprezes zarządu ds. pracy – Piotr Rykala
wiceprezes zarządu ds. ekonomiki i finansów – Władysław Kulczycki, wiceprezes zarządu ds. produkcji – Janusz Chmielewski, wiceprezes zarządu ds. sprzedaży i marketingu – Michał Sobel, wiceprezes zarządu ds. restrukturyzacji i rozwoju – Tomasz Jakubowski

Obecna Rada Nadzorcza
Przewodnicząca – Małgorzata Dec-Kruczkowska, dyrektor Departamentu Analiz w Ministerstwie Skarbu Państwa. Członkowie – Jarosław Bełdowski, Marek Bryx, Elwira Gross-Gołacka, Janusz Michalski, Henryk Nastalski, Małgorzata Niezgoda, Marian Turek, Paulina Wiktorska


Barbórkowe zapewnienia premiera
Donald Tusk na centralnej akademii barbórkowej w kopalni Krupiński w Suszcu 4 grudnia 2013 r.:
Polscy górnicy to być może najpotrzebniejsza klasa zawodowa w Polsce z punktu widzenia interesu całego narodu. W dzisiejszym świecie, a szczególnie w naszym regionie, ktoś, kto nie dysponuje takim skarbem, jakim jest np. polski węgiel (…), naraża się na zależność energetyczną. W związku z tym (…) może przestać móc prowadzić własną, niepodległą, niezależną politykę w interesie własnego narodu. Bez polskiego węgla, bez coraz bardziej skutecznych, efektywnych technik jego wydobycia i przerabiania, Polska nie byłaby tak pewna swojej niepodległości, swojej niezależności, jak dzisiaj jest.
Polskie górnictwo nie jest przeszłością. Wasza praca, wasz wysiłek jego godny najwyższego szacunku, nie tylko dlatego, że narażacie swoje życie i zdrowie, nie tylko dlatego, że to najcięższa robota, jaką można sobie wyobrazić (…). Wasz wysiłek, wasza praca są godne najwyższego szacunku przede wszystkim dlatego, że jesteście dziś Polsce bardzo potrzebni.


Kto faktycznie odpowiada za kryzys w Kompanii Węglowej?

Jerzy Markowski, b. wiceminister gospodarki
Za kryzys odpowiada minister gospodarki Janusz Piechociński jako minister konstytucyjny. Jeśli odpowiada za gospodarkę, to ma obowiązek monitorowania wszystkich ważnych sektorów i działów. Prowadzi też politykę kapitałową, kadrową, powołuje na ważne funkcje w gospodarce, ma inicjatywę ustawodawczą. Nie da się zwalić winy na nikogo innego. A sprawa nie wynikła nagle, tylko ciągnie się już dosyć długo.

Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce
Zawiniły ceny węgla. To jest wielka ekonomia światowa. Zwykle kiedy ropa naftowa tanieje, podobnie dzieje się z węglem, ale jeśli do tego prezesi Kompanii Węglowej biorą 80 tys. zł miesięcznie, to powinni przygotować swoją firmę na trudności gospodarcze. To jest pięć razy tyle, ile otrzymuje pani premier, a nie wspomnę nic o Ministerstwie Gospodarki, które jest w rękach PSL. Myśmy już od dwóch lat dopominali się o nową strategię gospodarczą dla górnictwa, bo dotychczasowa kończy się w 2015 r. Do tej pory jednak strategii dla górnictwa na kolejne lata nie ma.

Jan Czubak, b. przewodniczący Rady Miasta Bytomia
Moim zdaniem, ta historia ma cichego bohatera. PSL od siedmiu lat zarządza górnictwem i obsadza także średni szczebel. Może dlatego gdy dochodzi do jakichkolwiek problemów, nie ma odpowiedzialnych. Teraz, kiedy premier Kopacz pojechała do górników negocjować, wicepremier Piechociński udał się do Indii. Nie chcę powiedzieć, że cała wina spada na PSL. Dziwię się, że działacze tej partii dobrze żyją z górnictwa, a w tej sprawie milczą. Minister gospodarki jest jednym z dwóch ludzi, którzy powinni się wypowiadać w tej sprawie i jechać do Katowic, bo konstytucyjnie on odpowiada za górnictwo.

Jarosław Grzesik, szef sekcji górnictwa węgla kamiennego NSZZ Solidarność
Kryzys wynika z działań rządu i poprzednich zarządów Kompanii. Obecny zarząd jeszcze nie zdążył nic złego zrobić. To nie myśmy chcieli takich władz Kompanii, to oni sp… tę firmę.

Mateusz Cieślak, publicysta tygodnika „Nie”
Jeśli Kompania Węglowa jeszcze niedawno miała pół miliarda złotych zysku, a teraz to zmarnowała, to kto nią zarządzał? Stanowisko prezesa Kompanii jest łupem politycznym. Otrzymała je pani wiceminister gospodarki nadzorująca górnictwo Joanna Strzelec-Łobodzińska i nic nie zrobiła. Mamy więc odpowiedź. To nie górnicy są odpowiedzialni za straty Kompanii i za nieprzystosowanie kopalń do wydobycia węgla grubego, który jest najdroższy. Wydobywają głównie tańszy miał. Chodzi m.in. o taśmociągi i inne urządzenia, dlatego kopalniom trudno się przestawić na produkcję węgla grubego. Gdyby dokonano takich inwestycji, wydobywano by nie 6% tego lepszego i droższego surowca, ale np. 16% i żadnych kłopotów finansowych by nie było.
Not. BT

Wydanie: 4/2015

Kategorie: Kraj
Tagi: Jan Opielka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy