Tak czy owak, zawsze Roman (Giertych)

Tak czy owak, zawsze Roman (Giertych)

Objawił się nagle jako niemal polityk Platformy. Zaczął się pojawiać na manifestacjach KOD, na których skakał wraz z innymi

Kilka dni temu Rafał Grupiński, ważna postać w Platformie Obywatelskiej, zaręczał: „Na pewno Roman Giertych w naszym rządzie się nie znajdzie”. Oczywiście jego deklaracja jest bez znaczenia, nie takie rzeczy polscy politycy obiecywali i odwoływali. Większą wagę ma prosty fakt, że o tym się rozmawia. To świadczy, że Roman Giertych jest w grze.

W świecie polityki można być w grze na dwa sposoby. Po pierwsze, gdy ma się odpowiednie grono wyborców, tzw. elektorat, i sprawną ekipę. Z posiadaczem takiego pakietu każdy musi się liczyć. Ale jest i drugi sposób przebicia się do góry – bycie użytecznym. Oczywiście dla tych, którzy rozdają karty. Otóż Roman Giertych przetrenował obie metody. I poprzestał na tej drugiej. Jest użyteczny.

I.
Pierwsze wcielenie Romana Giertycha to lider Młodzieży Wszechpolskiej i Ligi Polskich Rodzin. Czegoś na prawo od Prawa i Sprawiedliwości.

Giertych odbudowywał endecję, gromił w wystąpieniach lewicę, liberałów, Brukselę, w roku 2001 wprowadził LPR do Sejmu, zdobywając 38 mandatów. To był całkiem przyzwoity wynik, bo PiS tych mandatów uzyskało wtedy 44. Czas w opozycji wykorzystał nie najgorzej, budując swoją pozycję w komisji śledczej badającej sprawę Orlenu.

W roku 2005 zdobył z Ligą Polskich Rodzin 34 mandaty (PiS – 155), ale, co ważniejsze, wszedł do koalicji rządowej. Od maja 2006 r. był w rządzie Jarosława Kaczyńskiego wicepremierem, ministrem edukacji. I wtedy pokazał, na co go stać.

II.
Kilkunastomiesięczny dorobek Giertycha ministra był na łamach PRZEGLĄDU opisywany parokrotnie. To jest dorobek – tak byśmy go dzisiaj nazwali – szalonego pisowca, więc tylko tytułem przypomnienia kilka osiągnięć.

Głównym wrogiem Giertycha w szkole był Związek Nauczycielstwa Polskiego. Minister żądał od związkowców, by odcięli się od „komunistycznej przeszłości”. I zablokował im wszelkie drogi awansu. Żaden z nich nie otrzymał medalu Komisji Edukacji Narodowej, przyznawanego wybitnym pedagogom. Za to został nim odznaczony osobiście przez szefa MEN znany „wychowawca młodzieży”, prałat Henryk Jankowski.

Co ważne, ks. Jankowski już od trzech lat był odsunięty od parafii, już wtedy ciążyły na nim oskarżenia o molestowanie ministrantów. Giertych jednak tym się nie przejmował. Wręczając medal, mówił, że prałat Jankowski „to człowiek legenda, który poświęcił wiele pracy również wychowaniu młodych pokoleń”, i atakowano go niesłusznie. „Ksiądz prałat Jankowski należy do tej Solidarności, która była wspólnym duchem narodu, która wyniosła nasze państwo. Do niej niektórzy się przyczepili, twierdząc, że to oni stanowią prawdziwy nurt, gdy tymczasem stanowili jego wypaczenie i aberrację”, głosił*.

Obok ZNP wrogiem ministra była Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. MEN w piśmie skierowanym do kuratorów nakazało sprawdzić, czy organizacje charytatywne, a szczególnie WOŚP, nie wywierają „presji na uczniów, nauczycieli i rodziców do uczestniczenia w różnego typu akcjach”. Powodem miały być docierające do ministerstwa sygnały, że „WOŚP przymusza uczniów do uczestnictwa w swojej akcji”.

Gdy wybuchła awantura, Giertych wycofał się z antyowsiakowej kampanii. Za to nie wycofał się z wojny z „promocją homoseksualizmu”. I z tego powodu odwołał szefa Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli, Mirosława Sielatyckiego. Za to, że CODN wydał podręcznik dla nauczycieli „Kompas. Edukacja o prawach człowieka w pracy z młodzieżą”. Celem tej publikacji stworzonej w 2002 r. przez Radę Europy była promocja praw człowieka. Według Romana Giertycha podręcznik miał służyć „promocji homoseksualizmu” w szkole.

Optował natomiast za wprowadzeniem do szkół lekcji patriotyzmu. „Przedmiotu” tego mieli „uczyć” oficerowie wojska zapraszani do szkół. Patriotyzm krzewić miały też lektury, których kanon Giertych zaczął zmieniać. Jako lektura obowiązkowa miał wrócić m.in. „Potop” Sienkiewicza, planowano zaś wykreślenie „Trans-Atlantyku” Gombrowicza.

Szkoła miała także uczyć dyscypliny. Poprzez wprowadzenie mundurków i program „Zero tolerancji”. W jego ramach planowano wprowadzić zakaz przebywania nieletnich w miejscach publicznych po godz. 22, a sprawiający szczególne kłopoty mieli trafiać do szkół o specjalnym rygorze. Porządek w „normalnych” szkołach kontrolowały natomiast słynne Giertychowskie trójki, czyli zespoły, w skład których wchodzili policjant, przedstawiciel gminy i wizytator z kuratorium.

Na polecenie ministra edukacji szkoły miały obowiązek na bieżąco sporządzać raporty na temat dziewcząt zachodzących w ciążę. Postanowiono również wciągnąć do programów nauczania propagowanie „czystości przedmałżeńskiej”. Minister Giertych reaktywował też zespół mający opracować scenariusze lekcji promujących naturalne metody antykoncepcji. O nowoczesnych środkach zapobiegania ciąży oczywiście nie wspominano. Wszak związana z Radiem Maryja doradczyni Giertycha Hanna Wujkowska twierdziła, że powodują one bezpłodność.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 3/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Maciek Dębala/NCzas/Forum

Wydanie: 3/2019

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy