Westerplatte z brodą

Profesor Geremek wydawał certyfikaty polskości i świadectwa moralności patriotycznej. Nie osobiście, w realnym wymiarze, lecz symbolicznie. Jak wszystko w polskiej polityce. W zeszły wtorek, 20 lipca, podczas strasburskiej sesji europarlamentu doszło do wyboru tamtejszego marszałka. Jednym z kandydatów był profesor Bronek. Wszystkie proeuropejskie i patriotyczne media w naszym kraju wcześniej już ogłosiły, że po wyborach poznacie ich. Każdy z polskich deputowanych, który zagłosuje na profesora Geremka, zyska papiery Prawdziwego Polaka. Pozostali okażą się unioeuropejskimi zaprzańcami. Gra zatem toczyła się o najwyższą w Polsce stawkę. O honor!
Aby wzmocnić beznadziejne szanse kandydata z Warszawy, doszło do sojuszu Leppera z Nałęczem. Lider Samoobrony oddał Geremkowi sześć swoich szabel. Wicemarszałek Tomasz Nałęcz, lider Borówek, ogłosił, że pracuje nad eurodeputowanym Rosatim. Głosów Leppera jest więcej, Nałęcza mniej, ale jakże ów głos był cenny. Ludzie Leppera nie mieli tam swojego kandydata, a eurosocjaliści jak najbardziej. W dodatku już naznaczonego piętnem zwycięstwa. Mimo to wicemarszałek Nałęcz, lider partii aspirującej do Partii Europejskich Socjalistów, wzywał swego członka do wyłamania się z dyscypliny. I innych też. Niech Polacy, głosując na Polaka, zademonstrują swą odrębność. To nic, że profesor przegra, miał przegrać, bo oprócz wspomnianych siedmiu głosów na większość liczyć nie mógł. Liczy się przecież symbol.
Można zrozumieć Leppera, że kazał głosować na partyjnego kolegę Balcerowicza. Samoobrona nie miała kandydata, z którym cokolwiek by ją łączyło. Jest bytem oryginalnym, niekompatybilnym z europarlamentem. Czemu profesor Nałęcz, człowiek uczony, nierzadko mądry, wzywał do łamania dyscypliny partii eurosocjalistów? Przecież profesor Geremek nie był kandydatem Polski, to nie Polska wysuwała kandydaturę Geremka, lecz mała polityczna frakcja skupiająca wielonarodowych deputowanych o liberalnych poglądach.
Istotą Unii Europejskiej jest integracja. W ostatnich wyborach nie startowała Polska przeciwko Hiszpanii lub Czechom, przeciwko Niemcom, lecz socjaliści przeciwko chadekom, liberałowie przeciwko ludowcom, konserwatyści przeciwko komunistom. We wszystkich krajach wspólnoty. Ewentualne zwycięstwo profesora Geremka nie byłoby ukłonem wobec zasług naszego kraju, lecz sukcesem frakcji euroliberałów. Gdyby profesor Geremek zapisał się do chadeków, frakcji, z którą Unia Wolności wiele lat kooperowała, to może miałby szansę. Ale wcześniej chadeków zasiliła PO, a pan profesor nie wysiedzi wspólnie w jednej frakcji z panem Piskorskim. Pozostali mu bliscy liberałowie. Honor i ochota zostały ocalone, ale szansa na sukces przepadła.
Gdyby polscy eurosocjaliści i chadecy zagłosowali na profesora Geremka wbrew woli swych frakcji, potwierdziliby opinię, że Polacy nie rozumieją lub nie chcą unijnej integracji, że prawica i lewica polska nastawione są bardziej na rozwalenie UE, bo zamiast europejskiej solidarności liczy się nacjonalistyczny gest. I wreszcie, że nie potrafią jako reprezentanci klasy politycznej dokonać prostej kalkulacji skuteczności politycznych działań. Kolejni szarżujący konno na czołgi.
Najsmaczniejsze jest jednak to, że o tym wszystkim wiedział znakomity znawca problemów i istoty Unii Europejskiej, profesor Geremek. Człowiek nieraz pouczający w czasie ostatniej kampanii, właśnie z pozycji zdecydowanego zwolennika wspólnoty, integracji, porzucenia małych, nacjonalistycznych interesów. I teraz zamiast oświecić przewodniczącego Leppera czy wicemarszałka Nałęcza, milczał. Czy żądza startu, jakże prawdziwie polskiej glorii przegranej, tak oślepiła Wybitny Umysł?

Wydanie: 31/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy