Wiarygodność na wagę złota

Wiarygodność na wagę złota

Nawet początkujący kierowcy wiedzą, że przed skrętem trzeba włączyć kierunkowskaz i sprawdzić w lusterku, czy nic nie jedzie. Chwila nieuwagi grozi katastrofą i ofiarami.
W ciągu paru tygodni okaże się, czy ostatni manewr SLD i ostry skręt w lewo zostały zrobione zgodnie z regułami. Bo jeśli nie, to ten skręt może być faktycznie ostatni. Ocena manewru nie jest już jednak sprawą kierowcy. Teraz wszystko zależy od wyborców. To oni zadecydują, czy czekali na taki właśnie manewr. Ich oczekiwania są bowiem po stokroć ważniejsze od dobrego samopoczucia polityków. Takie myślenie może się wydawać naiwne albo wręcz utopijne, bo przecież nie ma dziś w Polsce wysypu mężów stanu. A charyzmatycznych liderów wypatrują bezskutecznie zarówno lewica, jak i prawica.
Do polityki psim swędem pchają się ludzie, którzy mówią, że są w polityce po to, by realizować własne poglądy. Szkopuł w tym, że tych poglądów nie mają, a to, co mówią, jest zbitką doraźnych ocen. Zbitką słów, do których zresztą nie są szczególnie przywiązani. I co najważniejsze, nie rozumieją, że w polityce powinni być po to, by to innym było dobrze. A dokonując wyboru, że chcą być po lewej stronie, przyjęli na siebie wielkie zobowiązanie. Rozbudzili nadzieję ludzi, że dzięki ich staraniom lepiej będzie się żyło tym, którzy mają najmniej, i tym, którym dzieje się krzywda. Że stworzą takie warunki, by każdy utalentowany i pracowity młody człowiek mógł pofrunąć tak daleko i tak wysoko, jak tylko sięgają jego marzenia. Do tego nie wystarczą programy i deklaracje. Doceniając wagę słów, najważniejsza jest teraz praktyka. Czyny i fakty. Zgodność słów i deklaracji z czynami rozstrzyga o wiarygodności każdej partii w całości i każdego polityka z osobna. Jest w polityce dobrem najważniejszym. I najtrudniejszym do zdobycia. Dlatego jest najpiękniejszym laurem, jaki może ozdobić czoło polityka. Usłyszeć o sobie, że jest się politykiem wiarygodnym, to najpiękniejsza melodia dla ucha. Niestety, w Polsce mało komu grana. Po kolejnych nieudanych eksperymentach, zapomnianych hasłach i niespełnionych zapowiedziach zapotrzebowanie na wiarygodnych polityków bardzo szybko rośnie. Zobaczymy, kto przedłoży długi marsz po trwałe uznanie nad doraźne jasełka.
Na razie z LiD, czyli budowli, która w pełni nie zadowalała nikogo, ale dawała schronienie i możliwość budowy kolejnych segmentów, nie zostało nic poza długą listą pretensji i osobistych niechęci. Ale choć kryzys lewicy jest głęboki, to wcale nie brakuje chętnych do poprowadzenia statku. Mało tego. W krótkim czasie powstała cała lewicowa flotylla. Tyle że choć stateczków jest coraz więcej, to są one coraz mniejsze.
Kto na tym skorzysta? Kapitanowie szalup, którzy przez moment poczują się admirałami? To będzie bardzo krótka chwila. Kubeł zimnej wody jest nieuchronny. Z rywalizacji lilipucich bytów nie powstanie nowa jakość. Mało w tym realizmu. Za to dużo ambicji bez pokrycia. Lewica zmarnuje dużo czasu, bo i tak do celu musi iść razem.

Wydanie: 19/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy