Widokówka Z Polinezji

Widokówka Z Polinezji

Bywałem tam kilkakrotnie i zawsze wracałem z nieco mieszanymi uczuciami, tak jakbym przybył za późno…

Dawno zauroczył mnie mit Polinezji, mekki elitarnej światowej turystyki, która w XVIII w. tak bardzo zafascynowała Cooka czy Bougainville’a. Bywałem tam kilkakrotnie i zawsze wracałem z nieco mieszanymi uczuciami, tak jakbym przybył za późno.
Za pierwszym razem uderzył mnie brak spontaniczności tubylców, innym razem nie dostrzegłem już vaataia, śmigłych żaglowych pirog z bocznym pływakiem, które zastąpiono łodziami motorowymi. Potem nie widziałem już nigdzie, z wyjątkiem hotelowych spektakli, zmysłowego tamure, odzwierciedlającego triumf sztuki tańca polinezyjskiego. To coś z kwintesencji kobiecego wdzięku, a przede wszystkim miłosnej deklaracji w rozszalałym rytmie. Nieraz byłem zawiedziony rzadkim widokiem słynnych z obrazów mistrza Gauguina vahine, które, niestety, nie są już wizytówką Pacyfiku, bo w ciągu kilku pokoleń wymieszało się tu dostatecznie dużo ras.
Przyznaję jednak, że na słonecznych wyspach nie zmienił się kolor niesamowicie szmaragdowej laguny mieniącej się paletą kolorów zmieniających się w zależności od pory dnia i głębokości wody. Dziś, tak jak i u zarania dziejów, tętni bogatym życiem rafa koralowa. Pozostał ten sam przepych bujnej roślinności, ten sam dziki pejzaż wygasłych wulkanów czy fascynująca głucha muzyka przyboju.
„Polinezja ma jednak swoje minusy – żalił mi się mój francuski przyjaciel zadomowiony na Bora-Bora, perle mórz południowych. – Izolacja nie jest łatwa do zniesienia. Klimat, owszem, doskonały, ale monotonny, niszczy nerwy. Podobnie działa na psychikę nieustanny szelest liści palmowych. Przynajmniej raz w roku muszę wyjechać do Paryża, żeby chociaż na trochę zmienić klimat i środowisko”.

Na podstawie książki Jacka Pałkiewicza „Pasja życia” (Zysk i S-ka).

Wydanie: 51-52/2011

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy