Kto rządzi arabską opinią publiczną?

Kto rządzi arabską opinią publiczną?

Po niemal trzech dekadach działalności Al-Dżazira to najbardziej opiniotwórcze i jednocześnie najbardziej kontrowersyjne medium z Bliskiego Wschodu

Do połowy lat 90. zeszłego wieku koncepcja obiektywnych mediów była w świecie arabskim czymś wręcz abstrakcyjnym. Stacje telewizyjne, rozgłośnie radiowe i gazety uchodziły za tuby propagandowe przywódców reżimów i dyktatorów. Przekazywały przede wszystkim wizję wydarzeń, jaką chciał zaprezentować rząd, a nie taką, jaką widziała ulica. Brak wolności mediów sprawiał, że Arabowie chcący poznać inną perspektywę zwracali się ku zachodnim międzynarodowym nadawcom, takim jak CNN czy BBC. To jednak nie rozwiązywało problemu, gdyż stacje te z kolei przedstawiały świat widziany zachodnimi oczami, nie zawsze zwracając uwagę na niuanse istotne dla bliskowschodniego odbiorcy.

Wyraźną lukę postanowiło zapełnić BBC, uruchamiając stację telewizyjną nadającą po arabsku. Przy współpracy z Orbit Communications Company, spółką kontrolowaną przez kuzyna saudyjskiego króla Fahda, w 1994 r. zaczęła nadawać BBC Arabic Television.

Brytyjski nadawca miał już pewne doświadczenie w dostarczaniu treści dla arabskiego społeczeństwa. W 1936 r., kiedy Brytyjczycy wciąż zarządzali terytorium Mandatu Palestyny, w Jerozolimie z inicjatywy Biura Kolonialnego uruchomiono arabską rozgłośnię radiową Palestine Broadcasting Service, wraz z jej hebrajskim i angielskim kanałami. Podstawowym celem PBS było przekazywanie brytyjskiej wizji świata arabskojęzycznym słuchaczom. Ze względu na trudną sytuację polityczną w regionie – od napiętych relacji arabsko-żydowskich w Mandacie Palestyny, po rozpoczętą kilka lat po uruchomieniu rozgłośni II wojnę światową – wiadomości i komentarze polityczne były ściśle cenzurowane.

Doświadczenie z PBS pozwoliło BBC na uruchomienie już w 1938 r., w ramach BBC World Service, 65-minutowego programu nadawanego w literackim języku arabskim. W kolejnych latach długość programu była stopniowo zwiększana, a dzisiaj radio nadaje przez całą dobę.

Kiedy w latach 90. nadawanie rozpoczęła BBC Arabic Television, Brytyjczycy naciskali na wolność dziennikarską, co nie podobało się ich saudyjskim współinwestorom z Orbit, podległym bezpośrednio rodzinie królewskiej z Rijadu. Telewizja zniknęła z anteny po dwóch latach, kiedy nadała odcinek „Panoramy”, programu dokumentalnego skupiającego się na bieżących wydarzeniach. Krytycznie opisano w nim sytuację praw człowieka w Królestwie, pokazując także scenę ścięcia głowy skazańcowi. Orbit błyskawicznie wycofało się z umowy z BBC, co zmusiło telewizję do zamknięcia redakcji.

Gorący „Przeciwny kierunek”

Szansę w tej sytuacji dostrzegł katarski emir Hamad ibn Chalifa as-Sani. Choć sam był przywódcą autorytarnego państwa, miał też wizję reformy mediów, która dopuszczałaby wolność słowa, a nawet krytykę rządu (a przynajmniej w ten sposób prezentował swoje poglądy). As-Sani wyasygnował 500 mln riali (ok. 137 mln dol.), by utworzyć nową stację telewizyjną i utrzymać ją przez pierwszych pięć lat funkcjonowania. W Dosze stanął budynek, do którego szybko ściągnęli dziennikarze, producenci i technicy pozostawieni na lodzie po zamknięciu arabskiego kanału BBC. W zatłoczonym newsroomie przez pięć miesięcy pracowano, przygotowując się na 1 listopada 1996 r., dzień, w którym Al-Dżazira miała rozpocząć nadawanie dla świata. Tak zaczęła się historia najbardziej wpływowego medium na Bliskim Wschodzie, które z niewielkiej stacji telewizyjnej rozrosło się do prawdziwego molocha nadającego pasma rozrywkowe i sportowe, wraz z siostrzaną stacją również po angielsku, także popularną stroną internetową, biurami na całym świecie i dziesiątkami korespondentów prezentujących wydarzenia ze wszystkich kontynentów.

Początkowo program nadawany był jedynie przez sześć godzin dziennie, a serwisy informacyjne emitowano w połowie każdej godziny, by nie kolidowały z wiadomościami innych państwowych telewizji regionu. Stopniowo jednak zwiększano czas nadawania programów, a serwisy przesunięto na pełną godzinę, kiedy 16 maja 1998 r. Pakistan ogłosił, że przeprowadzi pierwszą próbę nuklearną w odpowiedzi na testy prowadzone przez Indie. Premier Pakistanu Nawaz Sharif miał przemówić o godz. 16.00 według czasu w Dosze. Aby wyemitować przemówienie na żywo, podjęto decyzję o zmianie formatu telewizji. Jest on utrzymywany do dzisiaj.

Od stycznia 1999 r. Al-Dżazira nadaje swój program całodobowo.

Już w pierwszym miesiącu działalności telewizja wyemitowała talk-show na żywo, nazwany „Szariat i życie”, podczas którego widzowie mieli możliwość dzwonienia do studia i zadawania gościom pytań zarówno o kwestie typowo religijne, jak i społeczne. Dopiero jednak drugi talk-show stacji, „Przeciwny kierunek”, przykuł uwagę szerszej publiczności. Program prowadzony przez Fajsala al-Kasima jest do dzisiaj najbardziej kontrowersyjnym punktem ramówki Al-Dżaziry, jeśli nie w ogóle najbardziej kontrowersyjnym arabskim programem telewizyjnym. Al-Kasim pochodzi z Syrii, ale wykształcenie zdobył w Wielkiej Brytanii. Doświadczenia pozyskane w pracy dla BBC, wraz z doktoratem z nauk o mediach uzyskanym na Uniwersytecie w Hull, przyczyniły się do stworzenia programu, w którym mierzą się ze sobą goście reprezentujący przeciwne stanowiska w istotnych problemach politycznych i społecznych, takich jak korupcja, islamski fundamentalizm czy poligamia. Każdy odcinek rozpoczyna się od wprowadzenia, w którym al-Kasim zadaje liczne pytania, przygotowując grunt pod gorącą debatę. Prowadzi on program w taki sposób, by dochodziło do konfrontacji między gośćmi, a niektórzy badacze twierdzą, że prezenter dąży do tego, by goście jak najczęściej sięgali po obelgi lub wręcz fizyczną agresję.

Na początku XXI w. wobec Al-Dżaziry i programu al-Kasima wysuwano oskarżenia o to, że emitując wypowiedzi Osamy bin Ladena i innych przedstawicieli Al-Kaidy, stają się narzędziem w rękach terrorystów. Pojawiły się wezwania ze strony Zachodu, by Katar zamknął stację telewizyjną, jednak władze w Dosze nigdy poważnie tego nie rozważały.

Według Hafeza al-Miraziego, ówczesnego dyrektora biura Al-Dżaziry w Waszyngtonie, fakt, że jego stacja emitowała nagrania przygotowane przez najbardziej znanego terrorystę na świecie, nie świadczy o tym, że katarska telewizja jest tubą propagandową Al-Kaidy. Al-Mirazi przypominał, że kiedy w Stanach Zjednoczonych działał Theodore Kaczynski, szerzej znany jako Unabomber rozsyłający pocztą ładunki wybuchowe, „New York Times” również zdecydował się na opublikowanie jego manifestu, wzywającego czytelników do porzucenia zdobyczy nowoczesnych technologii.

Hugh Miles, amerykański dziennikarz i autor książki „Al Jazeera: How Arab TV News Challenged the World” (Al Dżazira: Jak arabskie wiadomości telewizyjne rzuciły wyzwanie światu), zauważa, że stacja o wiele więcej czasu antenowego poświęcała polityce amerykańskiej i izraelskiej niż samej Al-Kaidzie. W wywiadzie dla programu „Democracy Now!”, udzielonym wspólnie z Fajsalem al-Kasimim w 2006 r., podkreślił też, że jego zdaniem Al-Dżazira nie jest zainteresowana propagandą, a wiele nagrań pozyskanych od terrorystów z Al-Kaidy nigdy nie ujrzało światła dziennego.

Pod ogniem pocisków

Al-Dżazira wspięła się na szczyty popularności podczas amerykańskiej inwazji na Afganistan po zamachach na World Trade Center z 11 września 2011 r. Już od jakiegoś czasu w Kabulu mieściło się zagraniczne biuro telewizji. Dzięki stałej obecności reporterzy katarskiej stacji mogli zdobywać lepsze materiały, które chętnie kupowały od nich zachodnie media, często za wysoką cenę. Minęło jednak pierwszych pięć lat funkcjonowania stacji i wciąż nie stała się ona samowystarczalna finansowo. Emir as-Sani postanowił więc, że będzie dotował Al-Dżazirę co roku i do dzisiaj jego rodzina zapewnia lwią część dochodów stacji.

W telewizji pojawiali się też zachodni politycy, tłumaczący stanowisko swoich krajów wobec operacji wojskowej. Brytyjski premier Tony Blair w nagranym wywiadzie wprost odnosił się do emitowanych wcześniej nagrań Osamy bin Ladena, mówiąc że Al-Kaida wykorzystuje nierozwiązany wciąż konflikt izraelsko-palestyński do manipulacji arabską opinią publiczną. Blair bronił też zaangażowania Londynu w wojnę w Afganistanie, mówiąc, że „nie chodzi tutaj o walkę Zachodu z islamem”, gdyż „przyzwoici muzułmanie, miliony z nich w Europie, potępiły terrorystyczne ataki w Nowym Jorku”. Dodał, że nie wierzy, by Arabowie chcieli żyć w reżimie proponowanym przez Al-Kaidę.

W listopadzie 2001 r. stacja znalazła się w ogniu walk. Jej kabulskie biuro zostało zniszczone amerykańskim pociskiem rakietowym. Według Hugh Milesa nie było to przypadkowe. Stację obrano za cel z premedytacją, by uciszyć jej reporterów. Po ataku dyrektor zarządzający stacji Mohammed Dżasim al-Ali nie chciał spekulować, czy był to celowy atak, ale podkreślił, że dokładna lokalizacja kabulskiego biura Al-Dżaziry była Amerykanom dobrze znana.

Nie była to jedyna siedziba stacji, która padła ofiarą ataku w trakcie działań wojennych. 15 maja ubiegłego roku w izraelskim nalocie na Gazę zbombardowany został 11-piętrowy budynek, w którym mieściły się mieszkania i redakcje Al-Dżaziry i Associated Press. Nie ma wątpliwości, że atak był zamierzony, gdyż właściciel budynku już wcześniej poinformował pracowników, że Izraelczycy zarządzili natychmiastową ewakuację lokali. Dziennikarze musieli się przenieść do hotelu i biur Agence France-Presse, która użyczyła im miejsca, by mogli na żywo transmitować izraelskie ataki na cele w Gazie.

Niemal rok później palestyński oddział Al-Dżaziry spotkała kolejna tragedia. Doświadczona reporterka Szirin Abu Akla została śmiertelnie postrzelona podczas relacjonowania izraelskiej operacji w Dżaninie na Zachodnim Brzegu Jordanu. Wciąż trwa śledztwo mające wyjaśnić okoliczności jej śmierci, lecz według katarskiej telewizji i Palestyńczyków reporterkę zabił izraelski żołnierz, by ją uciszyć. Liczni dziennikarze i publicyści, zwłaszcza zajmujący się zawodowo Bliskim Wschodem, po jej śmierci publikowali artykuły chwalące Abu Aklę za profesjonalizm i obiektywizm, które miały być powodem obrania jej za cel.

Niezadowolenie Izraelczyków

Jednak opinii o obiektywizmie zarówno Abu Akli, jak i całego zespołu redakcyjnego Al-Dżaziry nie podzielają Izraelczycy. Kolejne ekipy rządzące Państwem Żydowskim uważają, że katarskie media nieobiektywnie przedstawiają konflikt z Palestyńczykami, kierując się uprzedzeniami wobec Żydów i syjonizmu. Były dyrektor biura międzynarodowego Al-Dżaziry w Egipcie, Mohamed Fahmi, skrytykował stację za to, że w kwestii Izraela i Żydów reprezentuje stanowisko zbliżone do pozycji katarskiego rządu. W 2019 r., w rozmowie z portalem Arab News, podkreślił, że anglojęzyczna wersja stacji i strona internetowa, skierowane przede wszystkim do zachodniego odbiorcy, mogą chwalić międzynarodową społeczność żydowską, ale jednocześnie do arabskiej odsłony zapraszani są tak kontrowersyjni rozmówcy jak egipski duchowny Jusuf al-Karadawi, jeden z intelektualnych przywódców Braci Muzułmanów, który w transmitowanych na antenie kazaniach wprost wzywa współwyznawców do zabijania Żydów.

Fahmi jest dzisiaj adiunktem na Uniwersytecie Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie i wytoczył proces poprzedniemu pracodawcy za zaniedbanie i to, że nie zapewniono mu odpowiedniej ochrony w czasie przewrotu w Egipcie w 2013 r., co doprowadziło do aresztowania go przez egipskie służby bezpieczeństwa pod zarzutem działania na szkodę bezpieczeństwa narodowego. Prawdziwa przyczyna aresztowania Fahmiego i jego redakcyjnych kolegów była inna. Dziennikarze Al-Dżaziry niemal jawnie wspierali protesty arabskiej wiosny w 2011 r. i kolejnych latach, przedstawiając wydarzenia w sposób, który nie mógł się podobać autorytarnym rządom wielu krajów Bliskiego Wschodu. Fajsala al-Kasima oskarżano nawet o to, że wstępy do jego „Przeciwnego kierunku” zmieniły się w niemal rewolucyjne odezwy. Zdaniem Fahmiego stanowisko stacji wobec arabskiej wiosny tłumaczy przede wszystkim wpływ katarskich władz na Al-Dżazirę: „Sieć jest niczym więcej niż przedłużeniem katarskiego wywiadu”, zdradził swoją opinię w rozmowie z Arab News.

Wynika to z długiej historii rywalizacji Dohy z Rijadem. Podczas gdy w Arabii Saudyjskiej Bracia Muzułmanie, międzynarodowa organizacja stojąca, przynajmniej częściowo, za protestami, które rozlały się niemal na cały Bliski Wschód, uważane jest za ugrupowanie terrorystyczne, Katar ma stanowisko odmienne. Aż do 2021 r. Bracia byli politycznym sojusznikiem rodziny as-Sanich. Zmieniło się to po niedawnym kryzysie relacji Kataru z arabskimi sąsiadami. W 2017 r. kilka państw, w tym Arabia Saudyjska, zerwało stosunki dyplomatyczne z małym emiratem i rozpoczęło blokadę jego portów. Jednym z żądań monarchii Półwyspu Arabskiego było zamknięcie Al-Dżaziry, co dla Kataru było wymaganiem oderwanym od rzeczywistości. Kiedy cztery lata później podpisano deklarację kończącą izolację Dohy, do tematu zamknięcia stacji już nie powrócono, choć rodzina as-Sanich zażądała, by Bracia Muzułmanie opuścili kraj. Wielu z nich udało się wówczas do Turcji, która udzieliła im schronienia już po egipskim przewrocie.

Al-Dżazira wciąż pozostaje największym i najchętniej oglądanym kanałem telewizyjnym w arabskim świecie. Mimo licznych kontrowersji, w wielu badaniach opinii publicznej stacja uchodzi za obiektywną i przedstawiającą wydarzenia zgodnie z prawdą. Nawet jeśli ten obiektywizm zostaje czasem nadszarpnięty przez kontrolę, jaką nad dziennikarzami sprawuje wciąż finansujący telewizję rząd Kataru, to z pewnością tworzą oni jedno z najbardziej opiniotwórczych mediów na Bliskim Wschodzie. Z opiniami Al-Dżaziry liczą się nawet arabscy despoci.

Fot. Al Jazeera

Wydanie: 28/2022

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy