Wieczny odpoczynek pod palmą

Wieczny odpoczynek pod palmą

Tu spoczywa magister farmacji

Zmienia się także to, co na grobie napisane. Coraz częściej sformułowanie z frontonu grobowca „Grób rodziny (tu nazwisko)” bywa zastępowane określeniem „Grób rodzinny”. Różnica pozornie niewielka, ale to wyraźna kalka telewizyjnej reklamy: „obiadków rodzinnych”, „imprez rodzinnych”, grillów, wypadów czy filmów „dla całej rodziny”. Miło się kojarzy i umniejsza grozę śmierci. Coraz rzadziej widuje się zabawną pomyłkę typu „Dom rodziny Kowalskich”. Wynikała z nieznajomości łaciny i snobowania się na wyższe sfery. A te pisały na grobowcu skrót „D.O.M. Kowalscy”, czyli Kowalscy w hołdzie Deo Optimo Maximo (Bogu Najlepszemu, Największemu). Z domem nie miało to jednak nic wspólnego. W Wielkopolsce na grobowcu w Buku wypisano po prostu, że to grobowiec. Dla porządku.

Epitafia pozostają po staremu grafomańskie – ból po stracie wyraża się w najprostszych rymach i kiczu. „Wszystko to, co najdroższe / w tym grobie się mieści. / Wszystko nam śmierć zabrała. / A nie zabrała boleści”. Liczba sylab w rymowance nie musi się zgadzać, treść też może być z lekka bezsensowna, byle zachowywała tonację. Jeżeli wyraz nie chce pasować do rymu, to go się zmienia: „Zostawiłeś nam żal i tęsknotę / Co spokojność męci, / Żyjesz jednak, drogi mężu i ojcze, w sercach naszych pamięci”. Pomysłowe inskrypcje to rzadkość. W Poznaniu małżonek kazał wyryć na grobie żony: „Dzieli nas tylko czas…”.

Zasługi, dorobek i pozycja życiowa zmarłego opisywane bywają ciągle z zachwianiem proporcji. Najwięcej figuruje na nagrobkach zasług militarnych (udział w bitwach, kampaniach, odznaczenia) oraz doznanych cierpień („więzień obozu w latach…”, „zesłaniec”). Od czasu do czasu bliscy umieszczą na grobie węża Eskulapa (lekarz), niekiedy pojawi się książka (nie bardzo wiadomo, kogo symbolizuje). Na warszawskich Powązkach podpisano zmarłą „Magister farmacji”. Na cmentarzu w Lewinie Kłodzkim, gdzie tak bardzo chciała spocząć Violetta Villas, pogrzebano za to pana z inskrypcją, że „53 lata wiernie służył Bogu jako ministrant i kościelny”. Insygnia innych zawodów ani dotyczące ich inskrypcje niemal nie istnieją. Na grobie młodego leśnika w Resku (Zachodniopomorskie) koledzy ustawili blaszane sosenki pociągnięte srebrolem. Mimo że dookoła szumi mu sporo naturalnych. W przypadku najbardziej zasłużonych od lat obowiązują skrajnie patetyczne formuły-zaklęcia: „Książę Stanisław Lubomirski. Działał – jednoczył – tworzył”; „Nina Andrycz. Królowa sceny Teatru Polskiego”. Ale na Starych Powązkach można też znaleźć XIX-wieczną mogiłę niejakiego Adama Milli. Pod swoim nazwiskiem kazał umieścić tylko jedno słowo: „Obywatel”. Mało?

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 44/2015

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy