Wielka afera maklera

Wielka afera maklera

Czy bogobojny ojciec rodziny zdefraudował 750 mln dolarów?

John Rusnak udzielał się w radzie parafialnej kościoła Świętego Serca i regularnie chodził na mszę. Był filarem lokalnej społeczności w Mount Washington, dobrej dzielnicy Baltimore. W rzadkich wolnych chwilach działał w centrum ceramiki artystycznej, a nawet sam lepił garnki. Miał opinię kochającego męża, wzorowego ojca dwóch córek i uczynnego sąsiada. A jednak ten szacowny dżentelmen, drobnomieszczanin w każdym calu, nagle znalazł się w centrum największej od siedmiu lat afery bankowej.
Jego pracodawca – Allied Irish Banks (AIB), największy dom finansowy Republiki Irlandzkiej, inwestujący z rozmachem także w Polsce – twierdzi, że John Rusnak zmarnotrawił lub ukradł 750 mln dolarów! Premier Irlandii, Bertie Ahern, obawia się, że rzeczywiste straty mogą być znacznie większe. Władze banku zwołały kryzysową naradę w Dublinie. „Mamy do czynienia z przypadkiem bardzo

skomplikowanej defraudacji

przeprowadzonej w ramach spisku, z możliwością wewnętrznej i zewnętrznej zmowy”, powiedział dyrektor banku, Michael Buckley. Czterech kolegów 37-letniego Rusnaka zatrudnionych wraz z nim w Allfirst Financial Inc. – filii AIB w Baltimore (USA) – zawieszono w pełnieniu obowiązków jako podejrzanych o niedbalstwo lub współudział w aferze. Kurs akcji banku spadł błyskawicznie o 23%.
Domniemany sprawca tej katastrofy, John Rusnak, w młodości handlował dywanami w Nowym Jorku, ale przerażał go stres wielkomiejskiego życia. W kwietniu 1994 r. przeniósł się do więc wraz z żoną Lindą do Baltimore, gdzie kupił elegancką, wiktoriańską willę zbudowaną przed 130 laty. Czy konieczność spłaty kredytu hipotecznego skłoniła Rusnaka, który zatrudnił się w Allfirst, do wkroczenia na drogę gigantycznego oszustwa? Makler z Mount Washington pracował w dwuosobowym dziale prowadzącym zagraniczny handel dewizami, którego roczne zyski nie przekraczały 10 mln dolarów. Koledzy nie uważali Rusnaka za szczególnego „gwiazdora”, jego zarobki – 85 tys. dolarów rocznie – w kręgach finansistów nie należały do imponujących.
A jednak makler miłośnik ceramiki zdołał jakimś sposobem ominąć skomplikowany system kontroli i przekroczyć limity finansowe. Stopniowo zyskał sobie opinię

bardzo aktywnego gracza.

Przeprowadzane przez niego transakcje (od 60 do 100 dziennie, niekiedy także przez telefon) stawały się coraz bardziej ryzykowne. Zagraniczni maklerzy brali w nich udział tylko dlatego, że Allfirst był filią AIB – konserwatywnego, godnego zaufania banku. Początkowo Rusnakowi sprzyjało szczęście. Kiedy w 1997 r. na jednej operacji, sprzedając dolary za niemieckie marki, zarobił 5 tys. dolarów, pochwalił się reporterowi dziennika „Baltimore Sun”: „Gdyby tak wychodziło za każdym razem, moglibyśmy siedzieć sobie w szlafrokach, pykając fajeczkę”. Ale zbyt lekkomyślny gracz finansowy nie zawsze może liczyć na szczęśliwy los.
Menedżerowie AIB twierdzą, że Rusnak spowodował olbrzymie straty, przeprowadzając w 2001 r. około stu całkowicie nieudanych transakcji, z których ostatnia została dokonana między Bożym Narodzeniem a sylwestrem. Szczegóły tych machinacji nie są znane, ale eksperci przypuszczają, że makler zbytnio zaufał jenowi japońskiemu, którego wartość spadła w 2001 r. w stosunku do dolara o 15%. Aby ukryć straty, dosłownie żonglował liczbami i stosował fikcyjną księgowość. Nie jest pewne, czy potajemnie przelał miliony dolarów na własne konta, czy też po prostu stracił pieniądze w wyniku zbyt karkołomnych operacji. „Nie wiemy, czy coś ukradł. Być może sam coś wziął. Może też miał wspólników, którzy coś wzięli”, mówi Michael Buckley.
W końcu stycznia kontrolerzy AIB zorientowali się wreszcie, że brakuje 750 mln dolarów, przy czym wszystkie tropy prowadzą do działu Rusnaka, w którym wykryto masy sfałszowanych dokumentów. Wypytywany przez przełożonych, makler ryzykant nie kwapił się do złożenia wyjaśnień, a w końcu 4 lutego nie przyszedł do pracy. Kiedy nie udało się go odnaleźć, władze banku wstrzymały wszelkie transakcje dewizowe i zawiadomiły FBI. Agenci Federalnego Biura Śledczego wytropili Johna Rusnaka; obecnie jest przesłuchiwany, chociaż nie został o nic oskarżony. Adwokat domniemanego oszusta, David Irvin, zapewnia: „Mój klient jest niewinny. Zmienił miejsce pobytu tylko po to, aby uniknąć tłumów reporterów. Niczego jednak nie ukradł i będę bardzo zdziwiony, jeśli pojawią się jakieś dowody przeciw niemu”.
Tak czy inaczej, pieniądze znikły bezpowrotnie. Skandal w Allied Irish Banks jest największy od czasu niewiarygodnej wprost afery Nicka Leesona – pracującego w Singapurze maklera renomowanego brytyjskiego banku Barings. Poprzez niezwykle ryzykowne operacje finansowe Leeson spowodował straty wartości 1,4 mld dolarów. W efekcie banku nie udało się uratować przed bankructwem. Natomiast dyrektorzy Allied Irish zapewniają, że w przypadku ich instytucji nie ma niebezpieczeństwa upadłości, aczkolwiek zysk z ubiegłego roku (przed potrąceniem podatku) zmniejszy się w wyniku poniesionych strat o 60%.
Nick Leeson, który po odbyciu kary studiuje w Londynie psychologię, znów stał się bohaterem dnia. „Jechałem pociągiem na mecz piłkarski, gdy nagle zobaczyłem, że na pierwszej stronie każdej gazety jest moje zdjęcie. Nie mieli fotografii tamtego faceta, to dali moje. I wszyscy czytali! Czułem się, jakbym znów był poszukiwany”.
Leeson oskarża banki, że nie wyciągnęły wniosków z jego afery, znów zgrzeszyły ignorancją i nie wprowadziły skutecznych systemów kontroli. „Wiem, jak Rusnak się czuł. Tak, jakby

patrzył w lufę karabinu.

Czekanie na kontrolę, czyli na śmierć. To przerażające uczucie – czekanie na własny pogrzeb”, dodaje.
Skandal wybuchł w najmniej odpowiednim momencie. Międzynarodowi inwestorzy i tak są zatrwożeni po bankructwie amerykańskiego giganta energetycznego Enron i po tym, jak inna czołowa firma Irlandii, Elan Pharmaceuticals, radykalnie obniżyła prognozę zysków. Komentatorzy nie mają wątpliwości – jeśli defraudacja na taką skalę mogła wydarzyć się w renomowanym i sprawnym Allied Irish, to żaden inny bank nie jest bezpieczny.

 

 

Wydanie: 6/2002

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy