Wielki Walicki

Wielki Walicki

Słuchając Walickiego, dowiadujemy się w ciągu godziny więcej, niż dałoby nam tygodniowe siedzenie w bibliotece

Gdy się myśli o Andrzeju Walickim, nasuwa się porównanie z Leszkiem Kołakowskim, z którym on przez wiele lat dyskretnie, ale też wytrwale, rywalizował, czemu świadectwo dał w tomie „Listy 1957-2007”. Studenci w Oksfordzie mówili o Kołakowskim „Wielki (Great) Koko”, słusznym będzie też mówić o Wielkim Walickim, ale z podkreśleniem różnic. Walicki był profesorem na wielu uniwersytetach, ale nie lubił wykładać na poziomie studenckim czy doktoranckim, w ogóle nie lubił uczyć, a już zwłaszcza wychowywać. Krąg jego oddziaływania z tego powodu, ale też z innych przyczyn, nie jest tak szeroki, jak mógłby być. Wielkim jest jako badacz, autor wielu dzieł tłumaczonych na wiele języków lub pisanych po angielsku. Książki Kołakowskiego należą do dwóch dziedzin: nauki i literatury pięknej – był niezwykle uzdolnionym stylistą – nie mówię o utworach rozrywkowych, co także potrafił. Walicki pisze językiem naukowym i stylem tzw. silnym. W jego książkach nie ma miejsca na wielość interpretacji.

Jego pozycja naukowa w międzynarodówce akademickiej jest mocno ugruntowana, mógł wybierać między uniwersytetami amerykańskimi. Zdecydował się na uprzywilejowaną katedrę na katolickim Notre Dame.

Jako młodzieniec przeczuwał, że będzie długo żył, i jego plany naukowe sięgały daleko. Gdy zdobył mocną międzynarodową pozycję w badaniach rusoznawczych, postanowił wykorzystać ją do wprowadzenia do sylabusów anglojęzycznych filozofii polskiej. Było to działanie nieprzynoszące zbyt dużego uznania, podjęte zostało z powodów patriotycznych.

Stosunek Andrzeja Walickiego do tzw. komunizmu w Polsce był odmienny od poglądów jego kolegów z Uniwersytetu Warszawskiego i Polskiej Akademii Nauk. Nie zaliczał się do rewizjonistów, jak Kołakowski czy Baczko, ponieważ nigdy nie był marksistą. Jego koledzy stawali się coraz bardziej wrodzy wobec ustroju, w miarę jak ustrój łagodniał. Walicki wyznawał zasadę, że jak ustrój twardnieje, to i ja twardnieję, a gdy ustrój mięknie, to i ja mięknę. Może warto zaznaczyć, że jego ojciec był oficerem Biura Informacji i Propagandy KG ZWZ-AK i po wojnie kilka lat siedział w więzieniu, co jego synowi bardzo utrudniło życie.

Doskonały brak snobizmu sprawił, że tylko przypadkowo dowiedział się, że sławny Kozietulski spod Somosierry był bratem jego prababki. Baronówna von Manteuffel była jego babką, a margrabia Wielopolski powinowatym, co prawda dalekim.

Romantyzm, mesjanizm i nacjonalizm

Walicki dokonał głębokiej rewizji poglądów na polski romantyzm i unowocześnił aparat pojęciowy służący do badań światopoglądu romantycznego. W wielu pracach pokazał myślicieli tamtej epoki z ich zależnościami od prądów filozoficznych i religijnych Europy, nie tracąc z pola widzenia ich specyficznie polskich uwikłań. Jego studia są niezwykle precyzyjne, dokładne, wierne historycznemu konkretowi, poza tym logiczne i jasne. W pewien sposób rehabilitował mesjanizm Mickiewicza (ale już nie Krasińskiego), czego dziś prawdopodobnie by nie podtrzymał, patrząc na to, jak dewastujący jest wpływ mesjanizmu obecnie.

Historia idei pokazuje, że nawet najbardziej oderwane, zawikłane i przynajmniej na pozór dziwaczne teorie czy wizje mogą mieć konsekwencje praktyczne, wśród których należy odnotować możliwość wykolejenia umysłowego całych pokoleń. Na ten problem był wyczulony Isaiah Berlin, przyjaciel i w pewnym okresie protektor Walickiego. W szczególności romantyzm uważał on za światopogląd w swoim oddziaływaniu szkodliwy. Badał głównie romantyzm niemiecki, ale polscy filozofowie, a zwłaszcza poeci, dodali swoje, może jeszcze szkodliwsze złudzenia.

Esej „Rewolucja romantyczna: kryzys w historii myśli współczesnej” Berlin napisał w tonie ostrzegawczym, momentami niemal alarmistycznym. Romantyzm według tego brytyjskiego historyka idei i filozofa był swego rodzaju kataklizmem w świecie umysłowym; podważył centralną ideę Zachodu – racjonalistyczną miarę rzeczy ludzkich, ukształtowaną w kulturze antycznej. Ta miara przeżyła upadek świata grecko-rzymskiego, oparła się pierwotnemu i średniowiecznemu chrześcijaństwu, a nawet pozostawiła na nim trwałe piętno; straciła na znaczeniu dopiero wskutek rewolucji romantycznej.

Jakie są konsekwencje polityczne tej rewolucji? „Na początku XIX w. (a w Polsce – dodajmy – przez dwa wieki z przerwami) wielkim podziwem darzono męczenników (głównie narodowych), tych, którzy samotnie walczyli z przytłaczającą większością; tych, którzy w imię ideałów szli na pewną zgubę. Wielką estymą cieszy się bunt dla samego buntu, a niepowodzenia i porażki przeciwstawiane są kompromisowi i (cudzym) sukcesom… Wszystko to miałoby niewielkie znaczenie dla Arystotelesa [w tekście Berlina występuje jako figura obiektywnych miar i kryteriów], który brał pod uwagę jedynie osiągnięcia godne prawdziwego podziwu”. Romantyczny subiektywizm – mówi dalej Berlin – prowadzi do odwrócenia hierarchii wartości: do uwielbienia intencji, a lekceważenia wiedzy. Pod wpływem romantyzmu „słowo »realizm« stało się pejoratywne, nabrało konotacji bliskich bezwzględności, cynizmowi, żałosnemu kompromisowi z niższymi wartościami”.

Dalej Berlin zauważa, że w wyniku „romantycznego przewartościowania wszystkich wartości etyka intencji zastąpiła etykę odpowiedzialności za skutki”. Jeżeli ta rewolucja nie spowodowała ruiny zachodniego porządku moralnego i politycznego, to tylko dzięki temu, że starsza, klasyczna etyka przetrwała i stawia opór skutkom romantycznej rewolucji. Wiele zależy od stosunku sił zachodzącego między tymi dwiema moralnościami. W Polsce ten stosunek ustalił się na korzyść romantyzmu, jeszcze bardziej irracjonalnego i woluntarnego niż jego zachodni wzór.

Dokuczliwa i szkodliwa ideologia

Romantyczne myślenie o polityce jest w Polsce obciążone nadmiarem względów dla imponderabiliów, do których dodaje się często dużą dozę błota, a także przez moralizm, stosowane jako narzędzia onieśmielania wroga politycznego, jego demobilizacji psychicznej, a nierzadko też dehumanizacji, w czym celowali zwłaszcza Mickiewicz i Krasiński. „Zemsta, zemsta, zemsta na wroga, z Bogiem – i choćby mimo Boga”, pisał ten pierwszy, a w „Księgach narodu i pielgrzymstwa”, o których papież Grzegorz XVI wyraził się, że jest to „dziełko pełne złości i lekkomyślności”, w języku wystylizowanym na biblijny rzucał najdziksze obelgi na nieprzyjaciół Polski. Drugi z nich zapewniał, że „nienawiść jest dla mnie przykazaniem Bożym”, i przekonywał swojego angielskiego przyjaciela, że „na tej ziemi nieszczęsnej, spustoszonej, przebaczenie byłoby czynem bezbożnym”. I razem z taką wykładnią chrześcijaństwa głosili ideę zbawienia świata przez Polskę, „Chrystusa narodów”. U filozofów romantycznych nie spotykamy takiego stężenia nienawistnych uczuć, ale woli prawdy, woli uznania rzeczywistości też nie znajdujemy. Patriotyzm romantyczny polega na kulcie idei narodu, przy jednoczesnej obojętności i ślepocie na los realnego narodu. Sprowadzony do syntetycznej formuły patriotyzm ten jest niczym innym jak wiarą w patriotyzm, upajaniem się własnym patriotyzmem, i może iść w parze z nienawiścią nie tylko do wrogów, ale także do rodaków, jeżeli nie są takimi patriotami jak my.

Zaciekawiło mnie, dlaczego Walicki, poświęcając pisarzom i myślicielom romantycznym tyle wnikliwych i niezwykle pojęciowo rozbudowanych studiów, przechodził milcząco obok trudnych do niezauważenia fałszywych jego treści. Odpowiedź, zdaje mi się, będzie taka: w czasach, gdy przeprowadzał swoje badania, miało się do czynienia z bezpośrednio dokuczliwą i szkodliwą ideologią – z uniwersalistycznym w swych ambicjach politycznych, ponadnarodowym marksizmem, bardzo już rozcieńczonym, lecz ciągle zawierającym w sobie ekonomiczną utopię i nadal dostarczającym usprawiedliwienia, jeśli nie uzasadnienia dla złego ustroju.

Walicki należał do tych intelektualistów, którzy byli przekonani, że panującemu systemowi ideokratycznemu należy przeciwstawić rehabilitację i rewitalizację polskiej tradycji, a myśl romantyczna była jej składnikiem najbardziej „narodowym” (i najłatwiejszym do upowszechnienia – co już Walickiego mniej interesowało).

Ostatecznie fałszywa strona romantyzmu jednak stanęła przed nim, i to w sposób natarczywy. Wystąpiła w realnej polityce i w nastrojach społecznych jako nacjonalizm ze swoim charakterystycznym emocjonalnym potencjałem odwetu i nienawiści.

Pogląd Walickiego na polski mesjanizm nie był bezkrytyczny. Zwłaszcza w mesjanizmie Krasińskiego dostrzegał treści dające początek nacjonalistycznej megalomanii. Wydobywał z poglądów filozofów romantycznych (Trentowskiego, Libelta) zarysy programu pracy organicznej. W latach 80. przewagę zdobyła jednak recepcja apologetyczna i nacjonalistyczna.

Problematyka narodu należy – jak wspomniałem – do głównych tematów filozofii społecznej Walickiego. W środowisku marksistów był z tego powodu podejrzewany o skłonności nacjonalistyczne. Teraz o sobie pisze: „Dziwne to może (zważywszy na moje sympatie do idei narodu), ale wspólnym mianownikiem wszystkiego, co odrażające w III RP, jest dla mnie nacjonalizm”. Podkreśla, że ten nacjonalizm kieruje wrogość nie tylko przeciw obcym, lecz praktycznie przede wszystkim przeciw samym Polakom, jeżeli wyłamują się z dzisiejszego konformizmu.

Nie ma więc potrzeby szukać antypolonizmu wśród takich czy innych obcych, bo jest on wystarczająco widoczny w użytku, jaki jest dziś w Polsce czyniony z narzędzi władzy oraz propagandy występującej m.in. pod nazwą polityki historycznej. Słownie nacjonalizm wyraża się najgłośniej i rutynowo w rusofobii, ale im bardziej nacjonalistyczne partie znajdują się u władzy, tym więcej Polaków czuje się zagrożonych, podczas gdy Rosja nie ponosi z tego powodu żadnej szkody. Nacjonalizm nie występuje pod własnym imieniem; opanował sztukę pseudonimów i może nazywać się antykomunizmem. Mało kto interesuje się, czym był rzeczywiście komunizm, „ważne jest tylko to, że to coś obcego – pisze Walicki – w czym my, jako naród, nie rozpoznajemy się. (…) Wymogi konformizmu, presja w tym kierunku, są ewidentnym nacjonalizmem. Wszyscy mają myśleć jednakowo o PRL, o »postkomunistach«, ciągle »prawdziwi lub metrykalni Polacy«, ciągłe straszenie Targowicą, zdradą! Presja zbiorowa nieznośna, brak szacunku dla jednostki typowo nacjonalistyczny. Nacjonalizm bywa dziś w Polsce ideologią arogancko »antypopulistycznych« elit”. Jego plebejska odmiana wydaje się dużo mniej groźna.

Kup książkę Andrzeja Walickiego

Wyobraźnia zwrócona na Wschód

Jaka w takiej atmosferze może być polityka zagraniczna? Nie jest ona rezultatem namysłu lub świadomego wyboru, lecz tylko ujawnieniem, kim Polacy są. Ponieważ są zadufani w sobie, będzie to polityka „mocarstwowa”. Nie umiejąc zdać sobie sprawy ze swego położenia w środku Europy, będą śnić sen pijanych sarmatów o swojej wielkości na Wschodzie i powtarzać prometeizm, który już za pierwszym razem był trochę szpiegowską komedią. Niezdolni do ułożenia sobie normalnych stosunków z innymi narodami, jedne chcą prowadzić, drugie brać pod swoją protekcję, silniejszym wskazywać cele, mądrzejszych uczyć historii. Oto polski mesjanizm, który zawładnął urzędami państwowymi i czyni z tego użytek.

Łatwo się domyślić, że Walicki choćby z racji tego, czego dokonał w nauce, szczególnie interesuje się stosunkami polsko-rosyjskimi. W książce „O inteligencji, liberalizmach i o Rosji” pisze: „Reprezentuję pewną ciągłość myślenia, może większą niż inni, którzy dokonali wolty o 180 stopni. Wyjaśniałem moje zaangażowanie w prace nad myślą rosyjską, tłumaczyłem to tym, że jest potrzebne większe zrozumienie między Polską a Rosją, co wynika z geopolityki. Geopolityka się zmieniła, ale pozostała u mnie sympatia dla Rosji, przekonanie, że jest ona czymś ważnym, że powinien istnieć przyjazny dla Rosji kierunek opinii publicznej, nie tylko »polska partia« powinna istnieć w Rosji, jak pisał Norwid. Nie przyłączyłem się do łatwych tez determinizmu kulturowego, głoszących, że Rosja jest czymś innym kulturowo, a my (…) powinniśmy trzymać się z dala od wschodniej zarazy. Jestem okcydentalistą w ocenie rosyjskiej myśli. Podkreślam zasadnicze podobieństwo rozwoju Rosji, pomimo różnicy chronologii, do rozwoju Europy, nie akcentuję obcości cywilizacyjnej (…), nie kopię przepaści między Europą Zachodnią a Rosją, wręcz przeciwnie, staram się je zasypywać”.

Walicki odrzuca esencjalistyczną interpretację tego kraju i pogląd, że mentalność rosyjska posiada niezmienne cechy. Na temat dzisiejszej Rosji, jej przemian wewnętrznych, zachowań i poglądów inteligencji, a także tego, jak jest widziana z perspektywy amerykańskiej, wypowiada się rzadziej, niżby się chciało, ale to, co ogłasza, jest kapitalnie trafne (przykład: miesięcznik „Dziś”, 6/2008).

Jaki liberalizm

W jednej z ostatnich swoich książek Walicki poświęca dużo uwagi inteligencji, jej historycznym losom, jej roli w staraniach i walkach o wyzwolenie klas uciskanych, dylematom, jakie się przed nią pojawiają, gdy chce dochować wierności swoim zaangażowaniom politycznym i jednocześnie bronić ponadczasowych wartości, a zwłaszcza prawdy. Czy obowiązki klerka są do pogodzenia z rolą kontestatora lub bojownika o cele narodowe i społeczne?

Przymierzając postawę dominującej części inteligencji III RP do tradycyjnych wzorów, dochodzi do pesymistycznego wniosku, że obie tradycje inteligenckie – klerkowska i społecznikowska – zostały porzucone. Ta grupa przyczyniła się do zredukowania liberalizmu do doktryny ekonomicznej, stanęła po stronie nowobogackich, a warstwy skrzywdzone onieśmielała, kwalifikując ich dążenia jako nieuzasadnione i „populistyczne” roszczenia.

Myślę, że niespodziewana u Walickiego, zdecydowana krytyka neoliberalizmu jako teorii i praktyki ekonomicznej tłumaczy się w głównej części rozczarowaniem do inteligencji postsolidarnościowej, która skwapliwie przeszła od sojuszu z robotnikami do apologii kapitalizmu. Dlaczego ta krytyka jest niespodziewana? W latach 70. i 80., gdy ogół inteligencji z opozycją demokratyczną włącznie myślał o gospodarce na sposób socjalistyczny, Walicki opowiadał się za przemianami wolnorynkowymi i przez zwolenników wolnego rynku uważany był słusznie za sojusznika (bywał np. zapraszany na zebrania Krakowskiego Towarzystwa Przemysłowego, założonego przez znanych zwolenników kapitalizmu: Tadeusza Syryjczyka i Mirosława Dzielskiego).

Walicki oczywiście nie jest socjalistą, zwalcza kolektywizm w każdej postaci, nie może jednak się zgodzić, aby domaganie się przez robotników sprawiedliwszej zapłaty zbywać słowem „roszczenia”, a do egoistycznych roszczeń reprywatyzacyjnych dopisywać usprawiedliwienia wzięte z rezerwuaru fałszywej polityki historycznej. Ze swojej strony zgłosiłbym zastrzeżenie, iż w sporach o liberalizm trzeba pamiętać, że dziedziną, w której wolność jest najbardziej twórcza i pożyteczna, a zarazem ciągle zagrożona, jest gospodarka. W reżimie dyktatorskim intelektualiście mniej zaszkodzi cenzura niż przedsiębiorcy konfiskata lub ruina spowodowana środkami fiskalnymi. To zagadnienie należy do innego kontekstu.

Umysł w pewnym sensie prawniczy

Można spotkać dwojakiego rodzaju uczonych: jedni piszą książki bogate w treść, a w rozmowie nie mają już nic do dodania i dobrze, jeśli są na poziomie swoich książek. Będą to przeważnie uczeni amerykańscy. Drudzy pisali, a może jeszcze piszą, książki drętwe i do tego stopnia puste, że człowiek się pyta, po co zadawali sobie ten trud, ale w rozmowie okazują się niekiedy wielkimi erudytami, znakomitymi dialektykami i analitykami, doskonale znającymi swoją dziedzinę z przyległościami, tak że ta błyskotliwość i ta drętwota występujące pod jednym nazwiskiem wywołują na naszym obliczu zdziwienie. Tacy się trafiali przeważnie wśród uczonych radzieckich.

Andrzej Walicki należy do trzeciego rodzaju, słabo reprezentowanego w przyrodzie: w nim bogactwo wiedzy opublikowanej w książkach oraz żywej, niezapisanej dodają się do siebie. Słuchając go w jego dobrych chwilach – a ma je często, gdy pod wpływem podniet, których natury nie zawsze można się domyślić, porywa go chęć skorygowania poglądów politycznych lub historycznych, albo gdy chce pokazać, co się kryje za sporem teologicznym, albo jak wędrują idee z kraju do kraju, z jednej epoki do drugiej, jak się zmieniają lub przeciwnie, pozostają takie same, jak przywołuje do swego wywodu mnóstwo faktów i zależności między nimi, które same przez się są ciekawe – dowiadujemy się w ciągu godziny więcej, niż dałoby nam tygodniowe siedzenie w bibliotece.

Ma on umysł w pewnym sensie prawniczy: jeśli jakieś stwierdzenie jest prawdziwe, logiczne, to w jego przekonaniu trzeba się do niego życiowo dostosować. Postawa mało słowiańska.

Niewątpliwie Andrzej Walicki jest też w jakiejś głębokiej niezgodzie ze swoją klasą – inteligencją i nawet jej częścią liberalną. Ona inaczej patrzy na to, co się teraz dzieje, także na Polskę oznakowaną literkami PRL, na polskie sprawy wewnętrzne i zagraniczne. Ale jest druga różnica, która umacnia tę pierwszą: pogląd na sposób wiązania ze sobą faktów, zdarzeń, dążeń i poglądów. Najogólniej rzecz ujmując, stosuje on kategorie przyczyny i skutku tam, gdzie przeważnie fałszywie domyślamy się działania intencji, demonstracji, pokazu, dawania świadectwa bądź samoistnej mocy wartości lub symboli.

Walicki był krytyczny wobec „opozycji demokratycznej” i Solidarności, ale występował z pozycji sojusznika, a nie wroga. A jaki ma stosunek do rządów tego obozu? Jest to głębokie rozczarowanie, dochodzące do stanu rozpaczy. Polska cofnęła się do najgorszych tradycji. Nastąpiło wyabsolutyzowanie nurtu powstańczego i samobójczego. Zanegowano wartość tego, co łączyło Polskę ze światem zachodnim – ideę postępu i miar uniwersalnych.


Szanownemu Panu Profesorowi
Andrzejowi Walickiemu,
wielkiemu uczonemu o międzynarodowej sławie,
z okazji 90. rocznicy Urodzin dobrego zdrowia
i nieustająco wysokiej formy intelektualnej
życzą wraz z czytelnikami i zespołem PRZEGLĄDU
Jerzy Domański, Paweł Dybicz, Bronisław Łagowski, Andrzej Romanowski,
Robert Walenciak i Andrzej Werblan


Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 20/2020

Kategorie: Sylwetki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy