Wielkanoc Na Nowosądecczyźnie

Wyjazdy w okolice Limanowej to okazja do obejrzenia świątecznych uroczystości
W niektórych rejonach kraju kultywuje się tradycje gdzie indziej niespotykane.
W okolicach Limanowej w czasie wielkiego postu ludzie liczyli tygodnie dzielące środę popielcową od Wielkanocy. Czuło się tęsknotę do wiosny, z którą nierozłącznie wiązały się te święta. W czasie postu, w środę po trzeciej niedzieli przypadała połowa oczekiwania na niedzielę Zmartwychwstania – mówiono, że w tym dniu post się waży.
Najsłynniejsze są chyba kurpiowskie palmy. Do Myszyńca corocznie w niedzielę palmową ściągają tysiące turystów, aby podziwiać nawet kilkunastometrowej wysokości ręcznie zdobione tyczki.
Gdy do limanowskiego kościoła przychodzili z palmami chłopcy, bardziej zajmowali się psotami niż nabożeństwem. Uważano, że na nabożeństwo przychodzi diabeł i kusi ich dorobienia żartów. Któregoś razu w starym drewnianym kościele w Limanowej chłopcy jak nigdy byli spokojni. Zobaczyli siedzącego na belce tęczy (belka pod sufitem) diabła trzymającego w pysku skórę, na której spisywał ludzkie grzechy. Naprężona skóra wyślizgnęła się z pyska i diabeł uderzył łbem o ścianę. Chłopcy wybuchnęli śmiechem – w ten sposób diabeł skusił ich do grzechu. Wierzyć, nie wierzyć, ale w czasie nabożeństwa można ukradkiem spojrzeć na belkę tęczy, czy przypadkiem ktoś na niej nie siedzi.
We wsi Dobra w rejonie limanowskim poświęconą palmą głaszcze się bydło, aby je uchronić od chorób. Później palmy wiązane są u powały stajni i obory. W Wielki Piątek (w niektórych wsiach w poniedziałek) palmy rozwiązuje się i robi się z nich małe krzyżyki, które następnie zanoszone są na pola. Ma to chronić przed gradobiciem i przynieść urodzaj. Krzyżyk zatyka się również nad drzwiami domów.
W Wielką Sobotę w kościele święcono ogień i zapalano głównienka, czyli gałązki tarniny, lyski (leszczyny), wierzby i głogu oraz huby. Z żarzącymi się główienkami należało obejść zagrodę trzy razy, trzymając się kierunku obiegu słońca i pamiętając, by dom był po prawej ręce, a zło odchodziło na lewo.
W Wielką Niedzielę po spożyciu święconego łupiny jajek wynoszono na zasiane pola, co miało chronić zbiory przed gradobiciem, ale także wpływać na nośność kur, które jajek miały nie gubić, lecz znosić je w gniazdach.
Śmigus-dyngus i kraszenie pisanek znane są w całej Polsce, ale niektóre regiony kultywują inne tradycje.
Chłopcy ze wsi Przyszowa k. Limanowej z niedzieli na poniedziałek chowali przedmioty z podwórza lub wynosili je do sąsiadów, tak że nawet i tydzień nie można było ich znaleźć. Kominy często zatykali szybą, więc nic nie było widać, a nie chciało się palić. Wdzierali się do pomieszczeń, gdzie spały dziewczyny i oblewali wiadrami zimnej wody.
We wsi Dobra k. Limanowej zachował się obyczaj dziadów śmigusowych. Pochodzi on z czasów, gdy na wsie napadali Tatarzy i porywali ludność. Ci, którzy wracali, odziani byli w szmaty, pookręcani słomą, często bez języków. Tułając się od wsi do wsi, trafili na osadę, która gościnnie ich przyjęła, dlatego nazwano ją Dobra. Obecnie grupy chłopców poprzebieranych na wzór dawnych nieszczęśników noszą dodatkowo na głowach wysokie szpiczaste czapki, a na twarzach stare rajstopy albo smarują je sadzą i tak chodzą po wsi, oblewając ludzi wodą, a przy okazji wydając dziwne dźwięki.
Blisko Przeworska, we wsi Gniewczyna Łańcucka, grupa mężczyzn w kolorowych mundurach i wysokich czapkach z czasów Księstwa Warszawskiego maszeruje przy wtórze orkiestry do kościoła. Po mszy odbywa się musztra paradna – żołnierze tworzą różne układy: kręgi, gwiazdy, trójkąty itp.
Nad Sanem, we wsi Radomyśl, ale również w okolicach Leżajska i Przeworska pojawiają się żołnierze w szarawarach, czapkach z kogucimi piórami i półksiężycem. Również oni pokazują dziwną musztrę – tańczą i skaczą z szablami. Chodząc po wsi, recytują zabawne wiersze, a czasami porywają dziewczyny dla okupu. Określa się ich mianem “turków wielkanocnych”. Zwyczaj pochodzi z czasów wyprawy tureckiej Jana III Sobieskiego. Nie bardzo wiadomo, czy chodzi o jeńców tureckich sprowadzonych do Polski, czy o naszych wojowników powracających do domów na Wielkanoc.
Niedaleko Raciborza, w Pietrowicach Wielkich z drewnianego kościoła po nabożeństwie rusza na pola procesja w celu poświęcenia ziemi. Jest o tyle niezwykła, że stanowi ją konna kawalkada prowadzona przez księdza – również na koniu. Po uroczystości poświęcenia pól urządzane są wyścigi, nie tylko na koniach wyścigowych, ale też na zwierzętach gospodarskich, co przydaje zawodom swoistego kolorytu.

 

Wydanie: 12/2002

Kategorie: Przegląd poleca
Tagi: Marek Rakus

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy