Wiosenne POPiS-y

Wiosenne POPiS-y

Odreagowując kolejną wpadkę IPN i krytykę tej instytucji przez eksprezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, prezes Janusz Kurtyka sięgnął do zasobów kierowanej przez siebie firmy. Pogrzebał i wygrzebał, po czym oznajmił narodowi na łamach dziennika „Polska”, że Aleksander Kwaśniewski był zarejestrowany przez SB jako TW „Alek”.
Z tego faktu prezes Kurtyka wyciągnął logiczny według niego wniosek, że wobec tego były prezydent nie ma prawa wypowiadania się na temat IPN, co więcej, nie jest osobą, która może kogokolwiek, a zwłaszcza takich jak on rycerzy zakonu IPN, obrazić.
Przede wszystkim, co przypomnieć warto, w trakcie wyborów prezydenckich w roku 2000 Aleksander Kwaśniewski, jak każdy kandydat na prezydenta, był poddany lustracji. Wtedy to Sąd Lustracyjny prawomocnie orzekł, że kandydat na prezydenta RP złożył zgodnie z prawdą oświadczenie lustracyjne, ergo, nie był tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa PRL. Co więcej, Sąd Lustracyjny sprawdzał szczegółowo hipotezę, czy aby Aleksander Kwaśniewski nie był agentem o pseudonimie „Alek”, które to oskarżenie było rozpowszechniane przez politycznych konkurentów prezydenta. Ku zmartwieniu owych konkurentów oskarżenie to okazało się fałszywe.
Tak więc wysoki urzędnik państwowy, lekceważąc prawomocny wyrok sądu, powtarza to, co przed laty okazało się kłamstwem i oszczerstwem. To oszczerstwo mają uwiarygodnić instytucja, jaką jest IPN, i jej zasoby, którymi prezes gospodaruje jak własnymi. Chce, to robi z nich użytek, nie chce, to nie robi. W dyskusji z oponentami nie po raz pierwszy Janusz Kurtyka wyciąga haki lub rzekome haki ze swojej składnicy. To ewidentne nadużywanie funkcji.
Tak działanie prezesa ocenili posłowie z Demokratycznego Koła Poselskiego oraz z Koła Socjaldemokracji Polskiej i złożyli w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez niego przestępstwa przekroczenia uprawnień.
Klub SLD wezwał do odwołania Janusza Kurtyki z funkcji prezesa IPN. Nie bardzo wiadomo, do kogo adresowany jest ten apel, ponieważ prezesa IPN odwołać może tylko Kolegium IPN. A jak wiadomo, w kolegium tym zasiadają takie gwiazdy jak… Andrzej Gwiazda.
Platforma nie ma, zdaje się, nic przeciwko pluciu na Aleksandra Kwaśniewskiego, ale awantura wokół książki pracownika IPN, niejakiego Zyzaka, na temat Wałęsy (napisana i obroniona jako praca magisterska w Instytucie Historii UJ pod kierunkiem prof. Andrzeja Nowaka, jednego z ideologów polityki historycznej) zdenerwowała samego Donalda Tuska. Postraszył on IPN, że zmniejszy mu dotacje. Oburzyli się także marszałkowie Bronisław Komorowski i Stefan Niesiołowski. Szef klubu Platformy, Zbigniew Chlebowski, po raz kolejny zapowiedział zmianę ustawy o IPN. I po raz kolejny, mimo zapowiedzi, nic się nie zmieni. W Platformie jest bardzo silna grupa wielbicieli Kurtyki i lustracji (choćby dzikiej) i nikt nie będzie ryzykował awantury wewnątrz klubu.
Ale cała ta awantura dała po raz kolejny okazję do zaprezentowania swych poglądów ministrowi Czumie. Otóż minister sprawiedliwości ujawnił, że jest pełen uznania dla Kurtyki i dokonań jego instytutu. „IPN to wspaniała instytucja”, zachwycał się minister Czuma. Te zachwyty nas nie dziwią. To już w zasadzie wiedzieliśmy wcześniej. Minister Czuma dokonał też historycznej oceny rządu Mieczysława Rakowskiego, w którym Aleksander Kwaśniewski był ministrem od sportu i młodzieży. Zdaniem Czumy, ten rząd „był organizacją narzuconą przez obce imperium”, a „członkowie tego rządu działali na rzecz interesów obcego imperium, które nie były zbieżne z interesami narodu polskiego”. Za to poglądy ministra Czumy okazały się zbieżne z poglądami Janusza Kurtyki, który ubolewał, że rząd Mazowieckiego nie wysadził w powietrze Pałacu Kultury, tego „symbolu sowieckiej dominacji”. Poglądy obu panów, pasujące 20 lat po upadku PRL już tylko do nieco anachronicznego rezerwatu jaskiniowego antykomunizmu, jakoś mieszczą się w daleko – jak widać – posuniętym pluralizmie Platformy, która ostatnio nawet udawała, że zabiega o centrowego, a nawet centrolewicowego wyborcę. Czym w poglądach różni się Platforma od PiS?
Co więcej, okazało się, że minister sprawiedliwości w liberalnym i bardzo proeuropejskim rządzie Platformy nie ma uznania dla prawomocnych wyroków sądowych ani zaufania do nich, a w każdym razie większe zaufanie ma do „opinii Kurtyki”. Jak na ministra sprawiedliwości, to preferencje dość dziwne. Ale to nie wszystko. Czuma, podobnie jak Kurtyka, uważa, że tym, którzy nie są z jedynie słusznego obozu solidarnościowego, po prostu mniej wolno. Skoro ktoś był w rządzie „narzuconym przez obce imperium”, to można go swobodnie obrażać, on zaś nie ma nawet prawa się obrazić. Nie wolno mu też krytykować instytucji tak wspaniałej jak Instytut Pamięci Narodowej! Nie ma w ogóle prawa wypowiadać się na temat historii. Jest ewidentnie obywatelem drugiej kategorii. Dziwną ideę sprawiedliwości przyswoił sobie minister sprawiedliwości.
Dziś już mało kto pamięta, że Janusz Kurtyka był na swoje nieusuwalne stanowisko rekomendowany swego czasu przez Platformę Obywatelską. Tym bardziej mało kto pamięta, jak to konkurent Kurtyki do tego stanowiska, Andrzej Przewoźnik, został w ostatniej chwili utrącony podejrzeniem o agenturalność na podstawie materiału cudownie odnalezionego w krakowskim oddziale IPN, wówczas kierowanym przez Kurtykę. Jak się później okazało, był to materiał fałszywy i Sąd Lustracyjny oczyścił Przewoźnika z zarzutu. Nie wiem, dlaczego nikt nie próbował wyjaśnić tej paskudnej i – jak się okazało – skutecznej prowokacji.
Starzy Rzymianie mieli taką maksymę: „Co od początku wadliwym jest, nie nabierze prawidłowości z biegiem czasu”. Odnosiła się ona wprawdzie do prawa prywatnego, ale pasuje też jak ulał do IPN pod kierownictwem Janusza Kurtyki.

Wydanie: 14/2009

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy