Wolniej znaczy mądrzej

Wolniej znaczy mądrzej

We wszystkim, co robiłem, starałem się zachować spokój i łacińską zasadę festina lente. Stąd moja sympatia do wszystkiego, co jest dzisiaj slow

Jak żyć, panie profesorze, aby w wieku 94 lat niemal codziennie siedzieć z krakowską profesurą w kawiarni hotelu Grand lub popijać kawę z koniaczkiem w księgarni Matras w Rynku Głównym? – spytałem prof. Aleksandra Krawczuka. Nestor polskich historyków, minister kultury w latach 1986-1989, poseł na Sejm I i II kadencji, uśmiechnął się i kazał mi kupić książkę „Bez pośpiechu” napisaną przez Carla Honorégo, kanadyjskiego dziennikarza mieszkającego w Londynie, autora tłumaczonej na kilkadziesiąt języków i wydanej też w Polsce „Pochwały powolności”, jednego z twórców ruchu Slow.

Rozmowa z Prof. Aleksanderem Krawczukiem

Kto uwierzy, że jest pan profesor zwolennikiem ruchu powolnościowego? To zrozumiałe, że w pewnym wieku trzeba żyć wolniej.

– Byłoby zarozumialstwem z mojej strony, gdybym twierdził, że dożyłem w możliwie dobrej kondycji 94 lat (choć niektórzy dają mi tylko 93) dzięki spowolnieniu życia. Długość życia zależy od wielu czynników, takich jak geny, choroby, wypadki. Niemniej jednak bardzo ważne jest znalezienie dla siebie właściwego rytmu, co we Włoszech nazywa się tempo giusto. Żyjąc w obłędnym pośpiechu, skracamy sobie życie. Dawniej jego szybkość miała pozytywne skutki, teraz przekroczyliśmy granicę zdrowego rozsądku. Trzeba zachować umiar i spokój we wszystkim. Usiłuję taki rytm zachować i być panem swojego czasu, decydować, kiedy mam się spieszyć, a kiedy żyć wolniej. Dlatego z takim entuzjazmem przyglądam się ruchowi Slow, od dawna bowiem byłem zwolennikiem filozofii życia w zwolnionym tempie. Stosowałem się zawsze do modnych dzisiaj haseł zwolenników ruchu Slow, choć inaczej to nazywałem. Dla mnie zawsze była to łacińska zasada festina lente, spiesz się powoli.

Każdego ciągnie do łatwych i szybkich rozwiązań. Zawsze się mówiło, że ten, kto podejmuje szybkie decyzje, ma w życiu większe szanse. Powoli żyją obiboki i lenie.

– Czasem i ja byłem zmuszony do szybkich kroków. Starałem się jednak nie odkładać decyzji na jutro i nie postępować w myśl niemieckiego powiedzenia: Morgen, morgen nur nicht heute, sagen alle faulen Leute, czyli: Jutro, jutro, tylko nie dzisiaj, tak zawsze mówią leniwi ludzie. Nie powinno się ani odkładać ważnych spraw na jutro, ani nadmiernie przyspieszać. Ruch Slow jest odpowiedzią na chorobliwy pośpiech. Wszystko robimy na łapu-capu. Opętał nas wirus prędkości. Nie mamy czasu na głębszą refleksję. Zajmujemy się objawami, a nie przyczynami dręczących nas problemów. Zamiast skutecznej kuracji chcemy mieć natychmiastową ulgę. Dla wielu z nas pośpiech jest metodą na życie.

Niecierpliwość współczesnego świata jest zaraźliwa. Ludzie chcą pracować po kilkanaście godzin, również w soboty i niedziele. Chodzą bardzo szybko, jeżdżą samochodami jak wariaci, mówią szybko i tak samo myślą.

– Nikomu nie można niczego zabronić. Niech sobie tak żyją. Każdy chce mieć wszystkiego więcej i jeszcze więcej, chce być zauważonym i docenionym. Nikomu nie radzę, aby żył w tempie ślimaka. Filozofia Slow Life polega na odkrywaniu smaków życia poprzez jego spowolnienie. Trzeba wiedzieć, kiedy warto zwolnić tempo i zacząć cieszyć się życiem. W Norwegii powołano nawet Światowy Instytut Powolności, który powstał z buntu przeciwko globalizacji i naucza odkrywać na nowo świat, pokazuje, jak delektować się otaczającą nas rzeczywistością, szukać tajemniczej mocy w naturze, w kontaktach z drugim człowiekiem.

Na przykład przy stole. Już niemal we wszystkich większych polskich miastach odbywają się duże imprezy Slow Food promujące regionalną kuchnię, miejscowe uprawy, hodowlę oraz tradycje i będące okazją do wspólnego biesiadowania. Carl Honoré zaleca, aby zamiast pójść do McDonalda, gdzie spożycie jednego posiłku trwa statystycznie 11 minut, spędzić dwie godziny na domowym niedzielnym obiadku z rodziną.

– Święta racja. Pomijając fakt, że szybkie spożywanie posiłków jest niezdrowe, to spokojne jedzenie, w towarzystwie miłych współbiesiadników, stanowi jedną z największych przyjemności. Człowiek nie jest stworzony do jedzenia samotnie i tak było od czasów prehistorycznych, gdy najpierw wszyscy szli na polowanie, a potem wspólnie biesiadowali. Bardzo dobrze, że ruch Slow propaguje różnorodność regionalnej kuchni, prezentuje małych producentów żywności. Wielu z nas w czasie kolacji gapi się w telewizor, nie delektuje się zapachem i smakiem jedzenia, z nikim nie rozmawia. W czasach rzymskich uczty trwały godzinami, biesiadnicy leżeli na wygodnych łożach. Ludzie tworzący dzisiaj ruch Slow Food w pewnym sensie nawiązali do czasów rzymskich i swoje regionalne organizacje nazwali convivia. Jak się dowiedziałem, w Polsce działa już 10 regionalnych conviviów, uczących spożywania posiłków bez pośpiechu, delektowania się zapachem, smakiem i wyglądem dań; odkrywają one tradycyjne potrawy regionalne, pomagają małym miejscowym producentom żywności. W czasie posiłków ważna jest też wspólnota stołu, dzielenie się radością wspólnego spożywania potraw, co znajdujemy zapisane chyba we wszystkich religiach świata. Te convivia ruchu Slow Food to tęsknota do wspólnego stołu. Szkoda, że nie mam już rówieśników do wspólnego biesiadowania. Zostali mi tylko młodzi, którzy nie mają na nic czasu, bo muszą zarobić na nowy samochód.

A co pan profesor myśli o zwolennikach Slow Work, którzy twierdzą, że spowolnienie w pracy może być pożyteczne dla firmy.

– Tu radziłbym zdrowy rozsądek. Przy pracy płatnej od godziny takie rozwiązanie nie wchodzi w rachubę. Natomiast w przedsiębiorstwach wykonujących prace koncepcyjne ludzie przemęczeni rujnują sobie zdrowie, robią błędy, nie osiągają spodziewanych efektów. W wielu zagranicznych firmach pracodawcy dają zatrudnionym więcej czasu na odpoczynek, pozwalają nawet na realizację własnych projektów, bo po okresie wytężonego wysiłku nasz mózg wymaga odpoczynku, a po chwilowej przerwie człowiek jest bardziej twórczy, stać go na nowe pomysły. Jako historyk starożytności, pisząc książki, które miały przybliżyć współczesnym bardzo dawne czasy, też często inspiracji szukałem w trakcie długich spacerów, a nie siedząc za biurkiem.

Zwolennicy ruchu Slow mówią, że za szybko czytamy książki, za szybko się kochamy. Organizowane są warsztaty powolnego i czułego seksu.

– Mają rację. Szybkie czytanie nie stanowi pożywki dla umysłu. Mam w domu tysiące książek i ciągle kupuję nowe, ale nie czytam szybko. Nowe książki kładę na stole i czekam na odpowiednią chwilę, aby móc się nimi w odpowiednim czasie zadowolić. Wtedy dopiero lektura sprawia mi przyjemność. Codziennie natomiast czytam kilka wierszy z „Odysei” Homera po grecku, aby nie zapomnieć tego języka. Co do seksu, to też prawda, choć w moim wieku nie ma to już większego znaczenia. Seks jest największą rozkoszą naszego życia i trzeba go konsumować powoli, przeżywać każdą chwilę. Dzisiaj odbywa się to byle jak, byle szybko. To jest tracenie sił życiowych. Seks trzeba docenić i szanować, bo to wielki dar życia, szczególnie w momentach poprzedzających dochodzenie do rozkoszy.

Strony: 1 2

Wydanie: 46/2015

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy