Wolność wyboru

Wolność wyboru

Święta nie są czasem rozrachunków. Na to mamy resztę roku

Dr Ewa Woydyłło-Osiatyńska – psycholożka, psychoterapeutka, publicystka, autorka książek

Nie wszyscy czekają na święta, niektórzy myślą o nich z przerażeniem. Jak się przygotować do świąt, by przeżyć je miło i spokojnie? Nie pytam o osoby, które wyczekują Wigilii i całej oprawy Bożego Narodzenia.
– Jeśli ktoś myśli o świętach z przerażeniem, powinien się zastanowić, o co chodzi, czego się obawia. Święta mają jeden charakterystyczny aspekt – spędzamy je z ludźmi, których nie widujemy na co dzień. Te świąteczne dni są takim samym wyjątkiem jak sylwester, imieniny czy wakacje. Wtedy też spotykamy się z ludźmi innymi niż domownicy.

Dlaczego powiedziała pani, że święta spędzamy z ludźmi, których nie widujemy? Przecież spędzamy ten czas z rodziną.
– Święta są okazją do spotkań z osobami, które widujemy rzadziej. Przecież to wtedy odbywają się wędrówki po całej Polsce, gdy odwiedzamy bliskich – tych bliższych sercu i tych dalszych.

Ale pani proponuje, by przyjrzeć się sobie i zastanowić, dlaczego obawiamy się albo nie lubimy spotkań rodzinnych w szerszym gronie.
– Chodzi mi o to, że rodzina to nie są obcy ludzie. Nawet daleka ciocia, babcia, a tym bardziej wnuki, które np. wyprowadziły się do innego miasta lub kraju, a przyjeżdżają specjalnie do nas na święta, to przecież rodzina. Spotkanie z nimi jest odejściem od rutyny dnia codziennego. Czy będzie to zdarzenie miłe i serdeczne, zależy od obydwu stron, od wzajemnego nastawienia. Ale jeśli jesteśmy nastawieni życzliwie i pogodnie, na pewno będzie to miły czas.

A jeśli zwiastuje on nudę?
– Jeżeli tak, to lepiej, gdy coś takiego odkryjemy zawczasu. Przecież nudzie można zapobiec. Można otworzyć internet – ileż tam jest ciekawych informacji, o których warto rozmawiać, ile wspaniałej muzyki czy innych inspiracji. W każdym razie trzeba pomyśleć wcześniej, jak zaradzić nudzie i ciekawie zabawić gości. Tajemnicą udanych świąt jest taka oto recepta: trzeba się do nich przygotować. Przyjęcie rodzinne, a tym bardziej seria spotkań z niecodziennymi gośćmi, nie różni się zbytnio od jakiejś konferencji. Czy będzie interesująco, zależy od programu i udziału uczestników. Jeśli odpowiednio się przygotujemy, wydarzenie będzie ciekawe, np. dzięki interesującej rozmowie, wymianie myśli i możliwości zbliżenia, lepszego poznania, zaprzyjaźnienia się lub odnowienia zażyłości. A jeśli to będzie taka sobie paplanina, okaże się nudna i ludzie będą źle się czuć. Może nawet pod byle pretekstem zaczną wychodzić. Każde spotkanie, zwłaszcza uroczyste, wymaga przygotowania. O nastrój świąteczny też trzeba wcześniej zadbać.

Nie wystarczy „rzucić” karpia na stół?
– Owszem, niektórzy czekają wyłącznie na to, co podamy na stół, ale lepiej zadbać o oprawę tych świątecznych dni. Odświeżyć starą zastawę i pięknie nakryć do stołu, przybrać nakrycia gałązkami choinkowymi czy jakoś inaczej ozdobić każde miejsce przy stole. Chodzi o to, aby przed świętami zastanowić się, co naszym gościom pomoże dobrze się czuć. Jeśli dobrze ich znamy, będzie to łatwe. Jeśli np. wiem, że seniorka rodu lubi siedzieć na honorowym miejscu, przygotuję jej takie siedzenie – nawet koronkową narzutą przykryję jej fotel, by poczuła się jak królowa. Trzeba wcześniej zrobić listę osób, które do nas przyjdą, i zastanowić się, co sprawiłoby im radość.

Święta należy traktować jak przedstawienie?
– Trochę tak. A jeżeli sami jesteśmy zaproszeni, można zadzwonić do gospodarzy i zapytać, czy przynieść świeczki, aby je np. porozstawiać na schodach lub na parapetach. W każdym razie warto wykazać współudział i inicjatywę. Wtedy święta będą bardziej wspólną sprawą.

A o czym rozmawiać przy stole z ludźmi, którzy są choćby po przeciwnej stronie politycznej?
– Jest to zmorą Polaków. Ale czy musimy podczas świąt zajmować się polityką? Trzeba wybierać inne, bezpieczniejsze tematy. Dlatego mówię o tym, że trzeba się przygotować do świąt i w ogóle do spotkań w szerszym gronie. Źle by też było, gdyby wszyscy siedzący przy stole lub w salonie patrzyli w swoje smartfony, jak to robi dzisiejsza młodzież i nie tylko… Zaproponujmy więc, by przy wejściu wyłączyć komórki i je odłożyć. Jak święto, to święto.

Nie wiem, czy każdemu to się spodoba.
– Aby goście się nie obrazili, można przecież powiesić jakąś satyryczną informację na ten temat albo plakat.

To fajny pomysł. Ale z tymi świątecznymi rozmowami różnie bywa. Dlatego czasem się nie dziwię, że pojawiają się jakieś łamistrajki, które przychodzą z włączonymi telefonami. Po to, aby uciec od niechcianych tematów.
– To prawda, że święta są szczególnym czasem na rozmowy. Nie musimy nigdzie się śpieszyć po świątecznym obiedzie, możemy spokojnie usiąść na kanapach… Mamy wreszcie ten czas dla siebie. Ale jak powiedziałam wcześniej, aby się nie nudzić lub nie musieć uczestniczyć w rozmowach na niechciane tematy, warto coś z siebie dać. Może trzeba przypomnieć sobie parę dobrych dowcipów albo w ogóle mieć coś ciekawego do powiedzenia. Ja np. dopiero co przeczytałam, że obraz Wojciecha Fangora został sprzedany za kilka milionów złotych. Można wcześniej zobaczyć, jaki to obraz, do jakiej kolekcji trafił itd. Wydaje mi się, że o takie rzeczy nie można się pokłócić. Nawet jeżeli nasza babcia całymi dniami słucha tylko Radia Maryja, tym tematem może się zainteresować albo przynajmniej posłuchać rozmowy. Dobrym pomysłem są wspomnienia z udanych wakacji lub plany dotyczące następnych. Wtedy mogą też włączyć się dzieci i zrobi się wspólna miła rozmowa. Zasada jest jedna: nie podejmujemy w święta tematów, które kogokolwiek miałyby zaboleć, a tym bardziej urazić czy obrazić. No i absolutnie nie jest to okazja do rozrachunków rodzinnych, robienia wymówek i zwracania uwagi.

A jeśli święta Bożego Narodzenia w inny sposób dzielą ludzi, np. jeśli chodzi o stosunek do wiary, a w związku z tym inaczej chcieliby je obchodzić?
– Mało jest ludzi, którzy nie lubią choinek czy innych symboli bożonarodzeniowych. Przecież bez względu na to, czy ktoś jest wierzący, czy niewierzący, tradycja świąt została przyjęta nie ze względu na przynależność do Kościoła katolickiego, tylko bardziej z uwagi na przynależność do naszego kręgu kulturowego.

Ale powiedzmy, że mam rodzinę, w której jedni idą na pasterkę, a drudzy to deprecjonują, jedni lubią śpiewać kolędy, a drudzy – przeciwnie. Jak to wszystko pogodzić?
– Ci, co lubią chodzić na pasterkę, po prostu na nią pójdą. A ci, co śpiewają kolędy, również to zrobią…

Ale wtedy ci, co nie śpiewają, będą źle się czuli. Bo to nie będą ich święta.
– Wpadamy wówczas do takiego domu na godzinkę, a potem idziemy tam, gdzie kolęd się nie śpiewa.

Z tego wniosek, że także w święta warto być asertywnym? A przecież mamy w ten czas godzić się ze sobą…
– Asertywność nie znaczy, że ktoś musi przełykać gulę, bo drażni go czyjeś śpiewanie lub nieśpiewanie kolęd. W ostateczności, jeśli coś nas denerwuje, to przecież nie musimy nigdzie iść. Możemy zawsze powiedzieć, że wyjeżdżamy.

Nie ma przymusu spędzania świąt?
– Nie ma. Można spokojnie wyjechać na narty do Szklarskiej Poręby. No ale jeśli już do kogoś idziemy albo sami organizujemy święta, trzeba się zatroszczyć o samopoczucie uczestników tego spotkania. Należy czuwać nad tym, aby nie wywołać u kogokolwiek poczucia zagrożenia, krzywdy czy krytyki. Bo – powtórzę – święta nie są czasem rozrachunków. Na to mamy resztę roku. Czas świąteczny służy nam do tego, aby uczestniczyć w pewnym rytuale pojednania, zgody, wspólnej radości.

A jeśli zdarzy się wujek, który będzie coś nawijał politycznie?
– Należy podrzucać inne tematy i robić wszystko, aby wujek był w mniejszości, nawet postarać się nie dopuścić go do głosu. Można go też nie zaprosić, jeżeli dotąd zawsze psuł rodzinne imprezy. Albo wcześniej z takim „popsuj-zabawą” porozmawiać.

Prezenty także mogą być drażliwą kwestią.
– To prawda. Dlatego mądrze jest się upewnić, co kto chciałby dostać. Bo często jest to niepotrzebny wydatek, starania, a obdarowana osoba tylko czuje się zażenowana. Na przykład dostała coś, co kosztowało dużo pieniędzy, a dla niej jest to rzecz kompletnie nieprzydatna.

To prawda, bywa i tak.
– Ale wie pani, z czego to wynika? My po prostu znamy się bardzo powierzchownie. I potem dochodzi do czegoś takiego, że ktoś kupuje kuzynce drogą apaszkę, bardzo starannie ją wybierając, a kuzynka tego koloru nie cierpi. Mało tego, w ogóle nie nosi apaszek.

Jakie jest wyjście?
– A czemu nie zadzwonić wcześniej i nie zapytać: „Zosiu, spotykamy się u nas w Wigilię, czy mogłabyś powiedzieć, jakiego prezentu absolutnie nie chcesz dostać?”. Ona wtedy odpowie: „Dziękuję, że o to pytasz. Więc posłuchaj: apaszek nie cierpię, rajstop też proszę mi nie kupować. Natomiast uwielbiam świece albo serwetki, właśnie mi się pokończyły. Mogłabyś mi wybrać jakieś cztery lniane? A jeżeli świece, to lubię bezzapachowe”.

Bardzo ładnie, tylko zakłada pani, że wszyscy są sobie szalenie bliscy i tak będą przed świętami dzwonić i dopytywać się o prezenty i inne rzeczy…
– Ciągle uważam, że lepiej pewne sprawy uzgodnić. Jeśli wiemy, że ktoś nie jada mięsa, warto zadzwonić i sprawdzić, mówiąc: „Zapraszamy cię na pierwszy dzień świąt. Ty podobno nie jesz mięsa. Jeśli to prawda, zrobię zupę z dyni i oprócz indyka będzie ryba po grecku”. Będzie nam miło, gdy usłyszymy: „Och, cudownie, chętnie przyjdę, bardzo mi przyjemnie, że o mnie pomyślałaś”. To warto czy nie pewne rzeczy uzgadniać?

Może…
– Przecież to kiedyś żyliśmy w pancerzu rygoru świątecznego. Wszystko było takie jak u wszystkich. Ale dziś tyle rzeczy w naszym życiu się zmieniło. Mamy wolność wyboru. Możemy decydować o upodobaniach kulinarnych. Sposób spędzania świąt też się zmienia i nie jest taki oczywisty. Na przykład znam osoby, które nie cierpią ryb i na Wigilię przyrządzają dania warzywne, grzyby, barszczyk i makowiec. Albo smażą na maśle krewetki. A niektórzy mogą preferować drób i dziczyznę. I co w tym złego? Podobało mi się zdanie, które przeczytałam niedawno w wywiadzie z ambasadorką USA w Polsce Georgette Mosbacher: „Gotowa jestem zrobić wszystko, co nie jest niemoralne lub nielegalne”. Ja również w tym duchu uważam, że mamy bardzo szeroki wybór sposobów urządzania wszelkich uroczystości. Można sięgnąć pamięcią do świąt, które były wyjątkowo udane. Przypomnijmy sobie, dlaczego takie były. Może np. wszyscy w ciągu dnia poszli na ślizgawkę. Wrócili rumiani i zadowoleni. I potem wieczerza wigilijna była radosna i miła. Dzieci wcześnie poszły spać, a dorośli do późnych godzin śpiewali kolędy albo może piosenki legionowe czy jeszcze inne.

Słucham z zaciekawieniem tych recept. Ale chciałabym zapytać o trudne święta. Na przykład dla ludzi, którzy się rozwiedli. Co można im poradzić?
– To właśnie w dni świąteczne niektórzy mogą się czuć bardzo samotnie. Albo ogarniają ich nagle wspomnienia świąt burzliwych i nieprzyjemnych.

Lub muszą spędzać święta z osobami, z którymi nie chcą być. Choćby z rozwiedzionym małżonkiem. Ale jesteśmy zobowiązani, np. ze względu na dobro dzieci.
– No cóż, tak bywa. Na co dzień też musimy robić wiele rzeczy, na które nie mamy ochoty. Każdy z nas robi coś dla innych, nie zawsze mając z tego same przyjemności. Ja chodzę z małym wnukiem na filmy, które interesują jego, a mnie wcale. Ale co zrobić, wytrzymuję to, bo dla mnie ważniejsze jest, aby dziecku sprawić przyjemność. Jeśli coś się robi dla kogoś, kogo się kocha, to reszta chyba nie ma znaczenia. Znam taką rodzinę, która pojedzie w czasie świąt do syna, który znajduje się na leczeniu w ośrodku dla narkomanów. Całą familią wybierają się do niego, by okazać mu w tak ważne dni troskę, czułość i życzliwość. Nie liczą się z czasem, choć zajmie to im cały dzień. Inni będą odwiedzać kogoś obłożnie chorego – zawsze w święta z nami był, a teraz nie wstaje z łóżka. Pojedziemy więc do tej osoby i może nawet zaimprowizujemy tam drugą Wigilię. Albo i trzecią… Bo dwie poprzednie spędziliśmy najpierw u teściów, potem we własnym domu, no a na koniec u tego chorego.

A co mają zrobić single? Nie mają przecież swoich rodzin.
– Za to mają dużo znajomych, kumpli, kolegów, którzy mają rodziny, przyjaciół i tam mogą pójść. Single to są normalni ludzie. Poza tym zawsze mają jakieś rodziny – ciotki, mamy itp. A w ostateczności każdy ma przecież jakichś sąsiadów. Singiel nie żyje samotnie. Tak samo używa się niewłaściwie terminu samotne matki. Kobiety wychowujące dziecko lub dzieci w pojedynkę rzadko bywają samotne. Natomiast mnóstwo żon czuje się okropnie samotnie, żyjąc z wiecznie nieobecnym lub emocjonalnie niedostępnym mężem. To taki paradoks.

A jeśli ktoś nie chce obchodzić świąt, mimo że ma rodzinę, znajomych, ale miałby wyrzuty sumienia, gdyby gdzieś wyjechał? To co ma zrobić?
– W życiu zdarza się, że podejmujemy decyzje, których ktoś inny nie pochwala albo sami ich nie akceptujemy. Musimy wybrać. Albo robię coś, co innym się nie podoba, albo nie. Jeśli więc, odnosząc się do świąt, naprawdę wiele straciłabym, siedząc siedem godzin przy tłustych potrawach, to wybieram narty i brydża ze znajomymi.

A kac moralny, który przyjdzie wcześniej czy później?
– Nie demonizowałabym tego aż tak.

Mamy wolność wyboru?
– Tak. I wesołych świąt!

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 52/2018

Kategorie: Psychologia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy