Wrabianie Mazura

Wrabianie Mazura

Zleceniodawcy zabójstwa generała Marka Papały nadal pozostają nieznani

To nie było spektakularne posiedzenie. 29 września br. na sali Sądu Rejonowego w Gdańsku oprócz składu sędziowskiego znajdowały się tylko dwie osoby – prokurator i adwokat. Dziennikarza „Przeglądu” ostentacyjnie wyproszono, ad hoc i bez wyjaśnień utajniając przebieg posiedzenia. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie przedmiot sprawy – powiadomienie o przestępstwie popełnionym przez Artura Zirajewskiego, ps. „Iwan”, skazanego dwa miesiące wcześniej w głośnym procesie „klubu płatnych zabójców z Wybrzeża”. Zdaniem autora powiadomienia, Edwarda Mazura, polonijnego biznesmena z Chicago, Zirajewski bezpodstawnie oskarżył go o zlecenie zabójstwa gen. Marka Papały, zamordowanego w czerwcu 1998 r. komendanta głównego policji.

Kuriozalna decyzja Temidy

– Posiedzenie zakończyło się w wyjątkowo ekspresowym tempie – już po kilkunastu minutach sąd odrzucił argumentację mojego klienta – mówi pełnomocnik przedsiębiorcy, mec. Eugeniusz Baworowski. – Sąd w uzasadnieniu decyzji podał, iż nadal toczone jest dochodzenie w sprawie zabójstwa Papały. W związku z tym aż do momentu jego zakończenia, a tym samym ostatecznego wyjaśnienia roli Edwarda Mazura, nie ma podstaw do wszczynania postępowania w sprawie zeznań i oskarżeń autorstwa Zirajewskiego.
Na pierwszy rzut oka trudno orzeczeniu sądu odmówić logiki – do czasu, kiedy nie zostanie ono skojarzone z innym wydarzeniem. Otóż jeszcze w lutym 2002 r., po kilkudniowych przesłuchaniach przed warszawską prokuraturą, ostatecznie wykluczono, by Edward Mazur miał cokolwiek wspólnego z morderstwem generała. Skąd zatem tak kuriozalna decyzja gdańskiej Temidy?
Szukając odpowiedzi na to pytanie, cofnijmy się do zdarzeń związanych z procesem „klubu płatnych zabójców”. Toczył się on od grudnia 2000 r. do końca lipca 2003 r. przed gdańskim sądem okręgowym. Wśród dziewięciu oskarżonych Artur Zirajewski figurował jako współodpowiedzialny za dwa brutalne morderstwa. Konto „Iwana” szczególnie obciążało zabójstwo przedsiębiorcy Piotra S. – bowiem to on był jego inicjatorem.
– Osobiście zaciągnął biznesmena do agencji towarzyskiej, zbił i zaaplikował mu tabletki uspokajające. Potem wraz z trzema kompanami wywiózł ofiarę do lasu pod Tucholą, po drodze zaopatrując się w pojemnik z benzyną. Jak wynika z sekcji zwłok, Piotr S. najpierw został podduszony, a następnie jego ciało polano benzyną i podpalono – mówił w trakcie procesu prokurator, domagając się dla „Iwana” 25 lat więzienia. Zwyrodniały bandyta dostał 15, choć przy takich zarzutach możliwe było skazanie go nawet na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Tym bardziej że Zirajewski już na długo przed aresztowaniem w 1998 r. nie grzeszył praworządnością, a jego policyjne dossier to cztery bite strony maszynopisu.

Cenne zeznania

Oburzonych rodzin ofiar nie przekonała argumentacja sądu, zgodnie z którą relatywnie niska kara była efektem współpracy „Iwana” z wymiarem sprawiedliwości i złożenia wyjątkowo istotnych zeznań w innej sprawie. Jakiej? Tego już sąd oficjalnie i wprost nie powiedział, choć znaczące sugestie wskazywały na śledztwo w sprawie Papały. W rozmowach z nami pracownicy gdańskiego sądu i prokuratury potwierdzili, iż rzeczywiście chodziło o to właśnie dochodzenie. Co takiego zatem powiedział Zirajewski, że pozwoliło mu uniknąć długoletniej odsiadki?
Dokładna treść jego zeznań nie jest znana, ponieważ zostały utajnione. Wiadomo jednak, iż jest w nich mowa o spotkaniu Edwarda Mazura i Zirajewskiego, do którego miało dojść w kwietniu 1998 r. w Gdańsku. To w jego trakcie biznesmen przekonywał jakoby „Iwana” do „przyjęcia dobrze płatnego zlecenia” na Papałę. Mazur zdecydowanie wyparł się tych oskarżeń, twierdząc, że w tym czasie nie było go na Wybrzeżu. I nigdy nie widział się z Zirajewskim, który – zdaniem biznesmena – najwyraźniej wszystko sobie wymyślił.
Niestety, mamy powody przypuszczać, że „Iwan” niczego nie wymyślał. Jak bowiem ustaliliśmy, jeszcze w 2000 r. w zamian za złożenie zeznań obciążających polonijnego biznesmena Zirajewskiemu obiecano pomoc prawną w trakcie procesu „klubu” i złagodzony, maksymalnie ośmioletni wyrok za morderstwa. Kim byli autorzy tych deklaracji? Zdaniem naszych informatorów, rolę pośredników pełnili prowadzący śledztwo prokuratorzy i policjanci, zaś sama oferta miała pochodzić od osób z ówczesnego ścisłego kierownictwa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Ministerstwa Sprawiedliwości.

Skąd pieniądze na obronę?

– Zirajewski być może nigdy nie wzbudziłby ich zainteresowania, gdyby nie kolega z „klubu”, Białorusin Siergiej Sienkiv – twierdzi jeden z naszych informatorów. – To on na początku 1999 r., wkrótce po zgarnięciu całego „klubu”, zaczął mówić poza protokołem, że wie coś o „zleceniu na załatwienie generała policji”. Zaś później pytał już wprost, co zyska, jeśli „przyzna się do Papały”. Interesowało go, czy dzięki temu ma szansę targować się przy wyroku. To jemu pierwszemu zaproponowano wersję z Mazurem jako zleceniodawcą. Ale po jakimś czasie Sienkiv się wypiął i trzeba było szukać innego killera. A najbliżej byli chłopcy z Wybrzeża, wśród nich chętny do współpracy „Iwan”…
Pośrednim dowodem prawdziwości naszych ustaleń jest nie tylko sam wyrok, jaki w procesie „klubu” otrzymał Zirajewski (połowa kary, po której można się ubiegać o przedterminowe zwolnienie, rzeczywiście bliska jest ośmioletniej odsiadce), ale również inny fakt – mianowicie „Iwan” jako jedyny z „klubu”, mimo że nie zajmował w nim najwyższej pozycji, miał do dyspozycji własnego, a nie powołanego z urzędu obrońcę. I to nie byle jakiego, lecz o ustalonej w Trójmieście renomie, wspieranego dodatkowo, choć nieformalnie, przez członka warszawskiej palestry z profesorskim tytułem. Skąd Zirajewski, pochodzący ze społecznych dołów i siedzący za kratami od pięciu lat, miał pieniądze na korzystanie z ich usług?

Śledztwo politycznie wykorzystane

Bodaj najważniejsze w tym wszystkim jest pytanie o motywy przyświecające osobom, które chcą wrobić Mazura. Otóż śledztwo w sprawie zabójstwa Marka Papały od samego początku próbowano wykorzystać do celów politycznych. Pisaliśmy już o tym w artykule „Kim są mordercy Papały” („P” nr 25). Ustaliliśmy wówczas, iż rządząca w 1998 r. ekipa AWS dostrzegła w dochodzeniu możliwość skompromitowania lewicy. Posłużyć temu miała koncepcja, zgodnie z którą Papała zginął, bo wpadł na ślad grupy zajmującej się międzynarodowym handlem bronią i narkotykami i zagroził jej zdemaskowaniem. W skład owej grupy wchodzili jakoby byli i obecni pracownicy MSW oraz wykreowani przez nich, jeszcze za PRL, biznesmeni. W grupie kluczową postacią miał być właśnie Edward Mazur – polonus z dużymi pieniędzmi i znakomitymi układami z czołowymi politykami SLD.
Wszyscy oni mieli się cieszyć politycznymi koneksjami i ochroną ze strony liderów lewicy, zwłaszcza Leszka Millera. Na podstawie zebranych przez nas informacji stwierdziliśmy, iż najważniejszą rolę w upowszechnianiu tej koncepcji odegrał Krzysztof Szwedowski, w latach 1998-2001 zastępca szefa Urzędu Ochrony Państwa, dziś wiceprezes Najwyższej Izby Kontroli. Jak ustaliliśmy, to on zaraz po włączeniu się UOP do śledztwa osobiście wykreślił cztery z dziewięciu przedstawionych mu hipotez śledczych. Generalny powód ich odrzucenia był jeden – nie pasowały do interesów politycznych mocodawców Szwedowskiego: Janusza Tomaszewskiego, Marka Biernackiego i Janusza Pałubickiego. Na ich podstawie bowiem nie dałoby się m.in. skierować podejrzeń na osobę Edwarda Mazura.

Żywotne wpływy prawicy?

Koncepcja zakładająca, że to Mazur był zleceniodawcą zabójstwa gen. Papały, przeżyła polityczny byt swoich twórców. W lutym 2002 r., już po przegranych przez AWS wyborach, przebywający w Polsce Edward Mazur został zatrzymany i przewieziony do Gdańska. Celem tej wyprawy miała być konfrontacja z Arturem Zirajewskim. Wydarzenia mające wówczas miejsce znakomicie wpasowują się w mechanizm wrabiania.
– Konfrontacja, także w sensie prawnym, zakłada bezpośredni kontakt między poszczególnymi osobami – mówił w rozmowie z nami Edward Mazur. – Tymczasem Zirajewski przyglądał się mi przez weneckie lustro. I oczywiście „poznał” we mnie człowieka, który usiłował mu zlecić zabójstwo. Zresztą jak miał nie poznać, skoro zostałem ustawiony wśród osób zdecydowanie różniących się ode mnie – cechami fizycznymi, ubiorem, zachowaniem?
Z opisu Mazura wynika, że w tym przypadku nie doszło do konfrontacji, lecz okazania. Tymczasem w dokumentach gdańskiej prokuratury okręgowej nigdzie nie ma mowy o okazaniu. Spotkanie Zirajewski-Mazur określono mianem konfrontacji, dużo ważniejszej z dowodowego punktu widzenia.
Widać zatem, iż część przedstawicieli Temidy nie bardzo kwapi się do odrzucenia politycznie inspirowanej hipotezy. Ostatnia decyzja gdańskiego sądu jest kolejnym tego potwierdzeniem. Dlaczego tak się dzieje? Fatalnie, jeśli stoi za tym intelektualne lenistwo części pracowników wymiaru sprawiedliwości. Lenistwo wykluczające odrzucenie starych, „sprawdzonych” danych i poszukiwanie świeżych informacji na podstawie nowych hipotez. I wcale nie lepiej, gdy ma to być dowód żywotności politycznych wpływów prawicy na niektórych przedstawicieli Temidy.

 

Wydanie: 42/2003

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy