Wrocław potrzebuje zmian

Wrocław potrzebuje zmian

Powinniśmy zweryfikować listę planowanych inwestycji w mieście, wykreślając te, które nie służą poprawie jakości życia mieszkańców. Przykładem może być Brama III Tysiąclecia

Jacek Uczkiewicz, kandydat Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Unii Pracy na prezydenta Wrocławia

– Kandyduje pan na stanowisko prezydenta Wrocławia. To trochę tak, jakby pan się porywał z motyką na słońce.
– Nie zgadzam się z tą opinią. Z dwóch powodów. Po pierwsze, jeśli uważa pan, że moje sondażowe szanse są znikome, to myślę, że ludzkość bardzo wiele by straciła, gdyby Dawid, nim stanął przed Goliatem, oddał się studiowaniu sondaży. Po drugie, wybory to oczywiście dla mnie procedura demokratyczna kreowania ciał kolegialnych i osób, którym powierza się ponoszenie odpowiedzialności za powierzone mienie, obszar. Ale to również okres publicznej debaty o najważniejszych problemach. W tym przypadku Wrocławia. Miasto potrzebuje zmian. Wiem, jakich i jak należy je przeprowadzić.

– Prezydent Dutkiewicz – jeśli wierzyć sondażom – ma właściwie zwycięstwo w kieszeni. Choć nie obiecuje zmian. Co pana zdaniem należałoby poprawić w stolicy Dolnego Śląska?
– Ależ prezydent proponuje zmiany! Np. jeszcze cztery miesiące temu wiceprezydent Wrocławia na pytanie dziennikarza, czy miasto będzie budować mieszkania komunalne, odpowiedział, że nie możemy się tego podjąć, ponieważ budujemy stadion. Kiedy w czerwcu tego roku za jeden z najważniejszych moich postulatów programowych uznałem podjęcie przez Wrocław tego zadania, spotkałem się z opinią, że to utopia i że żadne miasto tego już nie robi. Ale kilka dni temu prezydent Dutkiewicz ogłosił swój program, podobnie jak mój dziesięciopunktowy. I o dziwo, jeden z punktów mówi o podjęciu przez Wrocław w najbliższej przyszłości budowy mieszkań komunalnych.

– Sugeruje pan plagiat?
– Wiele postulatów prezydenta Dutkiewicza pokrywa się z moimi.

– Tak czy inaczej potrzebne będą pieniądze. A Wrocław jest jednym z najbardziej zadłużonych miast w Polsce.
– Oczywiście wszystkie zadania będzie można realizować w ramach posiadanych środków. Niestety, czasy łatwych pieniędzy dla samorządów minęły. Jednak widzę kilka źródeł do wykorzystania. Przede wszystkim powinniśmy zweryfikować listę planowanych inwestycji w mieście, wykreślając z niej te, które nie służą poprawie jakości życia mieszkańców. Przykładem może być słynna Brama III Tysiąclecia. Dostrzegam też możliwość ograniczenia wydatków na miejską administrację. Zwłaszcza że wiele zadań administracji przejęły spółki zależne od ratusza. Znaną bolączką Wrocławia jest fatalne przygotowanie i prowadzenie inwestycji infrastrukturalnych i związane z tym marnotrawstwo. Musimy to wyeliminować. Doceniając znaczenie międzynarodowej promocji Wrocławia, nie mogę wykluczyć ograniczenia wydatkowanych na te cele środków w związku ze smutną perspektywą finansów miasta.

– Sztandarowym przykładem nieudanych zabiegów obecnego prezydenta jest moim zdaniem sprawa kandydatury Wrocławia do organizacji światowej wystawy EXPO. Czy pan ma zamiar podtrzymać tę tradycję?
– Rzeczywiście możemy chyba mówić o złej tradycji. Chodzi o dwa podejścia do EXPO, starania o lokalizację we Wrocławiu Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii, a ostatnio o przyznanie miastu tytułu kulturalnej stolicy Europy 2016. Chociaż już dziś wrocławscy działacze są przekonani, że tytuł ten przypadnie Katowicom. Paradoksalnie jedyną udaną inicjatywą międzynarodowej promocji Wrocławia był pomysł reprezentującej lewicę europosłanki Lidii Geringer de Oedenberg zlokalizowania u nas drugiego w Polsce przedstawicielstwa Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego. Na szczęście nie kosztowało to miasta ani złotówki.

– Wywołał pan w tej kampanii samorządowej poważną debatę wokół budowy we Wrocławiu stadionu na Euro 2012. Czy uważa pan, że miasta nie było na niego stać?
– Rozegrałbym sprawę inaczej, ale to już historia. Teraz najważniejsze pytanie brzmi: jakie będą skutki tej decyzji dla przyszłości Wrocławia? 5 listopada organizuję na ten temat debatę z udziałem kandydatów do fotela prezydenta miasta. Liczę, że weźmie w niej udział prezydent Dutkiewicz. Stadion, który powstaje, będzie własnością mieszkańców, a nie tego czy innego prezydenta, dlatego wrocławianom należy się rzetelna informacja o tym, jakie będą konsekwencje tego, że zapadła decyzja o budowie tak niezwykle drogiego obiektu. Miasto zaciągnęło na ten cel liczony w setkach milionów złotych kredyt, który trzeba będzie spłacić. Pytam – kosztem jakich zadań?

– W tej sprawie już pan otrzymał jakieś wyjaśnienia?
– Nie posądzam pana o złośliwość, ale – jak się pan domyśla – dla obecnych włodarzy miasta jest to temat tabu. W trakcie niedawnego spotkania prezydenta Dutkiewicza z blogerami, gdy z sali padło pytanie o stadion na Maślicach, prezydent gromko zawołał: „Radzę nie ruszać stadionu, bo to jest ukochany obiekt wrocławian!”. Postanowiłem dotknąć tego wątku, ponieważ miłość do nieznanego zazwyczaj ma opłakane skutki. Uważam, że nam wszystkim należy się dokładne wyjaśnienie, co ile kosztowało do dziś i ile nas to będzie kosztować w przyszłości.

– Ponieważ ma pan za sobą doświadczenie wiceministra finansów i audytora Komisji Europejskiej, potrafi pan to ocenić.
– Oczywiście, że tak! Gdybym miał pełny dostęp do informacji. Mój niepokój budzi to, że stadion stał się dla urzędującego prezydenta tematem tabu. W 2007 r. Rafał Dutkiewicz deklarował, że budowa stadionu będzie kosztowała 500 mln zł. Dziś w prasie można przeczytać o kwotach rzędu 900 mln zł, a więc o sumie równej 25% rocznego budżetu naszego miasta. Jeśli choć w części jest to prawda, sytuacja robi się groźna. Dziś Wrocław jest jedną z najbardziej zadłużonych polskich metropolii. Do tego powinniśmy dodać zobowiązania spó-
łek zależnych, które obecnie nie są wliczane do bilansu miasta. Co prawda, jest to praktyka zgodna z prawem, ale uważam, że w tym przypadku jest ono niedoskonałe i w przyszłości może się okazać, że długi spółek komunalnych staną się poważnym obciążeniem dla nas wszystkich. Szkoda, że prezydent Dutkiewicz unika dyskusji na ten temat.

– W pana ocenie jakie mogą być konsekwencje nadmiernego zadłużania się Wrocławia?
– W skrajnym przypadku zarząd komisaryczny, ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Natomiast w wymiarze finansowym grozi nam rezygnacja z realizacji wielu ważnych dla mieszkańców zadań. Przy czym miasto ma bardzo wiele potrzeb. Np. za niezbędną uważam modernizację systemu komunikacyjnego Wrocławia. Codzienne korki i kłopoty kierowców z tym związane są żywym przykładem chronicznej niezdolności obecnych władz do rozwiązywania problemów. Co gorsza, w ostatnich latach ratusz wyraźnie lekceważył mieszkańców, którzy m.in. w tej sprawie starali się interweniować.

– Ależ takie obyczaje spotykamy w większości dużych polskich miast.
– Sześć lat mieszkałem za granicą, w gminie, której władze były w pełni świadome swej służebnej roli względem mieszkańców. Ten charakter relacji, z jednej strony partnerski, a z drugiej nastawiony na rozwiązywanie problemów ludzi i ułatwianie im życia codziennego, chciałbym przenieść do Wrocławia. Być może jest to najważniejsza kwestia, którą podnoszę w tej kampanii. Uważam, że czasy niezbyt fortunnego priorytetu międzynarodowej promocji miasta winny ustąpić przed służebną rolą administracji samorządowej. Zawsze prezentowałem pogląd, że jakość życia mieszkańców Wrocławia powinna być najważniejsza dla tych, którzy zostali przez nich wybrani. Narzekania na arogancję administracji miejskiej są powszechne. Prezydent Dutkiewicz z zasady nie spotyka się bezpośrednio z mieszkańcami. W mojej ocenie samorządność we Wrocławiu przeżywa kryzys. Chciałbym to zmienić. Niepokoi mnie zwłaszcza lansowany od pewnego czasu pomysł likwidacji 48 rad osiedli i utworzenia zamiast nich 11 dzielnic z własną administracją i budżetem. Spowodowałoby to nie tylko zwiększenie kosztów, ale i dystansu między obywatelami a ratuszem. Z moich obserwacji i spotkań wynika, że rady osiedli mają doskonałą wiedzę na temat marnotrawstwa, nietrafionych inwestycji i niespełnionych obietnic. Wprawdzie kilka dni temu prezydent Dutkiewicz zrezygnował z forsowania tego pomysłu, lecz jakie mamy gwarancje, że nie jest to chwyt na potrzeby kampanii wyborczej?

– Doskonale pan wie, że w przed wyborami kandydaci gotowi są obiecać gwiazdkę z nieba i nikt tego nie traktuje poważnie.
– Czy mam taką gwiazdkę? Nie. Mam za to konkretną wizję. Chciałbym np., by wrocławskie ulice były równe jak stół. Moi adwersarze uważają to za dowód naiwnego idealizmu. Z drugiej strony, przejazd niektórymi ulicami w pobliżu centrum miasta grozi poważną awarią zawieszenia samochodu. Na peryferiach jest jeszcze gorzej. W tym miejscu znów odwołam się do mych luksemburskich doświadczeń. Wiem, że ulice równe jak stół, podobnie jak przyjazne i nastawione na pomoc obywatelom władze samorządowe, są czymś normalnym. W końcu trzeba zacząć budować jedno i drugie. Skoro Wrocław ma uzasadnione europejskie aspiracje, to powinien i w tych dziedzinach spełniać obowiązujące na Zachodzie standardy.

– Ma pan rację. Ale co z tego wynika? W Polsce władze samorządowe dużych miast bardziej niż drogami zainteresowane są zaciąganiem kredytów i planowaniem wielkich inwestycji. Sprzedaje się to w mediach lepiej niż to, o czym pan mówi.
– Jednym z europejskich standardów jest zasada zrównoważonego rozwoju, która wymaga zachowania spójności społecznej. Oznacza to, że strategia miasta winna być adresowana do wszystkich, a nie tylko elit. Musi skutecznie działać przeciwko wszelkim wykluczeniom – ekonomicznym, kulturalnym i społecznym. Dlatego poważna część mojego programu kierowana jest do ponad 40% rodzin wrocławskich, które nie posiadają nawet skromnych oszczędności, a więc ledwo wiążą koniec z końcem. Podam przykład. Większość z nas mieszka w dzielnicach poza centrum miasta. Tymczasem prezydent Dutkiewicz forsuje koncepcję rozwoju Wrocławia wokół trzech centrów – rynku, stadionu na Maślicach i centrum konferencyjnego przy Hali Stulecia. Moim zdaniem uwaga władz miejskich powinna być skupiona na poprawie jakości życia mieszkańców takich osiedli jak Psie Pole, Karłowice, Brochów, Biskupin, Leśnica, Ołtaszyn… Nie chcę, by w przyszłości powtórzyły się sceny z Kozanowa, które oglądaliśmy latem w telewizji. Istotą demokracji jest możliwość dokonania wyboru. Wierzę w to, że przedstawiając mieszkańcom Wrocławia swój program i zabiegając o ich poparcie, stwarzam realną szansę dla zmian. Stąd moje hasło: „Wrocław – lepsze miasto, lepsze życie”. Gdybym nie wierzył w nie, nie startowałbym w tych wyborach.

_____________________________________

Jacek Uczkiewicz – w 1993 r. został posłem na Sejm z okręgu wrocławskiego. Pracował w Komisji Ustawodawczej, będąc m.in. przewodniczącym podkomisji i sprawozdawcą parlamentarnym Ustawy o Najwyższej Izbie Kontroli. W latach 1993-1995 członek delegacji polskiego parlamentu do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Strasburgu. W 1995 r. powołany na stanowisko wiceprezesa NIK. W 2001 r. objął stanowisko Generalnego Inspektora Informacji Finansowej w randze podsekretarza stanu w Ministerstwie Finansów. Jako wiceminister finansów przygotował m.in. – wspólnie z przedstawicielami samorządów – projekt Ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego. W 2004 r. wygrał publiczny konkurs na stanowisko członka Europejskiego Trybunału Obrachunkowego. Był pierwszym Polakiem w jego składzie.

Wydanie: 44/2010

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy