Wróg zza ściany

Wróg zza ściany

Witold Waszczykowski, ten wyśmiewany minister, któremu przypominane są kolejne wpadki i porażki, o którym wciąż się mówi, że za chwilę go wyrzucą, ma teraz swoje pięć minut. Wreszcie on jest górą. Wreszcie może kogoś postawić do pionu i nic mu się nie stanie. Tym słabszym, na którym mógł się wyładować, demonstrując swoją siłę, okazał się Andrzej Duda, prezydent RP.

Waszczykowski zahaczył w mediach prezydenta, swojego bądź co bądź zwierzchnika, skarżąc się, że zwleka z podpisaniem nominacji ambasadorów. Tak bowiem stanowi konstytucja, że „Prezydent Rzeczypospolitej w zakresie polityki zagranicznej współdziała z Prezesem Rady Ministrów i właściwym ministrem” oraz że „mianuje i odwołuje pełnomocnych przedstawicieli Rzeczypospolitej Polskiej w innych państwach i przy organizacjach międzynarodowych”.

No i okazuje się, że prezydent tak korzysta z tych uprawnień, że nie korzysta. „Na biurku pana prezydenta jest wiele nominacji, wielu kandydatów, których można by wysłać. Oczekuję wyjaśnień, o co chodzi, jakie zarzuty, jakie problemy stawia się tym kandydatom, ewentualnie centrali MSZ”, twardo punktował Waszczykowski. De facto besztając prezydenta jak podległego sobie urzędnika.

Stanowczy ton popłacał, bo Andrzej Duda niemal natychmiast podpisał nominacje siedmiu ambasadorom. Kończąc tym samym ich wielomiesięczny okres oczekiwania.

Potem jeszcze do całej sprawy wracał Krzysztof Szczerski, szef Gabinetu Prezydenta, odpowiedzialny w kancelarii za sprawy międzynarodowe. Mówił tak: „Wypowiedź pana ministra Waszczykowskiego była szkodliwa i gorsząca. Przynosi zgorszenie w środowisku dobrej zmiany i ona nigdy nie powinna była paść. Sugeruję panu ministrowi Waszczykowskiemu podjęcie teraz działań na rzecz odbudowy dobrej relacji z głową polskiego państwa”.

No dobrze, rzecz nie jest nowa, gra sił między Kancelarią Prezydenta a MSZ, dotycząca obsady stanowisk ambasadorskich, toczyła się zawsze. Także wtedy, kiedy mieliśmy czas kohabitacji, gdy prezydent i rząd byli z przeciwnych obozów politycznych. Ale jakoś te spory potrafiono rozwiązywać, nawet Lech Kaczyński umiał się dogadać z Donaldem Tuskiem. Te zasady dogadywania się były różne, mniej lub bardziej formalne, na zasadzie: „Ty masz trzech ambasadorów, a ja 10” albo: „Ja odpowiadam za sprawy bezpieczeństwa, a ty za Azję” itd. Istniał jakiś klucz.

A teraz o kogo się kłócą?

Wygląda to na zwykłą rywalizację dwóch urzędów – zwłaszcza że Krzysztof Szczerski, za czasów Anny Fotygi wiceminister spraw zagranicznych, wymieniany był jako potencjalny następca Waszczykowskiego. Ten z kolei zrewanżował się kancelarii, przyjmując pod swoje skrzydła Marka Magierowskiego, byłego rzecznika Dudy.

Ale dlaczego rywalizacja przebiega tak ostro?

Odpowiedź jest chyba prosta. Kancelaria Prezydenta to dziś urząd bez znaczenia. MSZ również się stoczyło, Polska jest w Europie zmarginalizowana, stoi gdzieś z boku, to i dyplomacja nie ma nic do roboty. Macron z Merkel ustalają kształt przyszłej Europy, Polski przy tym nie ma. Nie mamy nawet własnych propozycji na przyszłość, bo trudno za takie uznać piski: „Europo, wstań z kolan!”.

A że życie nie znosi próżni, urzędy znajdują sobie inne pola do sporów i gier. I walczą między sobą.

Wydanie: 26/2017

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy