Jak wydać 50 tysięcy

Jak wydać 50 tysięcy

Demokracja uczestnicząca w praktyce, czyli trudny poród funduszu sołeckiego

Do Jaktorowa zawitała demokracja uczestnicząca. Po raz pierwszy 14 wsi tej gminy dysponuje funduszami sołeckimi. Od 15 tys. do 52 tys. zł na każdą społeczność liczącą niecały tysiąc osób. Mieszkańcy sami mogą zdecydować o przeznaczeniu pieniędzy, byle na cele wspólnotowe, będące ustawowo zadaniem własnym gminy. Masz babo placek. Dali 50 tys. zł – i na co je wydać? Od marca brakuje pomysłów na tę nową wolność.

Dekretowanie demokracji

W Jaktorowie (pow. grodziski) właśnie odbyły się dwa zebrania wiejskie. Ksiądz w ogłoszeniach parafialnych powiadomił o kolejnym w siedzibie straży gminnej przy remizie, jest nadzieja na wyższą frekwencję. Bo ludzie się nie kwapią. Cała ta demokracja uczestnicząca nie wybuchła z aktywności społecznej, została zadana przez wójta i radę gminy. Jak oktrojowana konstytucja CK Monarchii, nadana przez jego cesarską mość.

Przymiarki trwały latami. Opozycyjny radny Krzysztof Jarosz rokrocznie zgłaszał wniosek o wyodrębnienie funduszu sołeckiego z budżetu gminy i sromotnie przegrywał głosowanie, wsparty przez jedną tylko koleżankę. Wiosną nastąpił przełom. Fundusz przeszedł jednogłośnie. Mieszkańców postawiono przed faktem dokonanym. Dalej radne, a zarazem członkinie rady sołeckiej Jaktorowa B: Hanna Regulska, Elżbieta Idrian i Iwona Barańska przekonały sołtys Urszulę Stefankiewicz, na co dzień pielęgniarkę w pobliskiej przychodni, by się nie bała. Nie zostanie sama, pomogą napisać wniosek, sporządzić ramowy kosztorys, zadbają o wsparcie urzędu gminy. Skrzyknięto zebranie wiejskie. Stawiło się 24 mieszkańców na 700 posesji we wsi. Mieszkaniec Blichu, osiedla za kościołem, zgłosił pomysł naprawy przepustu w przydrożnym rowie. Wyjaśniono mu, by załatwił to sam z sąsiadami lub zwrócił się do wójta. Fundusz ma służyć całej społeczności, a nie trzem gospodarstwom. Pomysł upiększenia chodnika przed biblioteką gminną również upadł. Gimnazjum jest wygaszane, w najbliższych latach kostka w tym miejscu i tak będzie zrywana. 19 głosami przeszedł przygotowany wniosek na budowę siłowni na wolnym powietrzu. Inspiracją były takie urządzenia w lasku za Żyrardowem. Według kosztorysu za 28 tys. zł zakupi się sprzęt, a ok. 22 tys. pochłoną plany, karczowanie i niwelacja terenu. W pracach ma wziąć udział gromada wiejska. Tak jak potrafiła to robić za cara Mikołaja, stawiając dom ludowy, za sanacji – budując szkołę z jej dzisiejszą patronką Stefanią Cygańską, czy za socjalizmu.

– Czyny społeczne się zdewaluowały, ale mam nadzieję, że wrócimy do dobrych zwyczajów, gdy dbaliśmy o otoczenie – mówi Hanna Regulska, zastępca przewodniczącego rady gminy. – Byłam radną w latach 70. Wtedy społecznik był społecznikiem, jeździł za własne, nie było diet, nikt nie oczekiwał zapłaty.

Grupa pod wezwaniem

Czy wspólne działanie na polskiej wsi powróci po latach bombardowania ideologią liberalną? Na razie atomizacja postępuje. Sołectwa w gminie ciągną się z północy na południe wąskimi pasami: Chylice, Jaktorów, Chylice Kolonia. W poprzek przecina je nasyp dawnej Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, która rozrosła się do Centralnej Magistrali Kolejowej. Drugie cięcie to droga wojewódzka 719 Warszawa-Żyrardów. Rozrywają się więzi sąsiedzkie. Otwarty niedawno tunel pod torami jest wątłą nicią łączącą rodziny formalnie przynależne do jednej społeczności. Gmina była bliska zbudowania parkingu na 300 samochodów po obu stronach torów, w samym centrum, gdzie znajdują się urząd gminy, poczta, policja, apteka, przychodnia. Z rozmachem, za 8 mln zł, z czego 80% to środki z funduszu ZIT (Zintegrowane Inwestycje Terytorialne). Jednak trzy rodziny wspierane przez warszawską kancelarię prawną oprotestowały plan. Bo chcą mieć cicho (przy torach). Żadna tam ciemnota, osoby wykształcone. Społeczność niech się zadławi, ale postawią na swoim. Opór w duchu „szlachcic na zagrodzie” doprowadził do zmiany planu, parking będzie mniejszy. A w gminie wciąż osiedlają się nowi. Warszawiacy, mieszkańcy Grodziska Mazowieckiego, Pruszkowa, zamożniejszy Żyrardów. Liczba ludności w ostatnich latach powiększyła się o 2 tys. osób, a według najnowszej prognozy GUS do 2025 r. przybędzie kolejnych 1,5 tys. mieszkańców. Przyciągają dobra komunikacja ze stolicą, ceny nieruchomości znacznie niższe nawet od grodziskich, miejsce pod dom z ogródkiem. Przy tym szkoły mają tartanowe boiska, są modernizowane, ostatnio z udziałem biskupa otwarto dobudowane piętro w przedszkolu. Warto, by nowi zintegrowali się z osiadłymi od pokoleń i razem znaleźli pole konstruktywnego działania dla wspólnoty. Stąd fundusz sołecki.

Drugie zebranie wiejskie w Jaktorowie przyciąga ledwo 16 uczestników. Dwóch sołtysów skrewiło, zasłaniając się chorobą. Trzeci, Henryk Kakietek z Bud Michałowskich, komentuje: „Mamy 20 tys. i co z tym zrobić?”, wychodzi po angielsku. Dominują młode twarze, jasne spojrzenia, oczy szeroko otwarte w poszukiwaniu pomysłu na wydanie 52 tys. zł. Eliza Jaworowska z Bud-Grzybka ubolewa nad brakiem mienia sołeckiego, zdając się nie rozumieć, że sołectwo nie ma osobowości prawnej, wystarczy ziemia w posiadaniu gminy.

– Mamy 32 tys. zł, jak chodzę i zbieram podatek, nie ma zainteresowania. Dominują starsi ludzie. Nie mam planów. Przy szkole mamy plac zabaw i jest już siłownia na powietrzu. Spotkam się z radą sołecką, może zebranie się zrobi – sołtys Chyliczek Agnieszka Wasilewicz minę ma nietęgą. Inicjatywę przejmuje Grażyna Jałgos-Dębska, prezes Stowarzyszenia Sołtysów Mazowsza. Ze swadą rozprawia o wspólnotowym placyku – Różanej Polanie, grze terenowej, inicjatywach, które powiodły się w jej wsi Opypy, a z projektora płyną znamienite przykłady z całego kraju. Jednak społeczeństwo obywatelskie się nie narodziło. Wójta nie zaproszono, a bez niego ani rusz. Ustawa mówi jasno: do 30 września sołtys wręcza wójtowi wniosek określający cel spożytkowania wspólnotowych pieniędzy. Wójt Maciej Śliwerski (PO) się nie boi. Za pozyskiwanie funduszy unijnych zdobył pierwsze miejsce w województwie w rankingu Europejska Gmina organizowanym przez BGK i firmę Ernst & Young. Wygrał wybory trzy razy z rzędu, raz nawet nie śmiał wystartować żaden kontrkandydat. Ale niezaproszony narzucał się nie będzie. W końcu to on i jego otoczenie forsują tę demokrację uczestniczącą. 517 tys. zł oddał do rozdysponowania wedle woli mieszkańców. Byłoby tego więcej, rząd ma obowiązek dodać od 20 do 40%, ale dziewczyny z księgowości ustawy nie doczytały i pomyliły się w wyliczeniach. Wszystkie sołectwa kraju dostaną 135 mln zł. Jaktorów – może za rok. 16 osób zatem nie rozdysponowało funduszu. Poprzednie zebranie bliższe było puczowi grupy uzurpatorów niż oddolnej inicjatywie całej społeczności. 19 zorganizowanych osób rozdysponowało środki dla 700 rodzin. Niby nieobecni nie mają racji, ale jakaż to demokracja uczestnicząca? Decyduje 2,7% populacji, tyle co za Króla Słońce przed rewolucją francuską.

Niech się opamiętają

Tadeusz Szymańczak z Polskiego Związku Producentów Kukurydzy pieni się, gdy słyszy o funduszach sołeckich. Gospodarzy z rodziną na 90 ha rozrzuconych w trzech powiatach, czterech gminach i dziewięciu miejscowościach. Argumentuje: na zebranie wiejskie stawia się góra jedna dziesiąta mieszkańców. Padają dwa wnioski. Pośród swarów i przepychanek jeden przegrywa. W następnym roku przegłosowani chcą się odegrać, przychodzą większą ekipą. Konflikt się pogłębia, wieś jest coraz mocniej skłócona. Dopóki funduszu nie ma, wójt trzyma w ręku 300-500 tys. zł, jeśli wystąpi o środki zewnętrzne, powiększy pulę do 800-900 tys. Może inwestować, zwłaszcza że łatwiej mu podjąć współpracę z powiatem. Ale gdy rozdrobni pieniądze, co z tego wyjdzie?

– Znam wieś, gdzie wykopano rowy, zrobiono przepusty. Po dwóch latach zasypano i położono chodnik. Nie spotkałem przykładu współpracy dwóch wsi. Łączenie funduszy, choć formalnie możliwe, nie funkcjonuje. Twórczość rad sołeckich nie zna granic. A potem wójt wszystko zatwierdza, bo się boi o głosy w wyborach – przestrzega Tadeusz Szymańczak. Pieniądze często są dosłownie przejadane: na poczęstunkach przy festynach, pod kupionym za nie namiotem. Jeździ się też na wycieczki pod pretekstem wyprawy studyjnej, aby zobaczyć, jak wyglądają gospodarstwa agroturystyczne.

Gorzkim doświadczeniem dzieli się Jan Cymerman, wójt Poświętnego (pow. wołomiński). Zebranie wiejskie podjęło uchwałę o budowie chodnika. Do dyspozycji miało 8 tys. zł. Stan prawny gruntu nieuregulowany, kupa roboty. Wystarczyło na zakup nadbrzeża szosy. Plany i położenie chodnika to wydatek rzędu 300 tys. Demokratycznie przegłosowali: niech wójt dołoży! Czyli cała gmina ma się zrzucić na naszą kostkę. Taka historia powtórzyła się w kilku wsiach, więc rada gminy poparła Cymermana w utrzymaniu zintegrowanych inwestycji. Żadnych funduszy sołeckich!

W Dawidach Bankowych (gm. Raszyn, pow. pruszkowski) działa taki fundusz nominalnie sołecki, realnie subsydiarny budżetu gminy. Sołtys Jarosław Aranowski przeforsował budowę parkingu przy kościele za 180 tys. zł, tyle że całość kosztowała 460 tys. zł. Podobnie z projektem odwodnień wartym 56 tys. zł, z czego tylko 25 tys. pokrył fundusz sołecki. Michał Dominiak, młody sołtys Grądów (gm. Leszno, pow. warszawski zachodni), ma 35 tys. zł rocznie. Wyremontował przystanek, dorzucił do remontu szosy. Najbardziej dumny jest z oświetlenia bocznej drogi. Długo wysłuchiwał, że „się nie da”, więc znalazł ekipę elektryków i opłacił z funduszu sołeckiego. Świeci.
– Wiadomo, pół kilometra się nie zrobi, ale fragment chodnika przy przystanku autobusowym powstał w Człekówce, drugi w Głupiance – wylicza Adam Budyta, wójt Kołbieli (pow. otwocki). – Z funduszy sołeckich finansujemy remonty świetlic wiejskich, kopanie rowów przy drogach, elementy strojów ludowych, wieńce dożynkowe, wakacyjne zajęcia dla dzieciaków.

W jego gminie 390 tys. zł rozdzielone jest na poszczególne wsie w pulach od 9 tys. do 28 tys. zł. Nie zdarzyło się, by sąsiadujące miejscowości chciały połączyć swoje fundusze. Wprowadził nowe zasady od początku, gdy na zaproszenie marszałka województwa Adama Struzika wraz z sąsiednimi wójtami pojechał zwiedzać wioski na Opolszczyźnie. Zachwyciła go niemiecka dbałość o kwietniki, ławki, schludny wygląd posesji i umiejętność współpracy na rzecz najbliższego otoczenia.

– Jeżeli wyodrębnimy fundusz sołecki, nie wystarczy środków na centralne inwestycje. Zapytałem radnych i sołtysów, czy są skłonni przekazać środki na drogę w innym sołectwie. Spotkałem się z odmową. Rozumiem, że byłoby to trudne do wytłumaczenia sąsiadom – relacjonuje Grzegorz Kropiak, wójt Rybna (pow. sochaczewski). Na fundusz musiałby rozdrobnić 250 tys. zł, a skromny budżet inwestycyjny gminy wynosi 400 tys. Buduje za nie wodociąg. Z doświadczenia wie, że 60% pieniędzy z funduszy sołeckich rozchodzi się na cele kultury i integrację. Rada wspiera wójta i przy jednym głosie sprzeciwu odrzuciła utworzenie funduszy sołeckich. Może w przyszłym roku, kiedy będzie remontował stację uzdatniania wody, a sołtysi zgodziliby się na połączenie funduszy swoich wsi, rada takie fundusze przegłosuje. Właściwie środki i tak pozostaną w jednym ręku, więc fundusze będą istnieć tylko na papierze.

Pieniądze można wydać rozsądnie lub roztrwonić, naginając prawo. Za 8 tys. zł zorganizowano świetlicę wiejską w starej hydroforni w Bończy (gm. Warka, pow. grójecki). Za 9 tys. Zalesie Górne (pow. piaseczyński) wydaje miesięcznik w nakładzie 700 egz. Na co wydadzą swoje 50 tys. wsie pod Jaktorowem? Społeczeństwa obywatelskiego nie da się zadekretować. Ale – jak powiada radna Barańska – od czegoś trzeba zacząć.

PS Ostatecznie w Jaktorowie na 14 wsi wnioski na fundusz sołecki złożyło sześć: Jaktorów B na 52 607 zł, Budy-Grzybek na 52 607 zł, Kolonia Jaktorów na 47 166 zł, Chyliczki na 31 115 zł, Stare Budy B na 24 310 zł, Budy Michałowskie na 17 548 zł. W większości pieniądze zostaną wydane na place zabaw i miejsca dla mam z dziećmi.


Budżet najbliższy ludziom

Budżet partycypacyjny wykuwał się w ogniu gniewu na establishment. Żagiew podniosły związki zawodowe, partie socjalistyczne i komunistyczne, grupy sąsiedzkie, formacje anarchistów i alterglobalistów. Pioniersko wprowadziły go w życie władze półtoramilionowego Porto Alegre w 1989 r. w Brazylii, bastionu radykalnie lewicowej Partii Pracujących. Za tym przykładem poszły setka miast w Brazylii, gminy autonomiczne w meksykańskim stanie Chiapas wyzwolone przez Zapatystowską Armię Wyzwolenia Narodowego (EZLN), a także wyrosłe z rewolty społecznej 2001 r. Zgromadzenia Sąsiedzkie w Buenos Aires i Rosario (Argentyna). Działacze społeczni przeforsowali budżety partycypacyjne w kilku miastach Europy i Kanady. W Polsce jako pierwszy budżet partycypacyjny wprowadził Sopot w roku 2011. W ślad za nim Warszawa, Bydgoszcz, Poznań, Łódź, Tarnów, Kraków, Wrocław, Elbląg, Gdańsk, Kielce, Wodzisław Śląski… A pierwsza była wieś. Od 2009 r. działa Ustawa o funduszu sołeckim. Przejrzysta, wszystkiego pięć stron. Jak podkreśla jej autor, Ireneusz Niewiarowski, do niedawna senator PO i prezes Krajowego Stowarzyszenia Sołtysów, uruchomiła lawinę. W 1551 gminach w kraju (czyli aż 71%) ponad 9 mln obywateli ma wpływ na wydatki budżetu swojej gminy. Raport NIK omawiający działania 900 gmin potwierdza większą aktywność społeczną i wzrost znaczenia zebrania wiejskiego.

Wydanie: 42/2017

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy