Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

No to roczny plan został wykonany, jeszcze w grudniu sejmowa Komisja Spraw Zagranicznych przyjęła dwie kandydatury na stanowiska ambasadorów RP – Jana Natkańskiego oraz Adama Kułacha.
Natkański, obecny szef Departamentu Bliskiego Wschodu i Afryki, jedzie (pisaliśmy już o tym wcześniej) na ambasadora do Egiptu. W Kairze ostatnio ambasadorowała Joanna Wronecka, ale wróciła do kraju, by objąć stanowisko syrektora Sekretariatu Ministra. Co do Natkańskiego, jest to jeden z najlepszych arabistów, jakich mamy, karierę dyplomatyczną zaczynał w… Bagdadzie, był m.in. stypendystą tamtejszego uniwersytetu. Potem przeszedł przez kilka placówek państw arabskich, ostatnio był ambasadorem w Kuwejcie, skąd powrócił na stanowisko dyrektora departamentu. Teraz jedzie do jednego z najważniejszych państw arabskich. Niektórzy tłumaczą to tym, że Natkański musi wyjechać z Warszawy z przyczyn… sercowych. Wiosną przeszedł operację w Aninie, a w czasach Iraku stanowisko dyrektora takiego departamentu rekonwalescencji na pewno nie służy. Inni w zdrowotne tłumaczenia za bardzo nie wierzą, bo kto zna Natkańskiego, ten wie, że czego jak czego, ale odpoczynku spodziewać się po nim nie należy. I w Kairze rzuci się w wir życia dyplomatycznego.
Jego miejsce w Warszawie zajmie z kolei Krzysztof Płomiński, dotychczasowy ambasador w Arabii Saudyjskiej. To też arabista i fachowiec, jakich mało, był ambasadorem w Bagdadzie, był na innych placówkach w krajach arabskich. Natkański, on, paru innych ludzi – jeżeli, na razie, obronną ręką wychodzimy z irackiego kotła, jest w tym wielka zasługa ludzi z MSZ, którzy opracowali i realizują strategię współpracy z państwami regionu oraz miejscowymi przywódcami. Płomiński przy wszystkich swoich zaletach ma jedną wadę – nie wolno go wyciągać na rozmowy o krajach arabskich, bo jak zacznie opowiadać, to nie chce mu się przerywać. Stanowczo wie za dużo i mówi za ciekawie…
Płomiński wrócił już do Warszawy, będzie obejmował stanowisko dyrektora Departamentu Bliskiego Wschodu i Azji. A kto pojedzie na jego miejsce do Rijadu?
Pojedzie tam Adam Kułach. To również arabista, absolwent MGIMO, który wcześniej zaliczył kilka placówek w państwach arabskich, m.in. pracował w Libii. I także ma opinię znakomitego fachowca. Co prawda, gdy jego nazwisko „poszło w MSZ”, niektórzy kręcili nosem, przypominając pewne wydarzenie. Otóż podobno kilka lat temu w wywiadzie dla „Życia” Wołka Kułach (on, MGIMO-owiec!) określał się jako liberalny konserwatysta. Co oczywiście mogło dziwić, bo dyplomata powinien się określać jako państwowiec. I tyle.
Inni odpowiadali, że takiego wywiadu w ogóle nie było, że to jakieś plotki. A w każdym razie prehistoria. I tak właśnie jest, zanim Kułach otrzymał propozycję objęcia stanowiska ambasadora, bardzo ciepło wypowiadali się o nim i Natkański, i Płomiński, zapewniając, że będzie bardzo dobrym ambasadorem.
Znaczy się, arabiści trzymają się razem. I całe szczęście.

Wydanie: 2/2004

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy