Wykiwani przez system

Wykiwani przez system

Problemy młodych nie zaczynają się ani nie kończą na Giertychu Dr Maciej Gdula, socjolog, członek zespołu „Krytyki Politycznej”. Od października 2006 r. adiunkt na Wydziale Socjologii UW. Zajmuje się teorią socjologiczną i socjologią kultury. – Na wiosnę przez Polskę przetoczyły się demonstracje przeciwko ministrowi edukacji. Czy po wakacjach Roman Giertych znów zmobilizuje uczniów do protestów, czy też emocje już opadły? – Od razu zaznaczę, że nie chcę tu występować jedynie w roli bezstronnego socjologa. Moje środowisko jest zaangażowane na rzecz tego, aby nastroje te nie opadły. Ale z protestami jest tak, że ciężko przewidywać, kiedy wybuchną i w jakim kierunku się rozwiną. Przed rewoltą we Francji w 1968 r. ukazał się artykuł zatytułowany „Francja się nudzi”. Nikt też nie badał wówczas intensywnie szkolnictwa, bo uważano, że w szkołach nie dzieje się nic szczególnego. Zamiast wróżyć z fusów, warto się zastanawiać, jakie są dziś warunki do buntu. Ośmieszona polityczność – Czy współczesnej młodzieży łatwo się buntować? – Dziś sytuacja jest inna niż przed rokiem ’89. Zasadnicza różnica wcale nie polega na mniejszym zagrożeniu konsekwencjami pobicia czy prześladowań politycznych. W ostatnich latach zostały ośmieszone polityczność, zaangażowanie publiczne. Uznano, że skoro mamy demokrację i pluralizm, to na ulice wychodzą tylko warchoły, zgłaszający nie postulaty, ale „roszczenia”. Tak określano m.in. górników i rolników. Nie wychodzimy dziś więc „pod pałki” jak w latach 80., na przeszkodzie stoi raczej ryzyko ośmieszenia się, bycia uznanym za kogoś niepoważnego. To jest w gruncie rzeczy bardzo trudny do pokonania próg – kontroli, korumpowania aktywności społecznej, pacyfikowania protestów. Odwaga protestującej młodzieży polegała więc na przezwyciężeniu onieśmielenia. Uczniowie, studenci, młodsza kadra akademicka i inni protestujący przełamali wstyd. – Protesty odbywały się w wielu miastach i bardzo często, ale – z wyjątkiem jednej demonstracji – nie gromadziły aż tak dużej liczby uczniów. Czy młodzież nie czuje się wspólnotą na tyle, by razem protestować? – Zauważmy, że ważną barierą w rozszerzaniu się protestów były strategie zamykania ich w bezpiecznym getcie karnawału. W „Ferdydurke” prof. Pimko mówił swoim uczniom, że są niewinni i czyści, a oni w przewidywalny i bezpieczny dla systemu sposób przedrzeźniali go i udawali dorosłych. O protestujących przed wakacjami mówiono coś odwrotnego: to starzy wyjadacze z młodzieżówek partyjnych, chcą na protestach zbić kapitał polityczny. To owocowało karnawałowymi wystąpieniami, w których protestujący chcieli niejako potwierdzić swoją niewinność i zdobyć alibi od brudnej polityki. Młodzież samoogranicza się, zastrzega, że jej sprzeciw nie jest polityczny, ale antypolityczny. Nieobecność pozytywnego programu ogranicza mobilizację i nie przyczynia się do rozprzestrzeniania protestu. Podstawowym problemem, przed jakim stoją protestujący, jest więc konieczność zdefiniowania, wymyślenia, czym jest tworzony przez nich ruch. Moim zdaniem, protestujący muszą wykroczyć poza dominujące definicje problemów, jakie oferuje im sfera publiczna, np., że problem tkwi wyłącznie w samym Romanie Giertychu. Przecież populiści nie wzięli się znikąd, nie pojawili się deus ex machina, by zawłaszczyć rzeczywistość, w której wszystko działo się dobrze. Problemy nie zaczynają się ani nie kończą na Giertychu. Proces obecności Kościoła w sferze publicznej w roli jedynego arbitra moralności nie zaczął się wraz z gabinetem Jarosława Kaczyńskiego, ale wraz z rządem Tadeusza Mazowieckiego. To wtedy zrezygnowano z budowania modelu świeckiej szkoły i zezwolono na prowadzenie lekcji religii w publicznych placówkach. Jeśli protestująca młodzież chce coś zmienić i być rzeczywiście nową jakością w polskiej rzeczywistości politycznej, to nie może ograniczać się do oburzenia na populistów i żądań powrotu do „normalności”. Młodzież musi pomyśleć o stworzeniu realnej alternatywy. W takich sytuacjach, kiedy ma miejsce konflikt z realnym wrogiem i porzuca się dawne tożsamości jako niewystarczające do określenia się w nowych realiach, tworzy się pokolenie. – Co mogą wymyślić? – Stworzenie nowego projektu to zawsze największy problem każdego ruchu. Być może na razie powinien to być projekt obejmujący różne protesty i tworzący nowe sojusze społeczne. Dzieje PRL-u rekonstruuje się czasem jako historię niezsynchronizowanych protestów – kiedy protestowała jedna grupa społeczna, druga pozostawała bierna. Gdy strajkowali studenci, nie strajkowali robotnicy, i na odwrót. Teraz też stoimy przed podobną sytuacją i szansą zawierania nowych sojuszy oraz porozumień. Próbę stworzenia czegoś takiego mieliśmy podczas ostatniej przed wakacjami, warszawskiej demonstracji, w której razem

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2006, 35/2006

Kategorie: Wywiady