Wymiotło

Wymiotło

Nie wiem, czy wymiotło z całej już Polski, nie wiem nawet, czy z całego Krakowa, wiem tylko, że z tras, którymi – zabezpieczony w maseczkę i rękawiczki – przechodzę bądź przejeżdżam w mym rodzinnym mieście, wymiotło rzeczywiście. Tak, wymiotło, tego już nie ma – bilbordy stoją puste, zostały czarne ramy, czasem coś na nich się pojawia, ale to, co było – rzeczywiście znikło. Oczywiście rozumiem, że przyczyna jest prozaiczna – skończył się termin wykupienia danego miejsca. Wiem nawet to, co i tak wiedziałem: że ta akcja była centralnie sterowana. A przecież przyjemnie skonstatować, że suweren – czyli właściciel tablic, na których rozwieszano bilbordy – zakończył umowę. Bo efekt bije po oczach. Wymiotło.

Co zatem zostało wymiecione? Ano te właśnie bilbordy. Bilbordy opowiadające się „za życiem”. Nie, nie były one drastyczne – takie jak plakaty na furgonetkach zaparkowanych przed szpitalami, przedstawiające zakrwawione, pokawałkowane szczątki ludzkie. Teraz już nie chodziło o wywołanie wstrząsu – teraz trzeba było wzruszać. Cóż bowiem bardziej wzruszającego niż zarys kobiecego serca, a w nim obrazek skulonego embriona szepczącego do matki: „ufam tobie”. Cóż bardziej wzruszającego niż w pełni ukształtowane stópki 11-tygodniowego płodu (wprawdzie powiększone do rozmiaru połowy dorosłego człowieka, co mimowolnie wywoływało efekt humorystyczny). Czemu na widok tych bilbordów zaciskałem pięści?

Mógłbym odrzec jak dr Duda: nie, bo nie. Czyli: zaciskałem, bo zaciskałem. Mógłbym też wyjaśnić: skoro bilbordów bronił abp Jędraszewski, to odruch odrzucenia był zrozumiały. Publiczny dyskurs w Polsce dziś tak mniej więcej wygląda: jest wolny od głębszych argumentów. Lecz mimo to spróbuję wytłumaczyć. Bilbordy nie były niewinne. One miały wesprzeć werdykt tzw. Trybunału Konstytucyjnego. Miały przygotowywać grunt pod kolejne zaciśnięcie obręczy. Czułe kobiece serce kontra okrutna kobieca błyskawica… „Życiu tak, śmierci nie”… Oto kontekst narodowej podłości i narodowego ogłupienia.

Od lat wiemy, że PiS żeruje na świętościach. Na świętościach polskich, bo patriotyzm sprowadziło do walki straceńczej, do masochizmu klęski. Na świętościach chrześcijańskich – bo religię sprowadziło do walki z aborcją i sprzeciwu wobec „ideologii” LGBT. Oczywiście tych plakatów nie rozwieszało PiS – czyniły to prawicowe fundacje. Ale te fundacje były powiązane z Kościołem i z PiS. A ich rozmach był możliwy tylko w państwie wyznaniowym, czyli w państwie PiS.

Pogarda – to było najważniejsze przesłanie kampanii. W tej wizualnej perswazji kobieta została sprowadzona do potencjalnej morderczyni. Czy człowiekowi noszącemu „pod sercem” nowe życie wypadało tłumaczyć takie sprawy? A zwłaszcza – tłumaczyć z poczuciem własnej (czyjej?) moralnej wyższości? Oraz tłumaczyć tak obłudnie?

Bo te bilbordy ociekały obłudą. Nic nowego – obłuda jest cechą konstytutywną „obrońców życia”. Aktywność tych ludzi wyczerpuje się w ZAKAZIE, w tyleż naiwnej, co cynicznej wierze, że ZAKAZ zmieni wszystko. Gdybyż jednak tylko o ZAKAZ chodziło. W rzeczywistości „obrońca życia” broni nie życia, lecz własnego niepokalanego sumienia („sumienie ma czyste, nieużywane”). „Obrońca życia”, pochylający się z taką troską nad losem zarodka (nawet tego zamrożonego w procedurze in vitro), nie pochyla się – i to w ogóle – nad zdrowiem i życiem kobiety. Nie słyszałem też, by „obrońcy życia” wzywali kiedykolwiek i gdziekolwiek do zniesienia kary śmierci – już raczej działają w kierunku odwrotnym. Oraz nie słyszałem, by dziś, w obliczu pandemii, wzywali do zamknięcia kościołów – choć mogłoby to ocalić wymierną liczbę istot ludzkich. A czy „obrońcy życia” byliby w stanie wykrztusić apel o pełną dostępność środków antykoncepcyjnych? Czy mogliby powiedzieć, choćby nawet z zaciśniętymi zębami: „Antykoncepcja jest złem, lecz jest to zło znacznie mniejsze niż zabójstwo poczętego człowieka”? Przecież tego nie powiedzą, nie stać ich na to. Nie stać ich na elementarną uczciwość, elementarną prostolinijność. Zamiast tego – faryzejsko uspokajając własne sumienie – spychają kobiety w podziemie aborcyjne i turystykę aborcyjną. Piekło kobiet – oto polski kontekst. To na świadomość tego kontekstu zaciskały mi się pięści.

Na szczęście to już przeszłość. Bilbordy wymiotło, suweren zakończył współpracę. Pozostaje nadzieja, że współpraca zostanie zakończona również na innych polach. Że suweren wszystkim za wszystko podziękuję. Bo skoro dziś wymiotło, to i jutro wymiecie.

Jak śmiecie.

a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 18/2021

Kategorie: Andrzej Romanowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy