Wyspa to my

Wyspa to my

Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych rozległy się lamenty, że Polska nie próbuje wpływać na Litwę. Że Litwini lituanizują mieszkających tam Polaków, a my na to nic. I rząd PiS jest tu tak samo bierny jak poprzednicy. A mógłby użyć choćby broni ekonomicznej (nie mówiono, w jaki sposób), bo Możejki to największy pracodawca na Litwie.

Wtedy odezwał się wiceminister spraw zagranicznych Jan Dziedziczak w obronie swojego rządu i swojego ministerstwa. Bronił zaś w ten sposób, że zadał posłom retoryczne pytanie: „Czy prezydent Duda lub premier Szydło składali wizytę w Wilnie?”. Nie. Nie składali. „A to – tłumaczył Dziedziczak – nie jest przypadek, w języku dyplomacji jest to wyraźny sygnał dezaprobaty. I świadczy o tym, że obecna Polska nie akceptuje polityki Wilna wobec mieszkających na Litwie Polaków”.

Koniec kropka.

Już zatem wiemy, dlaczego do Polski nie przyjechał prezydent Macron i w ogóle dlaczego mamy kłopoty z zapraszaniem ważnych gości.

Ale jest to sygnał jeszcze innego rodzaju – że Polska staje się, tak jak to wieszczył 10 września Jarosław Kaczyński, wyspą. Otoczoną albo przez wrogów, albo przez takich, którym ufać nie można.
Spójrzmy sami. Polska jest członkiem Unii Europejskiej, ale przecież walczy z tą Unią zaciekle, szarpie się po sądach, wymyśla jej wysokim urzędnikom.

Niemcy? To w obecnych czasach główny wróg, który używa Unii Europejskiej jako instrumentu ciemiężenia Polski i nie chce nam zapłacić reparacji wojennych. A o nich, jak mogliśmy się dowiedzieć z informacji Polskiej Agencji Prasowej, rozmawiał na Malcie prezydent Duda z prezydentem Steinmeierem. Wspominamy o tym nie najwyższej wagi wydarzeniu z jednego powodu. Otóż po rozmowach PAP zamieściła informację, że obaj prezydenci uznali, że w sprawie reparacji trzeba rozmawiać, natomiast niemiecka agencja DPA, że Steinmeier powiedział Dudzie, że to temat zamknięty. Ciekawe, prawda?

O Rosji też nie ma co wspominać. Może napomkniemy tylko, że na Białorusi zakończyły się wielkie manewry wojskowe „Zapad”, które obserwował prezydent Aleksander Łukaszenka. Ten sam, do którego przymilał się nie tak dawno minister Waszczykowski i o którym z sympatią wyrażał się marszałek Senatu Stanisław Karczewski. W ramach ocieplania relacji z Łukaszenką nasza władza zabrała pieniądze telewizji Biełsat. I co? Dalej zimno.

Zimno zaczyna też być w stosunkach z Ukrainą. Jeszcze niedawno miał to być nasz najważniejszy partner. Teraz w Kijowie długo nam nie zapomną wspierania Saakaszwilego.

Więc może Grupa Wyszehradzka, którą tak bardzo chciała wzmacniać premier Szydło? Pisaliśmy już o tym parokrotnie – dziś to bardziej fantom niż realne narzędzie polityczne. Bo i Słowacja, i Czechy, i inne kraje Europy Środkowej już zadeklarowały, że bliższa jest im Unia Europejska i wolą dobre kontakty z Niemcami niż jakieś wymyślane w Warszawie konstrukcje. Węgry tak nie powiedziały. Za to premier Orbán gościł przez kilka dni prezydenta Putina. Ech…
Uwaga! Trwa poszukiwanie kraju, z którym Polska byłaby zaprzyjaźniona i łączyłyby ją dobre związki. Takie ręka w rękę. Bo na razie poza San Escobar takiego nie ma.

Wydanie: 39/2017

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy