Co może Czaputowicz?

Co może Czaputowicz?

Chyba jeszcze nigdy w historii III RP minister spraw zagranicznych nie był tak bezradny i tak mało od niego nie zależało.

Oto Komisja Europejska oficjalnie przedstawiła nową metodologię podziału środków z unijnego budżetu na lata 2021-2027. Zgodnie z nią w nowej perspektywie finansowej UE w ramach funduszu spójności do Polski ma trafić 64,4 mld euro, czyli aż o 23% mniej, niż dostaliśmy w budżecie na lata 2014-2020. Czyli mniej o ok. 18 mld euro, czytaj – 80 mld zł. Do tego dochodzą mniejsze kwoty na dopłaty dla rolników (o ok. 15%).

Komisja w białych rękawiczkach zmniejsza transferowane do Polski kwoty, tymczasem minister Czaputowicz nawet nie ma narzędzi, by te działania odwrócić. Bo jak? Ambasador przy UE Andrzej Sadoś to waga lekka. Ale nawet największy tuz niewiele w Brukseli by zwojował. Nad Polską wisi sprawa art. 7, sprawa praworządności i dopóki to nie zostanie załatwione, nasza dyplomacja w Brukseli nie będzie traktowana poważnie. Od krajowych decyzji zależy, ile Czaputowicz i MSZ mogą, a ile nie.

Prezydent Duda udał się do Stanów Zjednoczonych na sesję ONZ. Liczył na to, że zostaną zaaranżowane jakieś bilateralne rozmowy. Nic z tych rzeczy. Biały Dom był dla Dudy zamknięty (a np. dla prezydenta Kirgistanu stał otworem), polski prezydent plątał się po Ameryce niczym ktoś niechciany, by wreszcie wrócić do Warszawy.

Trudno winić MSZ, że Andrzeja Dudy nie chciał przyjąć najmarniejszy przedstawiciel administracji. Jak wiemy, z powodu nieszczęsnej ustawy o IPN Biały Dom nałożył embargo na spotkania z polskim prezydentem. Dlatego żaden dyplomata nic Dudzie nie załatwi, najpierw trzeba zmienić ustawę o IPN. W tej sprawie MSZ również jest niewolnikiem wewnętrznych działań w Polsce.

Podobnie ma się rzecz z naszą polityką wschodnią.

Oto zdarzyła się rzecz niesłychana – węgierski premier Viktor Orbán zaatakował Ukrainę. W specjalnym memorandum, skierowanym do przywódców państw NATO, rząd w Budapeszcie wezwał do rewizji polityki wobec Kijowa. Bo Ukraina stała się tak słaba, że jest niezdolna do ochrony praworządności, nie respektuje praw mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu i w rezultacie nie jest w stanie spełnić swoich zobowiązań wobec różnych organizacji międzynarodowych. Rządowi ukraińskiemu brakuje woli politycznej i zdolności do wykonania podstawowych reform reorganizujących system gospodarczy, polityczny i społeczny – czytamy w memorandum. Innymi słowy, Ukraina jest państwem upadłym.

W normalnej sytuacji polskie MSZ rozpoczęłoby dyplomatyczne działania, bo tym dokumentem Orbán zapisuje się do grupy sojuszników Rosji i wrogów Ukrainy. Ale jak ministerstwo może działać, kiedy Warszawa wisi na obietnicy węgierskiego premiera, że zawetuje ewentualne działania Brukseli wobec Polski związane z art. 7 traktatu europejskiego? Tak oto okazuje się, że Orbán jest ważniejszy niż polityka wschodnia…

W tej sytuacji Czaputowicz może tylko udawać, że niczego nie zauważył, i wygłaszać jakieś ogólne przemówienia. Zdaje się, że do tego jego ministrowanie zostało sprowadzone.

Wydanie: 23/2018

Kategorie: Aktualne, Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy