Za wschodnią granicą

Za wschodnią granicą

„Szerokie tory” to cykl reportaży, które przełamują stereotypy o byłych państwach Związku Radzieckiego

Wszechwładna mafia i ogromna bieda – taki stereotyp życia w państwach byłego Związku Radzieckiego najczęściej istnieje w naszych głowach. Łatwo się przekonać, jaki to krzywdzący i nieprawdziwy obraz, i zobaczyć, że np. Ryga bardziej przypomina miasta Europy Zachodniej niż Warszawa. Wystarczy włączyć pierwszy program Telewizji Polskiej i wyśledzić w jego popołudniowej ramówce cykl reportaży pod wspólnym tytułem „Szerokie tory”.
Tytuł odwołuje się do różnicy dzielącej tory za naszą wschodnią granicą od europejskich. Autorka, Barbara Włodarczyk, przyznaje, że często sama porusza się po nich ze stereotypem w głowie. Na miejscu przekonuje się, jak jest naprawdę. Każdy reportaż opowiada o jednym dniu z życia wybranego człowieka, na przykładzie którego autorka próbuje pokazać najbardziej charakterystyczne zjawiska dla danego miejsca. Nie ma więc przypadkowości w doborze tematów. Filmy prezentują życie codzienne bohaterów, z dala od polityki i tematów z „Wiadomości”.
Autorka towarzyszyła już z kamerą m.in. prawosławnemu duchownemu spod Kijowa, śmieciarzowi z Kaliningradu, rabinowi z Odessy, młodemu ukraińskiemu mnichowi, który nawraca prostytutki, oraz bezdomnemu chłopcu z Moskwy. Najwyraźniej ma dar zjednywania sobie ludzi. Przyznaje, że czasem trudno nakłonić ich do otworzenia się, choć na filmie wydaje się to bardzo łatwe. Bezdomny chłopiec najpierw zareagował agresją – jedynym znanym mu działaniem obronnym. Rabin miał wątpliwości, czy to nie jakaś prowokacja. Później chętnie mówią, zabierają ją w miejsca i na uroczystości, gdzie zwykle kamera – a często kobieta – nie ma wstępu.
Obserwacja bohatera podczas całego dnia umożliwia poznanie jego warunków życia, zwyczajów i sposobu myślenia. Barbara Włodarczyk powstrzymuje się od komentowania opowieści. Stara się pokazywać danego człowieka jak najpełniej, nie tylko od złej strony. Choć sama niczego nie dopowiada, widz bez trudu wychwytuje wszelkie niuanse rysunku postaci – np. gdy pop przyjmuje na ognisku „sponsorów” parafii z Kijowa, pasujących raczej do wizerunku gangstera, a nie biznesmena.
Warto zwrócić uwagę na ten cykl reportaży. Jak twierdzi bowiem sama autorka, te filmy to także takie zwierciadło naszej rzeczywistości: tam problemy są te same, tylko skala większa. Zupełnie jak owe tory – takie same, tylko szersze.

kd

Wydanie: 19/2002

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy